Łącząca ich bezsenność chyba tylko dokładała swoją cegiełkę do tego, że jeszcze żaden z nich nie poprosił o rozdzielenie wspólnej przestrzeni. Z resztą, każdy miał i tak swój pokój z łóżkiem, do którego drzwi mogły zostać zamknięte, a sama wycieczka nie była na tyle długa, by faktycznie mogło mieć to jakiekolwiek znaczenie.
- Karta iluzji? - zapytał, przez moment przyglądając się obrazkowi, który znajdował się na powierzchni karty. Nie ważne jednak jakie pomniejsze znaki się na nim znajdowały, te sekrety zostawały dla Leviathana raczej niedostępne, jeśli Peregrinus nie postanowiłby się w nie wgryźć i wszystkie wyłożył. - Stwierdzenie, że są one zaledwie fasadą dla czegoś więcej, brzmi chyba za prosto - mruknął, ciągnąc do możliwości tego, co sam księżyc i iluzje mogły dla nich zwiastować.
Puste filiżanki, talerzyki i stolik, opuszczając restaurację by ruszyć na zewnątrz - ku wciąż chłodnemu, ale nieuchronnie ocieplającego się powietrza. Rowle miał na sobie luźne, przewiewne ubranie; lnianą koszulę i spodnie w ciemnym kolorze. Pewnie byłoby mu lepiej, gdyby tę pierwszą rozpiął nieco bardziej, ale tylko ostatnie dwa guziki pozostawały luźne. Nigdy nie rozpinał więcej, nie chcąc by odwijający się materiał pokazał łuskę.
Przysługiwał się Trelawneyowi z uwagą, wsunąwszy dłonie do kieszeni spodni i idąc z nim krok w krok. Coś tam mu się obiło o uszy, chociaż niekoniecznie interesowało wgryzanie się w historyczny zarys miejscowości. Przynajmniej nie ten budowany z punktu widzenia istoty ludzkiej. Niewątpliwym plusem jednak okazywało się, że mugole od tego miejsca trzymali się na odległość.
- Nie sądzę, aczkolwiek to pewnie zależy od tego, co zadecyduje Basil - jemu nie zależało i dało się to wyczuć w jego głosie. Na pewno nie zapłacił za tę wycieczkę by wylegiwać się w solankowej grocie, szczególnie że pierwotny pomysł wskazywał zupełnie inne szlaki. - Zaczepiła mnie jakaś czarownica, też zaintrygowana faktem, że grota solankowa została zamknięta. Próbowała mnie przekonać, że cokolwiek się tam nie stało, jest zasługą jakiegoś zwierzęcia. Nabrała trochę szlamu, który podobno znalazła w basenie i kazała mi go wąchać - za co był jej oczywiście wdzięczny, ale niestety na ten moment nie miał co zrobić ze zdobytymi informacjami. Nie miał do tego sprzętu i ludzi, a sam słoik cuchnącej cieczy niezbyt był pomocny sam w sobie.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast