Pytanie Helloise było bardzo zasadne, ale nie zmieniało to faktu, że Leviathan zwyczajnie nie miał na nie odpowiedzi. Patrzył więc przez moment, biorąc jedno z jajek do dłoni i obracając je dookoła własnej osi, jakby inspiracja miała na niego spłynąć. Spojrzał nawet w górę w pewnym momencie, szukając może wskazówek wśród rozłożystych gałęzi stojącego nad nimi drzewa, ale nie dało się dostrzec tam żadnego gniazda.
- Nie wiem - odpowiedział zgodnie z prawdą. - Na wyspach ciężko znaleźć podobne okazy, to raczej coś ze wschodniej Europy - zastanowił się wyraźnie. - Co natomiast jednak wiem, to żeby je wykluć trzeba je włożyć do ogniska. Widzisz jakie jest ciemne? Wygląda jak oblepione sadzą. Czarny węgielek. Musi tam poleżeć z dzień - więc może i nie pasowało do fauny, ale wpisywało się w pewien sposób do tego czym Snowdonia się zajmowała. Ognisty ptak wśród ognistych jaszczurek, a aktualnie nawet i salamander.
- Nie ma się co teraz nad tym zastanawiać. Nie możemy ich zostawić, bo albo coś je zje, albo wyklują się i będą mieszać w ekosystemie. Schowaj sobie - swoje własne też jej oddał, bo przecież miała pojemniejsze kieszenie. Potem od niej zabierze i włoży do paleniska, kiedy już uporają się ze schwytanymi stworzeniami. Wyprostował się też i pokiwał na nią głową, ze powinni się pośpieszyć bo salamandry miały jednak określony czas jaki mogły spędzić w wiaderku. Złapał za uchwyt i ruszył w stronę powrotną, mając nadzieję ze Hela zbierze resztę rzeczy i niczego za sobą nie zostawią.
Droga powrotna była dokładnie taka sama - bez niespodzianek. Przeszli leśnymi ścieżkami, pnąc się na nowo w kierunku posiadłości, aż wreszcie znaleźli się na jej skraju, tam gdzie Leviathan miał plan osadzić na nowo gniazdo. Chciał by Salamandry miały względny spokój, a jednocześnie żeby było do nich w miarę blisko. Zaczął wykopywać dołek, który był nieco większy niż wykopany magiczny ogień. Kiedy już miał miejsce, założył od razu rękawice i postarał się jak najdelikatniej przenieść gniazdo na swoje nowe miejsce. Wysunął je z wiaderka, asekurując zabezpieczoną dłonią, a potem wyrównał ziemię by zapewnić stabilność. Salamandry które się ostały, delikatnie wysypał do ognia. Nawet jeśli teraz się miały rozbiec, to i tak wiedziały gdzie mogą wrócić.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast