Guinevere – a raczej miedzianorudy kot – przekrzywiła lekko głowę, patrząc na Helloise z jakimś takim… zrozumieniem do wypowiadanych słów. Koty ogólnie były niezwykłe w okazywaniu emocji, zwłaszcza ich właściciele bywali nieźle wytrenowani z rozumienia kociego: a to po kształcie oczu, wielkości źrenic, kierunku ustawienia wibrysów, nastroszenia futra, ruchu ogona, ułożenia łapek, intensywności spojrzenia, by skończyć na mnóstwie rodzajów odgłosów, jakie z siebie wydawały. Ginny-kot co prawda ograniczyła się do klasycznego „miau”, bardzo zresztą eleganckiego i krótkiego, ale spojrzenie, jakie rzucała Heli było niemalże inteligentne. Być może dlatego, że doskonale rozumiała, co się do niej mówi, w końcu nie była przemieniona zaklęciem przez kogoś, a animagiem, który zachowywał pełną świadomość w zwierzęcej formie. Fuknęła zresztą cicho w odpowiedzi na „…a ty?” – bo miała kilka różnych pomysłów co zrobić z biednym chochlikiem, jak już go dorwie i pewnie niebieski stworek bardzo by się zdziwił, gdyby nagle zmieniła się w człowieka, niestety zwiał. A potem miauknęła dwa razy (co, gdyby tylko Helloise przebywała z nią częściej i nauczyła się jej kociego, można by uznać za krótki śmiech) i przymrużyła oczy, nie uciekając przed dłonią, która zbliżyła się na tyle, by pogłaskać ją za uchem.
Ogólnie te wszystkie głaski można było uznać za pewien rodzaj masażu, a że Helloise darzyła pewną sympatią, to i nie uciekła przed tą krótką sesją drapania po grzbiecie i za uszami. Przymrużyła nawet złote, kocie oczy i zaczęła cicho mruczeć. Nie trwało to nazbyt długo, bo ostatecznie uznała, że nie ma sensu przeciągać struny a i tak spodziewała się już, że za moment nastanie ten dziwny moment niezręczności, o który dokładnie jej chodziło, bo czasami zwyczajnie nie umiała się powstrzymać i po prostu czuła wewnętrznie, że musi odrobinkę namącić (zupełnie jak kot, który zrzuca ze stołu solniczkę i zaraz zwala wszystko na psa, którego ogon entuzjastycznie obija się o meble). Odsunęła się więc na kilka kocich kroków i przeciągnęła bardzo po kociemu, po czym przysiadła i zaczęła się przemieniać z powrotem w człowieka.
I jak gdyby nigdy nic, spod półprzymkniętych powiek spoglądała na Helę, poruszała jeszcze karkiem, aż coś jej przyjemnie strzeliło i westchnęła jakże niewinnie.
– Dzięki, tego mi było trzeba. Cześć, Helka – rzuciła przy tym a jej uśmieszek mówił wszystko.