20.03.2026, 15:26 ✶
Ceolsige odniosła wrażenie jakby jej gest pozostał niezauważony. Przyjrzała się baczniej postawie Anthony'ego. Jego stoicka postawa – tak nienaganna, że niemal ocierająca się o sztuczność – prezentowała sobą wyraz szczerej pobożności lub skrajnego opanowania. Ceolsige dostrzegła jednak moment, w którym jego wzrok przestał ogniskować się na czymkolwiek konkretnym. Czy była to autentyczna zaduma, czy tylko mistrzowska poza, której kunszt doskonale przytawałby do czarodzieja o jego pochodzeniu i pozycji? Nie była pewna. Dopiero głębszy, oddech Shafiqa sprawił, że sama odruchowo podążyła za jego spojrzeniem ku posągowi Bogini.
Na jej twarzy wykwitł niewielki, dobrotliwy uśmiech, gdy ponownie zerknęła na Anthony’ego i zobaczyła jego przymknięte powieki. Z gracją, która nie zmąciła spokoju tej chwili, przesunęła się o krok dalej od ołtarza. Płynnie, niemal niezauważalnie, oddała mu przestrzeń. Przystawało to do sytuacji by nie być intruzem w jego prywatnym dialogu z Matką. W jej świecie rzadko spotykało się tak czyste przejawy duchowości – o ile rzeczywiście były czyste.
Zamiast jednak dalej analizować duszę Shafiqa, oddała sie zwyczajowym, ukradkowym obserwacjom otoczenia. Szybko zorientowała się, że liczne rozproszone spojrzenia skierowane są ku nim. Spora grupa czarodziejów przyglądała się im z uwagą. Zataczając spojrzeniem szerszy krąg, po chwili zrozumiała swój błąd. Ich wzrok nie spoczywał na niej, ani nawet na powszechnie znanym ministrze. Spojrzenia omijały ich w nieznacznych odchyleniach głów patrzących i padały na wieniec.
Dzieło Helloise, które Ceolsige odłożyła na ołtarz, zdawało się żyć własnym życiem. Nieco okrzepła z jego widokiem nie zwróciła wcześniej uwagi jak wyraźnie odznacza się na tle innych darów. Choć położyła go w miejscu zdawałoby się losowym, kunszt wykonania sprawiał, że każde inne wotum w porównaniu z nim bladło. Leśna polana z zaplecionych traw i piór biła taką dzikością i autentycznością, że cała przestrzeń dokoła zdawała się być jedynie tłem dla tej małej, tętniącej magią kniei. Przez moment Ceolsige sama poczuła ukłucie zachwytu nad talentem wiedźmy, która potrafiła zakląć zapach lasu w kilka splecionych gałązek. Tym bardziej, że byłą pewna braku jakiegokolwiek zaklęcia użytego w jego wytworzeniu.
Z tego estetycznego upojenia wyrwał ją głos Anthony’ego. Gdy wypowiedział tradycyjne podziękowanie, odwróciła się do niego, a jej uśmiech stał się cieplejszy. Jej twarz przybrała bardziej typowy dla niej wyraz uprzejmego zainteresowania.
- Myślę, że mogłabym pozwolić się odprowadzić. - Rzekła cicho, uprzejmym melodyjnym głosem. Spojrzała delikatnie w stronę słońca oceniając ile jeszcze ma czasu do użycia świstoklika. - Zdaje się, że mogę jeszcze chwilę poświęcić na tą niecodzienną przyjemność Panie Shafiq.
Odwróciła się na jedna chwilę w stronę posągu by kurtuazyjnym skinieniem pożegnać boginię zanim ruszy w drogę. Na jedno uderzenie serca jednak zamarła a jej twarz na ułamek sekundy stężała. Był to tylko przebłysk i z pewnością to tylko wyobraźnia. Szybko odzyskała odpowiedni nastrój a jednak miała wrażenie jakby coś się zmieniło.
- Elegancki wieniec. - szybko odsunęła od siebie wrażenie powracając płynnie do bardziej przyziemnych tematów. - Uczciwie muszę przyznać, że nie spodziewałam się po panu zainteresowania tym rodzajem rękodzieła. - w nieco prowokacyjny sposób powróciła do niezobowiązującej rozmowy. Płynni acz z przystającą miejscy i sytuacji powolnością ruszyła by opuścić teren składania ofiar.
Na jej twarzy wykwitł niewielki, dobrotliwy uśmiech, gdy ponownie zerknęła na Anthony’ego i zobaczyła jego przymknięte powieki. Z gracją, która nie zmąciła spokoju tej chwili, przesunęła się o krok dalej od ołtarza. Płynnie, niemal niezauważalnie, oddała mu przestrzeń. Przystawało to do sytuacji by nie być intruzem w jego prywatnym dialogu z Matką. W jej świecie rzadko spotykało się tak czyste przejawy duchowości – o ile rzeczywiście były czyste.
Zamiast jednak dalej analizować duszę Shafiqa, oddała sie zwyczajowym, ukradkowym obserwacjom otoczenia. Szybko zorientowała się, że liczne rozproszone spojrzenia skierowane są ku nim. Spora grupa czarodziejów przyglądała się im z uwagą. Zataczając spojrzeniem szerszy krąg, po chwili zrozumiała swój błąd. Ich wzrok nie spoczywał na niej, ani nawet na powszechnie znanym ministrze. Spojrzenia omijały ich w nieznacznych odchyleniach głów patrzących i padały na wieniec.
Dzieło Helloise, które Ceolsige odłożyła na ołtarz, zdawało się żyć własnym życiem. Nieco okrzepła z jego widokiem nie zwróciła wcześniej uwagi jak wyraźnie odznacza się na tle innych darów. Choć położyła go w miejscu zdawałoby się losowym, kunszt wykonania sprawiał, że każde inne wotum w porównaniu z nim bladło. Leśna polana z zaplecionych traw i piór biła taką dzikością i autentycznością, że cała przestrzeń dokoła zdawała się być jedynie tłem dla tej małej, tętniącej magią kniei. Przez moment Ceolsige sama poczuła ukłucie zachwytu nad talentem wiedźmy, która potrafiła zakląć zapach lasu w kilka splecionych gałązek. Tym bardziej, że byłą pewna braku jakiegokolwiek zaklęcia użytego w jego wytworzeniu.
Z tego estetycznego upojenia wyrwał ją głos Anthony’ego. Gdy wypowiedział tradycyjne podziękowanie, odwróciła się do niego, a jej uśmiech stał się cieplejszy. Jej twarz przybrała bardziej typowy dla niej wyraz uprzejmego zainteresowania.
- Myślę, że mogłabym pozwolić się odprowadzić. - Rzekła cicho, uprzejmym melodyjnym głosem. Spojrzała delikatnie w stronę słońca oceniając ile jeszcze ma czasu do użycia świstoklika. - Zdaje się, że mogę jeszcze chwilę poświęcić na tą niecodzienną przyjemność Panie Shafiq.
Odwróciła się na jedna chwilę w stronę posągu by kurtuazyjnym skinieniem pożegnać boginię zanim ruszy w drogę. Na jedno uderzenie serca jednak zamarła a jej twarz na ułamek sekundy stężała. Był to tylko przebłysk i z pewnością to tylko wyobraźnia. Szybko odzyskała odpowiedni nastrój a jednak miała wrażenie jakby coś się zmieniło.
- Elegancki wieniec. - szybko odsunęła od siebie wrażenie powracając płynnie do bardziej przyziemnych tematów. - Uczciwie muszę przyznać, że nie spodziewałam się po panu zainteresowania tym rodzajem rękodzieła. - w nieco prowokacyjny sposób powróciła do niezobowiązującej rozmowy. Płynni acz z przystającą miejscy i sytuacji powolnością ruszyła by opuścić teren składania ofiar.