13.03.2023, 02:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.03.2023, 14:06 przez Tilly Toke.)
Elliott Malfoy zazwyczaj nie chciał rzucać się w oczy.
Chyba, że ubrał się w nowy garnitur lub przekazywał duże kwoty na cele charytatywne.
Ostatecznie, był tylko człowiekiem, a poza tym obrzydliwie bogatym, a tacy mieli przecież tendencje do ekscentryczności.
Konna przejażdżka przez rozświetlony lampionami zagajnik miała swój urok, zwłaszcza, gdy czuł ciepło drugiej osoby na swoich plecach. Nie była to może najwygodniejsza opcja, ale lepsza od targania ciężaru Perseusa do Polany. Black był w tym momencie podwójnie poturbowany, a poza tym wjazd na koniu robił pewne wrażenie, powodował, że ludzie mieli o czym rozmawiać. Tego typu plotki Malfoyowi nie przeszkadzały, w końcu były raczej nieszkodliwe, a sprawiały, że się o nim mówiło - dbanie o swoje ego to podstawa.
Zsunął się z wierzchowca, gdy dotarli na miejsce, a pare ciekawskich spojrzeń skierowało się najpierw na białego konia, który aktualnie postanowił zacząć podgryzać gałązki i rozkwitające pączki najbliższego drzewa, a potem na zsiadającego z jego grzbietu Malfoya oraz wciąż siedzącego nań Perseusza. Blondyn pomógł przyjacielowi zejść ze zwierzęcia, podtrzymał go też, zaskakująco nie krępując się dotykiem. Byli w miejscu publicznym, a Black był po pobycie w szpitalu, w ich interakcji nie można było doszukiwać się niczego poza chęcią pomocy ze strony Elliotta.
- Mam nadzieję, że mimo iż choroba nie rozprzestrzeniła się jeszcze aż tak wysoko, to brak kamiennie twardych pośladów nie spowoduje, że będziesz ubolewał przez resztę wieczora - na siodle nie było zbyt dużo miejsca na drugą osobę, a Elliott nie lubił jeździć na oklep, gdy miał 'pod opieką' drugiego jeźdźca obejmującego go od tyłu. Musiał być przy tym bardziej czujny, a odpowiedni siad na nagim grzbiecie i wbijającym się końskim kręgosłupie, nie ułatwiłby sprawy.
Miał na sobie bardziej tradycyjne, czarodziejskie szaty, acz wciąż w nowocześniejszym stylu. W końcu moda była dla niego bardzo istotną kwestią. Z racji odbywania się sabatu na polanie, postawił na kaloszowo-jeździeckie obuwie, z bordowymi czubkami.
- Jamil - zwrócił się do jednego z przechodniów, którzy zawiesili oko na zwierzęciu chwilę dłużej - Mogłem się spodziewać, że cię tu spotkamy, eksplorujesz również tą część kultury brytyjskich czarodziejów? - uniósł lekko brwi.
Chyba, że ubrał się w nowy garnitur lub przekazywał duże kwoty na cele charytatywne.
Ostatecznie, był tylko człowiekiem, a poza tym obrzydliwie bogatym, a tacy mieli przecież tendencje do ekscentryczności.
Konna przejażdżka przez rozświetlony lampionami zagajnik miała swój urok, zwłaszcza, gdy czuł ciepło drugiej osoby na swoich plecach. Nie była to może najwygodniejsza opcja, ale lepsza od targania ciężaru Perseusa do Polany. Black był w tym momencie podwójnie poturbowany, a poza tym wjazd na koniu robił pewne wrażenie, powodował, że ludzie mieli o czym rozmawiać. Tego typu plotki Malfoyowi nie przeszkadzały, w końcu były raczej nieszkodliwe, a sprawiały, że się o nim mówiło - dbanie o swoje ego to podstawa.
Zsunął się z wierzchowca, gdy dotarli na miejsce, a pare ciekawskich spojrzeń skierowało się najpierw na białego konia, który aktualnie postanowił zacząć podgryzać gałązki i rozkwitające pączki najbliższego drzewa, a potem na zsiadającego z jego grzbietu Malfoya oraz wciąż siedzącego nań Perseusza. Blondyn pomógł przyjacielowi zejść ze zwierzęcia, podtrzymał go też, zaskakująco nie krępując się dotykiem. Byli w miejscu publicznym, a Black był po pobycie w szpitalu, w ich interakcji nie można było doszukiwać się niczego poza chęcią pomocy ze strony Elliotta.
- Mam nadzieję, że mimo iż choroba nie rozprzestrzeniła się jeszcze aż tak wysoko, to brak kamiennie twardych pośladów nie spowoduje, że będziesz ubolewał przez resztę wieczora - na siodle nie było zbyt dużo miejsca na drugą osobę, a Elliott nie lubił jeździć na oklep, gdy miał 'pod opieką' drugiego jeźdźca obejmującego go od tyłu. Musiał być przy tym bardziej czujny, a odpowiedni siad na nagim grzbiecie i wbijającym się końskim kręgosłupie, nie ułatwiłby sprawy.
Miał na sobie bardziej tradycyjne, czarodziejskie szaty, acz wciąż w nowocześniejszym stylu. W końcu moda była dla niego bardzo istotną kwestią. Z racji odbywania się sabatu na polanie, postawił na kaloszowo-jeździeckie obuwie, z bordowymi czubkami.
- Jamil - zwrócił się do jednego z przechodniów, którzy zawiesili oko na zwierzęciu chwilę dłużej - Mogłem się spodziewać, że cię tu spotkamy, eksplorujesz również tą część kultury brytyjskich czarodziejów? - uniósł lekko brwi.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦