19.03.2026, 00:35 ✶
– Tak, kurewsko niesprawiedliwe. – powtórzyła słowa kolegi, jednak w jej głosie zamiast gniewu czuć było wyłącznie żal. Kiedy myśl o opuszczeniu agencji pojawiła się po raz pierwszy, również była zła ale teraz... Pogodziła się z faktem, że prędzej czy później musiało się to wydarzyć. Szczerze mówiąc, i tak naprawdę długo udało jej się utrzymać tę pracę, bez żadnych spięć na linii czarodzieje - mugole. Osoby z jej otoczenie też nie reagowały otwarcie negatywnie na informację o tym, czym się zajmowała (nawet jeśli tego nie aprobowały). Pod tym względem była więc prawdziwą szczęściarą. Ale najwyraźniej nawet szczęście Electry Prewett kiedyś musiało się skończyć.
A może była po prostu zbyt naiwna? Żyła w społeczeństwie podzielonym konfliktem i myślała, że takie prowokowanie ujdzie jej na sucho? Że nie dosięgną jej konsekwencje własnych decyzji? Dopiero kiedy zaczęła się zastanawiać nad tymi kwestiami dotarło do niej, że na tym właśnie polegała dorosłość; na braniu odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za innych.
Osunęła się tak, by leżeć plecami na podłodze. Ewidentnie temat ten dobijał Prewettównę do tego stopnia, że opuściła ją cała energia, którą miała jeszcze chwilę temu.
– Dzięki Han. Ja po prostu... Nie zniosłabym myśli, że moje głupie decyzje mogłyby narazić kogokolwiek na niebezpieczeństwo. Was, Jessiego, moich braci, mamę... – wpatrywała się w sufit Lockharta i łzy zaczęły gromadzić się w kącikach jej oczu. – Wiem, że masz rację i że powinnam to drobić dla dobra wszystkich. Ale jednocześnie tak mi kurwa smutno. – praca oczywiście była niczym w porównaniu z życiem jej bliskich, a jednak sama konieczność dokonania wyboru bolała. W lepszym świcie w ogóle nie byłoby takich dylematów.
– Wiecie, zastanawiałam się nawet, czy by nie spróbować u Rosierów. Wcześniej nie chciałam tam pracować, bo oni wszyscy mają kije w dupach ale no... Czasy się zmieniają. – przetarła nos rękawem. Nie było to zbyt kulturalne zachowanie, ale wiedziała, że chłopaki się tym nie przejmą. – Na brodę Merlina, Henry. Czy życie nie może dać ci kurna spokoju? – parsknęła. Serio, dlaczego ten chłopak musiał spotykać na swojej drodze wszystkie możliwe przeciwności losu. To było aż absurdalne.
Hannibal słusznie poszedł po coś mocniejszego, bo zaczęło być już za dużo tych smutów.
A może była po prostu zbyt naiwna? Żyła w społeczeństwie podzielonym konfliktem i myślała, że takie prowokowanie ujdzie jej na sucho? Że nie dosięgną jej konsekwencje własnych decyzji? Dopiero kiedy zaczęła się zastanawiać nad tymi kwestiami dotarło do niej, że na tym właśnie polegała dorosłość; na braniu odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za innych.
Osunęła się tak, by leżeć plecami na podłodze. Ewidentnie temat ten dobijał Prewettównę do tego stopnia, że opuściła ją cała energia, którą miała jeszcze chwilę temu.
– Dzięki Han. Ja po prostu... Nie zniosłabym myśli, że moje głupie decyzje mogłyby narazić kogokolwiek na niebezpieczeństwo. Was, Jessiego, moich braci, mamę... – wpatrywała się w sufit Lockharta i łzy zaczęły gromadzić się w kącikach jej oczu. – Wiem, że masz rację i że powinnam to drobić dla dobra wszystkich. Ale jednocześnie tak mi kurwa smutno. – praca oczywiście była niczym w porównaniu z życiem jej bliskich, a jednak sama konieczność dokonania wyboru bolała. W lepszym świcie w ogóle nie byłoby takich dylematów.
– Wiecie, zastanawiałam się nawet, czy by nie spróbować u Rosierów. Wcześniej nie chciałam tam pracować, bo oni wszyscy mają kije w dupach ale no... Czasy się zmieniają. – przetarła nos rękawem. Nie było to zbyt kulturalne zachowanie, ale wiedziała, że chłopaki się tym nie przejmą. – Na brodę Merlina, Henry. Czy życie nie może dać ci kurna spokoju? – parsknęła. Serio, dlaczego ten chłopak musiał spotykać na swojej drodze wszystkie możliwe przeciwności losu. To było aż absurdalne.
Hannibal słusznie poszedł po coś mocniejszego, bo zaczęło być już za dużo tych smutów.
The older you get the more rules they're gonna try to get you to follow.
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N
You just gotta keep livin' man,
L-I-V-I-N