Och, mordercze zapędy Lucy doskonale odpowiadały potrzebom Gabriela.
Ten bowiem bardzo by sobie życzył, żeby panna Rosewood zrobiła mu coś.
Żeby zrobiła mu dużo cosiów czymkolwiek te cosie by były. Od momentu przebudzenia w Poisy na wyczarowanym łożu w pokoju zatapetowanym gazetami szarpały nim tak sprzeczne uczucia, tak intensywne w swojej naturze, że ZDECYDOWANIE życzyłby sobie, aby podobne wrażenia sensoryczne z wnętrza swojego martwego ciała przeżywała jego gospodyni.
Tymczasem zaplanowane przez nią odroczenie tortury nie do końca się udało, bo oto przez naburmuszone wargi wypadła drażliwa sugestia o genezie zerwanej tapety, która ni jak nie mogła być prawdziwa, a jednak czerwona mgła już przesłoniła jasnobłękitne ślepia, które resztkami woli odłożyły płytkę z kolorem mebli na stół bezgłośnie zamiast dajmy na to cisnąć ją przez okno w przeciwnym spektrum głośności.
Fakt, że spodobał jej się obraz niczego nie zmieniał.
– Tak sądzisz? Podoba Ci się? – głos mu drżał kotłującą się w piersi zazdrością. Podniósł na nią ślepia i dostrzegł, że pozostały szczątki przeszłego wystroju przy framudze o który się opierała. W kilku giętkich krokach dopadł do niej ręką sięgając najwyżej jak się dalo, zatapiając palce w dobitnie znienawidzonej dekoracji. – Tym lepiej, że ściana się zmieni, jakby to było gdyby coś tak pięknego leżało na pamiątce po kimś, kto epitetem "były" przekreślił sobie jakiekolwiek prawo do tego, żeby istnieć w Twoim życiu. – Energicznie zdarł ostatni płat ze ściany i odsunął się jak poparzony, nim przypadkiem wzrok by mu się nie ześlizgnął niżej na płatki warg, atrakcyjne w każdym możliwym ułożeniu i grymasie, nim zdążyłby pomyśleć, zadać sobie to jedno... jedyne pytanie...
Czy są tak słodkie jak w moim śnie?
– Idę to spalić. – wyrzucił z siebie gniewnie, zagarniając porozrzucane skrawki, "wspomnienie" innego mężczyzny wymyślone przez nią na prędce, ślepy i głuchy na to jak absurdalna to była sugestia ze strony wampirzycy. Niech się cieszy że pali tapetę, a nie byłego kochanka pozbawionego oczu. W jakiś sposób trzeba była sublimować swe mordercze zapędy. W jakiś sposób trzeba było uciec z tej jadalni, która stała się tak ciasna i duszna, jakby oni sami byli laleczkami w jej domku dla lalek. Czuł gniew i musiał go wykorzystać. W słusznym celu. W końcu po sobie sprzątał
Ten bowiem bardzo by sobie życzył, żeby panna Rosewood zrobiła mu coś.
Żeby zrobiła mu dużo cosiów czymkolwiek te cosie by były. Od momentu przebudzenia w Poisy na wyczarowanym łożu w pokoju zatapetowanym gazetami szarpały nim tak sprzeczne uczucia, tak intensywne w swojej naturze, że ZDECYDOWANIE życzyłby sobie, aby podobne wrażenia sensoryczne z wnętrza swojego martwego ciała przeżywała jego gospodyni.
Tymczasem zaplanowane przez nią odroczenie tortury nie do końca się udało, bo oto przez naburmuszone wargi wypadła drażliwa sugestia o genezie zerwanej tapety, która ni jak nie mogła być prawdziwa, a jednak czerwona mgła już przesłoniła jasnobłękitne ślepia, które resztkami woli odłożyły płytkę z kolorem mebli na stół bezgłośnie zamiast dajmy na to cisnąć ją przez okno w przeciwnym spektrum głośności.
Fakt, że spodobał jej się obraz niczego nie zmieniał.
– Tak sądzisz? Podoba Ci się? – głos mu drżał kotłującą się w piersi zazdrością. Podniósł na nią ślepia i dostrzegł, że pozostały szczątki przeszłego wystroju przy framudze o który się opierała. W kilku giętkich krokach dopadł do niej ręką sięgając najwyżej jak się dalo, zatapiając palce w dobitnie znienawidzonej dekoracji. – Tym lepiej, że ściana się zmieni, jakby to było gdyby coś tak pięknego leżało na pamiątce po kimś, kto epitetem "były" przekreślił sobie jakiekolwiek prawo do tego, żeby istnieć w Twoim życiu. – Energicznie zdarł ostatni płat ze ściany i odsunął się jak poparzony, nim przypadkiem wzrok by mu się nie ześlizgnął niżej na płatki warg, atrakcyjne w każdym możliwym ułożeniu i grymasie, nim zdążyłby pomyśleć, zadać sobie to jedno... jedyne pytanie...
Czy są tak słodkie jak w moim śnie?
– Idę to spalić. – wyrzucił z siebie gniewnie, zagarniając porozrzucane skrawki, "wspomnienie" innego mężczyzny wymyślone przez nią na prędce, ślepy i głuchy na to jak absurdalna to była sugestia ze strony wampirzycy. Niech się cieszy że pali tapetę, a nie byłego kochanka pozbawionego oczu. W jakiś sposób trzeba była sublimować swe mordercze zapędy. W jakiś sposób trzeba było uciec z tej jadalni, która stała się tak ciasna i duszna, jakby oni sami byli laleczkami w jej domku dla lalek. Czuł gniew i musiał go wykorzystać. W słusznym celu. W końcu po sobie sprzątał