– Nie są aż takie delikatne – roześmiała się, a przecież nie opowiedziała Chrisowi jakie to są małe cwane bestie i w jaki sposób znajdują dla siebie norki w naturalnym środowisku. Może przy innej okazji, bo nie chciała go zanudzić, zdawała sobie przecież sprawę z tego, że opieka nad magicznymi stworzeniami czy zielarstwo to nie były tematy, które go fascynowały, zresztą tak samo jak eliksirowarstwo czy tworzenie maści (więc może tak w ogólnym rozumieniu natura; fauna i flora), chociaż ona o tym mogła opowiadać długo, zwłaszcza jeśli się ją na te tematy zagadało i zaczepiło. Zwykle starała się wytłumaczyć te zagadnienia tez najprościej jak umiała, ale z tym też bywało różnie.
Krótka pieszczota musiała się spodobać małej Lunie, bo aż nadstawiła puchatą główkę – puchatą tym delikatnym futerkiem małego kociaka, który nie miał jeszcze swojego „dorosłego” futra. I najwyraźniej zadowolona z atencji, na której jej zależało, gdy Christopher zabrał już rękę, zeskoczyła na kanapę, na której zrobiła w miejscu dwa kółka, aż w końcu się położyła, udając bardzo zwęglony bochenek chleba.
– A widzisz, nie warto się czasem dawać się przyćmić pozorom, bo można przegapić coś niezwykłego – Lestrange sięgnęła po jedno z ciasteczek, ale nie mówiła tego w żadnej mierze karcąco, to było ledwie spostrzeżenie, na które zresztą się uśmiechnęła, przypatrując się dziwacznym jajom. Z tej perspektywy było to widać lepiej, nawet jeśli oba na pierwszy rzut oka wydawały się być czymś zupełnie innym. – No pewnie. Tu niedaleko zaczyna się taki rzadki lasek, mało kto tu chodzi. Mugole z wioski po drugiej stronie jeziora chyba sobie myślą, że to jakiś dziwak wybudował dom na takim odludziu, zresztą dużo się nie pomylili, czasami tylko widzę jak tam niżej wypasają owce i krowy – trawy było dużo, a ta część jesieni w Anglii nie była jeszcze sroga, więc były to takie ostatnie dni na wypas bydła. – Więc będzie tu bezpieczne przez ten jeden dzień, bo nikt się nie powinien tu kręcić – nie uważała tego za wadę, tego, że Chris nie znał się na zwierzętach czy pracy w ziemi. Ona nie znała się na projektowaniu i szyciu i również się do tego przyznawała, nie dało się znać na wszystkim, więc nie poczuła, by Chrisowi na tym polu czegoś brakowało, albo żeby przyznanie się, że mógłby zrobić coś nie tak, było dla niego jakąś ujmą. A ona nie widziała problemu, by mu pomóc, ba, zrobiłaby to z chęcią.
Kiwnęła głową w odpowiedzi, że taki plan jej pasuje – że najpierw zajęcie się jajkiem, a później odwiedziny jej rodzinnego domu. Miejsca, które ją ukształtowało. Miejsca, które było już tylko wspomnieniem.
– Chcesz tam podejść teraz? –
!BINGO C3