Atreus siedział wygodnie w swoim fotelu i obracał w dłoniach filiżankę z gorącą kawą. Wpatrywał się przy tym w Anthony'ego z pewnym zastanowieniem, ważąc w głowie wypowiadane przez niego słowa i łapiąc się na jakiejś mało entuzjastycznej myśli, że Shafiq najwyraźniej nie bał się zanadto co to imię mogło znaczyć po Spalonej Nocy. Albo raczej co mogło za sobą nieść. Jeśli ktokolwiek tamtego wieczoru słuchał radia, na pewno nie ominął go rozpaczliwy wręcz komunikat nadany przez rozgłośnię radiową Nottów. Nie wymawiajcie jego imienia, czy jakoś tak i od tamtego dnia Atreus zaczął się trochę zastanawiać, czy nie leżała na nim jakaś klątwa. W końcu Czarny Pan związał Mavelle język w charakterystyczny sposób, uniemożliwiając jej jasne i wyraźnie wypowiedzenie jego miana w niewłaściwy sposób. Jaki więc był to problem wpleść w to jak się obwoływał odrobinę magii? Nie znaczyło to, że sam Bulstrode wzbraniał się od nazywania Voldemorta, cóż, Voldemortem, ale on przecież niczego się nie bał.
- Nie jeden jasnowidz - mruknął, upijając łyk ze swojego kubka. Gdzieś po drodze chyba zapomniał, że nie każdy musiał o tym wiedzieć. Nie każdy miał siostrę, która była jasnowidzem, a także wuja który był szefem Departamentu Tajemnic. Nie każdy też mówił innym wszystko. Przez moment obracał te myśli w głowie, z jakimś żalem, który ściągnął mu na moment brwi bo przecież uwikłana była w to wszystko Florence. To ona pokazała mu swoją wizję. Dosłownie, bo pochylał się nad jej kwestiami w Myślodsiewni należącej do Gregorego. - Wątpię nawet w tego Dolohova. Jeśli nikt nie doszedł do ich znaczenia w Komnacie Przepowiedni to, cóż... można było się spodziewać wszystkiego. Jeśli ktoś myślał o katastrofie to raczej spodziewał się jej na Samhain, nie teraz. I pewnie dalej się spodziewa - zerknął na siedzącą obok Victorię. Samhain miało być ciężkie i wymagające. Już teraz rozpościerało dookoła siebie pewien nieznośny ładunek emocjonalny, wisząc widmem nad ich przyszłością. Co powinni zrobić? Jak powinni zrobić? Akurat to kogo powinni prosić o pomoc nie wydawało się dla niego aż takim problemem, chociaż Mavelle i Patrick tkwili gdzieś za granicami kraju, zupełnie odcięci od tego z czym zmagali się on z Victorią.
Nie mówił nic na temat nieudolności Ministerstwa, bo wychodził z założenia, że jeśli coś się od kogoś chciało, nie należało źle o nim mówić w jego własnym domu, nie ważne czy siedziało się z nim w gabinecie, u niego w salonie, czy w piwnicy z innymi znajomymi. A Ministerstwo Magii w tym momencie było domem Eugenii Jenkins. Atreus natomiast miał wobec niej bardzo duże oczekiwania i plany, co nie zmieniało jednak tego że poruszane przez Shafiqa i Lestrange tematy były bardzo trafne. Może dlatego kiedy myślał o Ministrze, wydawało mu się że wie od której strony do niej i podejść aby podjąć temat w korzystny dla niego sposób.
- Departament Tajemnic jest oporny, ale nie uważam że tym razem wina tkwi aż tak bardzo po ich stronie - skrzywił się jakoś odruchowo, kiedy to mówił. - Chodzi mi o to, że żadne z nas nie było skore do podłożenia się do badań. Nikt nie wie co się dzieje. Zostało jasno powiedziane, że byliśmy pierwszymi którzy w ogóle do limbo weszli i z niego wyszli. Polana Ognisk to w sumie inna sprawa. Po co chcesz tam iść tak w ogóle? - zapytał jeszcze, bo czasu od Beltane minęło już bardzo dużo. Chciała sobie przypomnieć bo zapomniała jak wyglądają krajobrazy czy może ciągnęło ją tam coś zupełnie innego?
Na zaproszenie Anthony'ego uśmiechnął się lekko ze swojego miejsca, uważnie mu się przyglądając. Nie poruszył się, bo i nie miał coś przesadnie nad tym skupiać, kiedy cel miał tuż przed sobą, otwarty i dobrze widoczny. Spróbował - powoli, starając się być dokładnym, ale jakaś jego część podejrzewała że dzisiejsze ćwiczenia z Victorią mogły równie dobrze zrobić swoje.
// percepcja ◉◉◉◉○ na aurowidzenie antka
Sukces!