Różowy bandaż brzmiał dla niego niemal oklepanie, no bo był mega dziewczyński i wydawał się pierwszą opcją po którą sięgała głowa w poszukiwaniu jakiejś nietypowej odmiany. Może lepszy byłby w kwiatki, albo jakieś inne romby - po prawdzie to Atreus nawet nie był pewien jak daleko posunęła się technika robienia bandaży, bo w Mungu zwykle owijali człowieka zwykłymi białymi.
Brenna jeszcze gotowa by się zdziwić, bo pewnie z braku laku by nawet przeczytał ten romans, gdyby mu coś takiego zafundowała. Momentami wybierał wszystko, tylko nie pisanie tych durnych raportów, a szczególnie teraz, kiedy miał na głowie bieganie po innych departamentach za pieniędzmi, jakoś tak uzupełnianie oklepanych rubryczek wydawało mu się jeszcze cięższe. Ale powiedział Harper, że on wszystko ogarnie, więc musiał chociaż odrobinę ograniczyć ewentualne marudzenie. W końcu cała inicjatywa, to był też jego pomysł, jakby nie patrzeć.
Znalezienie w podstarzałym antykwariacie okazało się chyba strzałem w dziesiątkę, a przynajmniej Bulstrode nie zamierzał sądzić inaczej. Regały i stoliki uginały się od klasycznych rzeczy jak książki, obrazy czy niewielkie figurki. Pełno tu było też czegoś, co nazwałby zbiorowo rupieciami i durnostojkami, które swoje miejsce w cudzych domach znajdowały przede wszystkim po to, żeby zbierać kurz. Były też całe meble, małe i duże, ale niestety nie miał chyba w sobie na tyle samozaparcia, żeby przez Pokątną w drodze powrotnej paradować ze stolikiem czy inną fikuśną lampą albo zestawem poduszek. Pozostawało więc wszystko to co można było łatwo zgarnąć do kieszeni. Było poręczne, może trochę głupie, ale przecież o nic mądrego w tym całym wyzwaniu chodziło. Kiedy już udało mu się zagarnąć trzy obiecane przedmioty, poprosił o opakowanie ich i ruszył w drogę powrotną.
Po drodze postanowił wejść do sklepu ze słodyczami, gdzie kupił kartę z czekoladową żabą. Pamiętał, ze Brenna je zbierała, więc stwierdził że niech ma jako bonus. Może bo chciał być zwyczajnie miły, a może by przykryć ewentualne potknięcia w upominkach. Tak uzbrojony kontynuował drogę do punktu zbiórki. Longbottom wrócenie zabrało 27 minut, jemu 32, chociaż ciężko było to zaliczać do spóźnienia czy naruszenia ram czasowych.
- Wszystko masz i nie oszukiwałaś? - uśmiechnął się do niej lekko, ściskając pod pachą niewielki pakunek owinięty w szary papier i obwiązany sznurkiem.
!Bingo D2