Łopata wsunęła się delikatnie do wiadra, umieszczając tam wykopane z ziemi gniazdo. Płomień palił się silnym, wyraźnym płomieniem i Leviathan odetchnął z wyraźną ulgą, bo to znaczyło że nie stracą nadprogramowych salamandr, pomijając oczywiście te których Helloise nie dogoniła. Ich pracę można było więc uznać za skończoną i jedyne co im pozostawało to wrócenie na tereny posiadłości dokładnie tą samą drogą którą tutaj przyszli.
Wbił czubek szpadla w ziemię i oparł się o niego stopą, przyglądając przez moment zawartości wiadra, a w końcu przeniósł spojrzenie na kobietę. Przez moment wpatrywał się w nią z pewnym zastanowieniem, gdy pochylała się nad swoim skromnym stadkiem i skarmiała je ziarnami pieprzu. Gdyby nie to, że bez magicznego ognia pomrą, pewnie by jej zaproponował by wzięła sobie jedną. W końcu można było uznać, że zasłużyła na taki drobny prezent.
- Nie - odpowiedział krótko, nakrywając swój pojemnik nieszczelną pokrywą, tak by ogień nie przygasł czy nie miał okazji się podusić, tym samym ukrócając życie złapanych przez nich zwierzątek. Skrzywił się wyraźnie, słysząc jej syczenie i pośpieszne zabieranie dłoni, sparzonej o gorące plecy salamandry. Była zbyt mądra by nie wiedzieć, czym może się to skończyć, ale jakaś dziecięca ciekawość która ją do tego ciągnęła, była w pewien sposób wręcz niepoprawna. Nie był tutaj jednak po to, by zwracać jej na to uwagę. Zamiast tego powiódł spojrzeniem za nią, na linię drzewa. Jaja były dwa, chowające się w cieniu drzewa.
- Interesujące - mruknął, wyciągając kroki w ich kierunku, samemu teraz podążając za zaciekawieniem. - Nietutejsze.
!Jajo z kalendarza
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast