• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[22.09.1972] No mourners, no funerals

[22.09.1972] No mourners, no funerals
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#24
17.03.2026, 20:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.03.2026, 21:17 przez Bard Beedle.)  
Alhazred zasępił się, wysłuchawszy, co Peregrinus miał do powiedzenia na temat luster wykonanych ze szkła wulkanicznego. Okropną przywarą starego było bałaganiarstwo: nigdy nie wiedział, gdzie leżą jego rzeczy, a biorąc pod uwagę, że posiadał ich bardzo wiele, nigdy nie udało mu się właściwie skatalogować swojej kolekcji. Tutaj zajmowała się tym Lorraine, uczciwa dziewczyna, chociaż na jego gusta nieco zbyt porządkowa, bo naprawdę nie rozumiał, w czym jej niby przeszkadza cienka warstewka kurzu na zebranych przez wieki gratach... A w czym przeszkadzały takie sobie jedna albo dwie pajęczyny? Uważał, że czyniły wnętrze zakładu pogrzebowego bardziej nastrojowym, nadając mu właściwy ambient. Każdy porządny nekromanta żył w przyjaźni z pająkami! W czasach jego młodości prawdziwym hitem w dekoracji wnętrz były jednak szkielety zamknięte w klatkach. Trzeba było płacić dodatkowo, jeżeli chciało się takie świeżuchne, z gnijącymi kawałkami tkanki odstającymi dopiero od kości. A jak śmierdziały! Nie jak te kompletnie suchutkie, zmumifikowane ciało na środku stryszku, które Lorraine kazała mu wczoraj sprzątnąć, no bo przecież obiecał, że je w końcu utrwali magicznie, żeby nie zawalało przejścia... Co prawda, obiecywał to już jakiś miesiąc albo dwa temu. No, góra trzy. Lata, nie miesiące, przypomniałaby mu uczynnie Lorraine, gdyby znała jego myśli. Na szczęście, jak zauważył Alhazred, zajęta była w tej chwili uczeniem korpulentnego szczura ze Ścieżek zabawy w ściganie własnego ogona, do którego przykleiła kawałek herbatnika. Zmotywowany jedzeniem szczur zaczął biegać w kółko, choć wcześniej ledwie dychał z wysiłku. W końcu udało mu się złapać kawałek herbatnika, na co Lorraine klasnęła w ręce, wyraźnie zadowolona z siebie. No tak, pomyślał stary, może i kazała mu sprzątać, i wyrzucać rzeczy zepsute, nieprzydatne, albo zbyt przeklęte, żeby tak po prostu trzymać je w domu, czego Alhazred absolutnie nie znosił... Ale wiedział, że robiła to w dobrej wierze, dbając przecież przy tym wszystkim o to, żeby mu interesu nie rozkradli. Bo nie rozdawała jego osobistych pamiątek na prawo i na lewo jak co poniektórzy! Taki jeden młody wampir miał pilnować jego podziemnej mastaby w okolicach Luksoru, i co? I teraz mugole przekopywali Dolinę Królów wzdłuż i wszerz, i sprzedawali do muzeów jego własność! Chyba nigdy nie był tak zawstydzony, jak wtedy, gdy zobaczył swój wysłany w stanie nietrzeźwości list umieszczony w centrum muzealnej ekspozycji w Stanach. Gdyby porządnie skatalogował swoje rzeczy, przynajmniej wiedziałby, co mu powykradali przez lata, niestety, nigdy nie miał na to czasu. Alhazred orientował się więc, że coś mu zginęło, dopiero, gdy zaczynał tego szukać, kierowany nagłą potrzebą... Albo też natykając się na to przypadkiem. Przecież wrócił po tych wszystkich latach na ziemię brytyjską, bo tutaj właśnie pieprzeni kolonizatorzy wywieźli większość jego dobytku! A teraz jeszcze przypomniał sobie, że potłukli mu jedno z obsydianowych luster, i porozrzucali odłamki po świecie. To było niemal tak samo bestialskie jak to, że przerobili w czasach wiktoriańskich prochy mumii Pana Puszka na zupę!

– Aż trzy w British Museum? – wymamrotał jak gdyby sam do siebie. Nie przeszkadzało mu to wnieść toastu w odpowiednim momencie, i wychylić kieliszeczka wódki od Stanleya, w zamyśleniu zaczął jednak gładzić siwą brodę, jak zawsze, gdy był czymś zaintrygowany... Choć wyraz jego twarzy świadczył raczej o tym, że czuje irytację. Zadrżały więc gniewnie wstążeczki, które Frida wplotła w brodę starca wraz z drobnymi warkoczykami. Zabrzęczały koraliki, przymrużyły się cwanie ciemne oczy Alhazreda, które w zalegającym w Necronomiconie półmroku, rozproszonym jedynie nikłym blaskiem świec, same przypominały odłamki obsydianowych zwierciadeł. Przez chwilę zdawały się bowiem ostre i przenikliwe. – Banda krętaczy, rzezimieszków, i hien cmentarnych... – Mogliście usłyszeć gniewne pomrukiwanie starego, który wciąż nie mógł przeżyć, że kustosz British Museum miał większą kolekcję mumii od niego.

Staruszek szturchnął delikatnie Baldwina, robiąc przy tym wymowną minę. Chłopak wyprawiał się czasem incognito do galerii sztuki, znał więc rozkład tamtejszych wystaw. Alhzared dobrze pamiętał, że Lorraine wspominała mu o jakiejś wyprawie, na której oglądali dzieła sztuki sakralnej... Kiedy to było? Nie miał pojęcia. Niedawno. W tym dziesięcioleciu co najmniej. Czy widział obsydianowe lustra? Alhazred zachowywał się w tym momencie jak dziadek, który po kryjomu próbuje wręczyć wnukowi sakiewkę z pieniędzmi, tak, żeby rodzice nie widzieli. Niestety, nie był zbyt subtelny, więc jego gest raczej nie umknął uwagi reszcie zgromadzonych przy stole biesiadników, ale stary jeszcze przez chwilę mrugał porozumiewawczo oczami do chłopaka, bezgłośnie artykułując: "KLĄTWA FARAONÓW", co mogło znaczyć absolutnie wszystko, ale w języku tych dwojga stanowiło unikalny sygnał ostrzegawczy. Ostatnio taki sygnał padł ze strony Alhazreda w trakcie sprzątania Necronomiconu, gdy Frida zgubiła głowę swojej bezgłowej lalki, Marii Antoniny.

Uspokojony przez Baldwina, który musiał w końcu jakoś jednak odmrugnąć, stary westchnął tylko, przestając w końcu gładzić brodę. Udobruchał się widocznie, gdy Stanley wzniósł toast za jego zdrowie, bo Alhazred był staruszkiem na swój sposób przesądnym, więc toasty wznoszone nad świątecznym stołem traktował z odpowiednią powagą.

– Za twoje zdrowie piję również, dumny potomku Borginów, dzierżących głowy swoich wrogów jako wojenne trofea, niech frasunki ominą twą duszę nieugiętą i nieustraszoną, abyś mógł stać się niby hydra, z tysiącem głów! Bogowie niech będą z tobą, chłopcze. – Alhazred mógłby tak jeszcze długo. Toasty zawsze wznosił piękne i poetyckie, opatrując je we wzniosłe metafory, alkohol był jednak mocny, więc przerwał, zanim za bardzo zapiekło go w gardle. Gdy oczy zaszły mu łzami, ukłonił się w stronę pań, bo tak właśnie wypadało. Przypadkiem umoczył wtedy kawałek swojej brody w sosie z żurawiny, którym podlał pasztet na swoim talerzu, ale tego nie zauważył. Zwrócił się do Peregrinusa, kontynuując rozmowę jak gdyby nigdy nic.

– Przykro mi, żeś nie mógł dotknąć świata, który tak silnie woła do ciebie, przez wzgląd na krew, jaka płynie w tych żyłach. Każda próba jest jednak owocną, przybliża cię bowiem do poznania, którego pragniesz. Nie od razu piramidy zbudowano, młody Peregrinusie... – dodał, wyraźnie chcąc podnieść chłopaka na duchu. – ...Ale prawdą jest, że wiele z nich upadło przez niewprawnych nekromantów. Droga naszego zakonu predysponuje, niestety, do pogrążania się w chaosie życia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (1581), Bard Beedle (4115), Dægberht Flint (2005), Lorraine Malfoy (5169), Maeve Chang (1536), Peregrinus Trelawney (1784), Scarlett Mulciber (1898), Stanley Andrew Borgin (1644)




Wiadomości w tym wątku
[22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Lorraine Malfoy - 10.11.2025, 10:00
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Bard Beedle - 10.11.2025, 10:04
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Dægberht Flint - 14.11.2025, 17:49
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Scarlett Mulciber - 15.11.2025, 15:53
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Bard Beedle - 16.11.2025, 15:34
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Bard Beedle - 01.12.2025, 14:32
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Stanley Andrew Borgin - 16.11.2025, 16:55
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Peregrinus Trelawney - 16.11.2025, 21:30
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Maeve Chang - 16.11.2025, 22:31
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Bard Beedle - 17.11.2025, 09:04
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Baldwin Malfoy - 17.11.2025, 21:35
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Lorraine Malfoy - 19.11.2025, 20:58
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Scarlett Mulciber - 28.11.2025, 18:48
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Dægberht Flint - 28.11.2025, 21:01
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Maeve Chang - 30.11.2025, 00:31
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Stanley Andrew Borgin - 30.11.2025, 17:14
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Peregrinus Trelawney - 30.11.2025, 21:00
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Baldwin Malfoy - 02.12.2025, 10:02
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Lorraine Malfoy - 08.12.2025, 08:38
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Bard Beedle - 08.12.2025, 08:41
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Stanley Andrew Borgin - 15.12.2025, 22:20
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Scarlett Mulciber - 10.01.2026, 12:50
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Peregrinus Trelawney - 02.02.2026, 12:59
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Bard Beedle - 17.03.2026, 20:57
RE: [22.09.1972] No mourners, no funerals - przez Lorraine Malfoy - 17.03.2026, 20:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa