19.03.2026, 12:35 ✶
Ani przymilanie, ani grożenie, nie zadziałałyby specjalnie w przypadku Brenny. Wskazanie, że Helloise może grozić niebezpieczeństwo było już znacznie skuteczniejsze. Gorzej, że po pierwsze Brenna sama pewnych rzeczy nie rozumiała, bo nie znała się choćby na runach, a po drugie pewnych informacji – jak danych Giovanniego i jego pensjonatu – nie przekazałaby nikomu. Nie miała w końcu pewności, czy te ołtarzyki na pewno były nieszkodliwe: czy wiedźma z Kniei nie próbowała po prostu odwrócić kota z ogonem.
– Jak mam opisać ci runę ochronną, skoro nie potrafię malować run, Helloise? Jeżeli faktycznie będzie działała, osobiście ci tu taką przyniosę. Na razie…
Zawahała się, jakby szukając właściwych słów. Jakieś tam d r o b n e przypuszczenia pojawiały się w prasie, ale ona miała pewność. Rozmawiała z ludźmi, w tym z Dorą i Cynthią, a potem przepłoszyła te stwory patronusem.
Nie była jednak dostatecznie szalona, aby ot tak przyznać się wprost do łamania prawa.
Nie oznaczało to, że planowała trzymać język za zębami, gdy ktoś mógł podejść i spróbować ot tak Helloise zabić.
– Te istoty są zimne. Nienawidzą tego, co dobre. Nienawidzą życia i dobrych wspomnień i pragną ci je odebrać, wyssać raz z życiem. Przypomina ci to coś? – spytała, zwracając spojrzenie w stronę lasu, wypełnionego strachem i nienawiścią. – Takie istoty da się odgonić.
W ten sam sposób, co patronusy.
Naprawdę w to wierzysz?
Nie wierzyła: nie do tej pory. Ale nie przed Stonehange, nie przed Spaloną Nocą, nie przed opowieścią Mavelle, nie przed wspomnieniami, zaszczepionymi w umysłach jej przyjaciół. Ale teraz…
…teraz nie była pewna, w co wierzyć.
– Wierzę, że próbował. Wierzę, że próbując coś popsuł. Wierzę, że jeśli nawet nie sięgnął samej bogini, bo nie leży to w jego możliwościach, zepsuł rzeczy w jej krainie i w świecie, który stworzyła, bo wyrokami bogów śmiertelnicy nie powinni wchodzić do krainy umarłych, by wynieść stamtąd moc – powiedziała w końcu. Nie miały tu znaleźć nieporozumienia: i z powodów wiary, i czegoś głębszego, tego co ciągnęło Helloise ku śmierciożercom (nie żeby Brenna o tym akurat wiedziała), a Brennę dokładnie w przeciwną stronę. Skłoniła jednak głowę posłusznie w modlitwie, zaintonowaną przez wiedźmę z Kniei, bo nie odmówiłaby wspólnych modłów za swego krewnego, a panna, matka, starucha, w pewnym sensie stanowiły uosobienie kobiecego losu, nawet jeśli odrzeć by je z boskości.
– Jak mam opisać ci runę ochronną, skoro nie potrafię malować run, Helloise? Jeżeli faktycznie będzie działała, osobiście ci tu taką przyniosę. Na razie…
Zawahała się, jakby szukając właściwych słów. Jakieś tam d r o b n e przypuszczenia pojawiały się w prasie, ale ona miała pewność. Rozmawiała z ludźmi, w tym z Dorą i Cynthią, a potem przepłoszyła te stwory patronusem.
Nie była jednak dostatecznie szalona, aby ot tak przyznać się wprost do łamania prawa.
Nie oznaczało to, że planowała trzymać język za zębami, gdy ktoś mógł podejść i spróbować ot tak Helloise zabić.
– Te istoty są zimne. Nienawidzą tego, co dobre. Nienawidzą życia i dobrych wspomnień i pragną ci je odebrać, wyssać raz z życiem. Przypomina ci to coś? – spytała, zwracając spojrzenie w stronę lasu, wypełnionego strachem i nienawiścią. – Takie istoty da się odgonić.
W ten sam sposób, co patronusy.
Naprawdę w to wierzysz?
Nie wierzyła: nie do tej pory. Ale nie przed Stonehange, nie przed Spaloną Nocą, nie przed opowieścią Mavelle, nie przed wspomnieniami, zaszczepionymi w umysłach jej przyjaciół. Ale teraz…
…teraz nie była pewna, w co wierzyć.
– Wierzę, że próbował. Wierzę, że próbując coś popsuł. Wierzę, że jeśli nawet nie sięgnął samej bogini, bo nie leży to w jego możliwościach, zepsuł rzeczy w jej krainie i w świecie, który stworzyła, bo wyrokami bogów śmiertelnicy nie powinni wchodzić do krainy umarłych, by wynieść stamtąd moc – powiedziała w końcu. Nie miały tu znaleźć nieporozumienia: i z powodów wiary, i czegoś głębszego, tego co ciągnęło Helloise ku śmierciożercom (nie żeby Brenna o tym akurat wiedziała), a Brennę dokładnie w przeciwną stronę. Skłoniła jednak głowę posłusznie w modlitwie, zaintonowaną przez wiedźmę z Kniei, bo nie odmówiłaby wspólnych modłów za swego krewnego, a panna, matka, starucha, w pewnym sensie stanowiły uosobienie kobiecego losu, nawet jeśli odrzeć by je z boskości.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.