17.03.2026, 15:28 ✶
Pociągnięcia szczotką, znany rytm, w pewnym sensie uspokajały. Włosy Brenny należały do trudnych do opanowania, zwłaszcza że zdążyły odrosnąć po tym, jak musiała przyciąć je po Beltane, gdy część się nadpaliła, i kiedy nie szło o specjalne okazje, często pozwalała im po prostu na pewien stan rozwichrzenia. Ale wbrew pozorom umiała się nimi zajmować.
Pociągnięcia najpierw na dole, nie po całej długości, potem dopiero też wyżej, nie szarpać, szczotka lub grzebień, zależnie od rodzaju włosów, odpowiednie ząbki…
Brenna wyłapała spojrzenie Mony i uśmiechnęła do niej. Nie była jeszcze całkiem spokojna, pamięć ognia wciąż w niej tkwiła, podobnie jak wewnętrzne rozdygotanie na myśl o tym, że odbije jej na ślubie. W głowie zakorzeniła się myśl, by na główną część ceremonii zrobić coś, czego nie robiła nigdy – oddać komuś różdżkę. Ale uśmiech był szczery.
– Byłam na ulicach i starałam się pomagać. To w końcu mój obowiązek.
W pracy. W Zakonie. W byciu córką swoich rodziców.
W byciu człowiekiem.
Co dokładnie się działo?
Wiedziała. Wiedziała, bo opisała wszystko drobnym maczkiem, a potem, po wizycie u Philippy, nauczyła się tych zapisków na pamięć. Ale wspomnienia z tej drugiej części nocy, mniej więcej od północy, zostały jej odebrane: wspomnienie ognia, dymu, strachu, beznadziei. I żałowała tego, bo w pewnym sensie ich potrzebowała, zdrowe zmysły były jej jednak potrzebne znacznie bardziej. I mogła tylko mieć nadzieję, że to ostatni raz, gdy nawiedzały ją halucynacje.
– Och, tak się złożyło… – stwierdziła Brenna i uśmiech się poszerzył. Mieszkanie z kimś przed ślubem nie należało do mile widzianych, ale chyba po prostu chciała, żeby Mona była szczęśliwa. – Mam nadzieję, że Icarus zmądrzał w ostatnich latach? Bo jeśli nie, to przysięgam, że tym razem porachuję mu kości i Basil będzie musiał go składać – dodała, odkładając szczotkę, i sięgając po spinki, by zabrać się do układania rozczesanych włosów Mony we fryzurę. – Masz na myśli Mathildę? – spytała, marszcząc lekko brwi, bo jakoś skojarzenie było natychmiastowe, chociaż pewnie Mathilda nie była jedyną osobą w Anglii posiadającą węża. Większość osób jednak takich ze sobą nie nosiło.
Nie przerwała, kiedy Rowle zaczęła mówić o czysto teoretycznym pytaniu. Zawinęła ostrożnie kosmyk włosów Mony. Czy była zaniepokojona? Tak. Czy sądziła, ze Mona Rowle mogłaby zrobić coś, za co faktycznie zasługiwałaby na areszt? Nie. Brenna zakułaby i kogoś bliskiego w kajdanki, ale bodaj tylko wtedy, gdyby ten pomagał śmierciożercom – być może mogłaby niektóre przestępstwa nawet tuszować, póki nie chodziło o rzeczy takie jak „o, pójdę zamordować tę niewinną sąsiadkę”. A Mona była jedną z ostatnich osób, które zrobiłyby coś takiego.
– Czysto hipotetyczne rozmowy na pewno nie zaprowadzą nikogo do aresztu, mogę powiedzieć, że obecnie Ministerstwo raczej nie ma czasu na zajmowanie się drobiazgami i naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, żebyś mogła nawet hipotetycznie popełnić poważne przestępstwo – stwierdziła Brenna, wpinając spinkę we włosy Mony, a potem uspokajająco położyła jej dłoń na ramieniu, ściskając je przez moment, zanim puściła. – W tej chwili interesuje mnie głównie aresztowanie tych, którzy napadali na innych i podpalali budynki, a jeszcze nie oszalałam, żeby ciebie o to podejrzewać.
Pociągnięcia najpierw na dole, nie po całej długości, potem dopiero też wyżej, nie szarpać, szczotka lub grzebień, zależnie od rodzaju włosów, odpowiednie ząbki…
Brenna wyłapała spojrzenie Mony i uśmiechnęła do niej. Nie była jeszcze całkiem spokojna, pamięć ognia wciąż w niej tkwiła, podobnie jak wewnętrzne rozdygotanie na myśl o tym, że odbije jej na ślubie. W głowie zakorzeniła się myśl, by na główną część ceremonii zrobić coś, czego nie robiła nigdy – oddać komuś różdżkę. Ale uśmiech był szczery.
– Byłam na ulicach i starałam się pomagać. To w końcu mój obowiązek.
W pracy. W Zakonie. W byciu córką swoich rodziców.
W byciu człowiekiem.
Co dokładnie się działo?
Wiedziała. Wiedziała, bo opisała wszystko drobnym maczkiem, a potem, po wizycie u Philippy, nauczyła się tych zapisków na pamięć. Ale wspomnienia z tej drugiej części nocy, mniej więcej od północy, zostały jej odebrane: wspomnienie ognia, dymu, strachu, beznadziei. I żałowała tego, bo w pewnym sensie ich potrzebowała, zdrowe zmysły były jej jednak potrzebne znacznie bardziej. I mogła tylko mieć nadzieję, że to ostatni raz, gdy nawiedzały ją halucynacje.
– Och, tak się złożyło… – stwierdziła Brenna i uśmiech się poszerzył. Mieszkanie z kimś przed ślubem nie należało do mile widzianych, ale chyba po prostu chciała, żeby Mona była szczęśliwa. – Mam nadzieję, że Icarus zmądrzał w ostatnich latach? Bo jeśli nie, to przysięgam, że tym razem porachuję mu kości i Basil będzie musiał go składać – dodała, odkładając szczotkę, i sięgając po spinki, by zabrać się do układania rozczesanych włosów Mony we fryzurę. – Masz na myśli Mathildę? – spytała, marszcząc lekko brwi, bo jakoś skojarzenie było natychmiastowe, chociaż pewnie Mathilda nie była jedyną osobą w Anglii posiadającą węża. Większość osób jednak takich ze sobą nie nosiło.
Nie przerwała, kiedy Rowle zaczęła mówić o czysto teoretycznym pytaniu. Zawinęła ostrożnie kosmyk włosów Mony. Czy była zaniepokojona? Tak. Czy sądziła, ze Mona Rowle mogłaby zrobić coś, za co faktycznie zasługiwałaby na areszt? Nie. Brenna zakułaby i kogoś bliskiego w kajdanki, ale bodaj tylko wtedy, gdyby ten pomagał śmierciożercom – być może mogłaby niektóre przestępstwa nawet tuszować, póki nie chodziło o rzeczy takie jak „o, pójdę zamordować tę niewinną sąsiadkę”. A Mona była jedną z ostatnich osób, które zrobiłyby coś takiego.
– Czysto hipotetyczne rozmowy na pewno nie zaprowadzą nikogo do aresztu, mogę powiedzieć, że obecnie Ministerstwo raczej nie ma czasu na zajmowanie się drobiazgami i naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić, żebyś mogła nawet hipotetycznie popełnić poważne przestępstwo – stwierdziła Brenna, wpinając spinkę we włosy Mony, a potem uspokajająco położyła jej dłoń na ramieniu, ściskając je przez moment, zanim puściła. – W tej chwili interesuje mnie głównie aresztowanie tych, którzy napadali na innych i podpalali budynki, a jeszcze nie oszalałam, żeby ciebie o to podejrzewać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.