- Co ty gadasz. Z widmowidza zmieniłaś się na czarnowidza? - zapytał, idąc obok niej i rozglądając się po burych, poczerniałych wciąż od sadzy ścianach budynków. Ostatni raz był tutaj chyba podczas Spalonej Nocy, a przynajmniej te wydarzenia na tyle wyryły mu się w pamięci, by nie myślał o niczym innym. Wtedy znalazł chociażby z Hestią jakąś zgraję czystokrwistych dupków, którzy wydawali się cieszyć z całego zamieszania. Między budynkami rozpalili ognisko, wciąż sobie pili, a na domiar złego zaczęli się z nimi bić i go okradli. Współczuł wtedy trochę młodej Bletchley, ale niezależnie od tego co wtedy do niej mówili i tak obiłby im buźki, gdyby znowu gdzieś ich wyhaczył.
Teraz swoją własną twarz, chował w cieniu głębokiego kaptura. Co prawda nie był okutany jak Brenna i nie zasłaniał się szalikiem, ale i to wystarczyło żeby ciężko było się dopatrzyć w tym świetle kim był, nawet jeśli dłoń z papierosem co chwilę wędrowała do ust, by zaciągnął się dymem.
Na całe szczęście on nie musiał się przejmować tym, co pomyśli sobie szanowny pan Woody Tarpaulin. Oczywiście, Rejwach był jednym z jego ulubionych miejsc, gdzie można było zasięgnąć języka, ale niestety nie można było się przez całe życie ograniczać. Szczególnie kiedy ich kontakt okazał się tym z rodzaju niezwykle wybrednych, który chciał spotkać się twarzą w twarz i w dodatku właśnie w Białym Wiwernie.
Drzwi do środka skrzypnęły więc, kiedy wślizgnęli się do środka, przeczesując spojrzeniem rzędy stolików i krzesełek, w poszukiwaniu właściwego miejsca. Brenna chyba mogła być rację, że jeszcze go nie było, dlatego należało dopełnić formalności.
- Zamówię coś, a ty znajdź miejsce - powiedział tylko, przesuwając się w kierunku baru.
!nokturn