To była... chciałby serio wiedzieć, co to było. Im dłużej przypatrywał się pokrętnej sylwetce, tym bardziej odnosił wrażenie, że cokolwiek to było, kryło się pod hałdami szlamu. Ociekająca masa nie pozwalała jednoznacznie ustalić mu z czym mieli do czynienia i drażniło go to, jakby nagle tyle lat spędzonych na kontakcie ze zwierzętami i uczenia się ich, miało okazać się nic nie warte. Zmutowany gumochłon, japońska Ōgama czy siła wyższa raczy wiedzieć co jeszcze - Leviathan wcale by się pewnie nie zdziwił, gdyby okazał się to jakiś unikalny dla regiony okaz, który nażarł się skórek z obeschniętych pięt odwiedzających i zaczął od nadmiaru magii czy negatywnych emocji zniekształcać się czy dziczeć.
Wzdrygnął się, słysząc darcie chłopaka i obejrzał na chwilę. Na niego, na Basila i wreszcie na barek, który faktycznie mógł chwilowo zrobić im za całkiem bezpieczną przystań. Szczególnie kiedy wydawało się że rozprowadzany przez stworzenie szlam mknie w ich kierunku. Gdyby była tutaj wyraźnie widoczna kanalizacja, pewnie próbowałby spłukać istotę do kanałów, ale bez dobrego źródła światła i z dwoma laikami, niewiele mógł teraz zrobić.
- Basil, spróbuj otworzyć z nami drzwi - powiedział pewnie dziwnie spokojnie, pomimo tego że słowa poleciały szybko. Bardzo nie chciał dać się teleportować, głównie dlatego że po Spalonej Nocy trochę tej sztuce nie ufał. Już widział jak wszyscy trzej roszczepiają się w miejscu docelowym, szczególnie że Skamander wydawał się całkiem roztrzęsiony.
Leviathan wymierzył też różdżką w drzwi które chciał wywarzyć Henryk, starając się wysadzić je za pomocą stworzonej zaklęciem bańki ciśnienia.
Sukces!
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast