Do tej pory, gdy się tutaj zjawiała, to musiała być tą silną wersją siebie, na której mogą się oprzeć inni. Najstarszą córką i aurorką, która przecież nie powinna poddawać się emocjom, nawet jeśli straciła rodzinny dom. Musiała myśleć jak rozwiązać tą sytuację; zabrać siostry do siebie, zapewnić im bezpieczeństwo i podstawy do życia. Obejrzeć teren, sprawdzić go pod kątem ewentualnych rzucanych tutaj zaklęć. Milczeć, gdy matka pokazywała swoje emocje, które w tej sytuacji były naturalne dla każdego, kto stracił dobytek życia. Musiała myśleć w takich chwilach o innych, bo ktoś to wszystko musiał wziąć na siebie. W tej jednej krótkiej chwili, gdy tak tu stali i milczeli, Victoria pozwoliła sobie na tę odrobinę słabości, po której wiedziała, że musi się wziąć w garść, bo ma tutaj sprawę do zrobienia. I co prawda terenu póki co nie sprzedali (kto by go w ogóle chciał kupić…), Victoria nie wiedziała, czy rodzice się na to w ogóle zdecydują, ale postawienie tutaj domu na nowo zajmie czas… Ten ruiny trzeba by było rozebrać do zera i uprzątnąć teren, nie było tu niczego wartego zachowania, ale i tak czarnowłosa nie chciała zostawiać tego wszystkiego przypadkowi i wolała sprawdzić dziwną wiadomość od sąsiadki.
Nie spodziewała się w zasadzie niczego – bo jakie słowa można powiedzieć w takim miejscu? Albo co zrobić? A jednak obecność drugiej osoby nie pochodzącej z rodziny, która bezpośrednio nie ucierpiała w tym wydarzeniu miała w sobie coś kojącego.
– Ile razy bym tego nie widziała, to chyba nigdy nie będzie prostsze – można było myśleć, że nie jest z tym domem aż tak związana, przecież się wyprowadziła. Ale jeszcze do lipca tego roku to był jej jedyny dom (oprócz Hogwartu i Maida Vale) i oczywiście, że zawsze nazywałaby go tym rodzinnym, tym najważniejszym. Nie wiedziała, czy to była kara w nią wymierzona i w ludzi, których kochała, gdy jej mieszkanie przetrwało, ale nie planowała tego dociekać. Wszystkie te podpalenia nie były żadnym przypadkiem: zostały wywołane przez cokolwiek, co zrobił Voldemort, i to samo tłumaczyła Primrose. – Heh, może. Ale nasze tajemnice alchemiczne – tutaj Victoria lekko chrząknęła, bo to nie były wielkie eksperymenty alchemiczne, w tym domu przy kociołku stawali tylko jej ojciec i ona, a jej ojciec nie miał za wiele czasu pracując jako uzdrowiciel i wykładowca. – Są w tej części domu, która się zawaliła. Temperatura, która tu wszystko spopieliła musiała doprowadzić do wybuchu w piwnicy. Wiesz, te wszystkie różne fiolki z miksturami raczej nie wytrzymały temperatury, a wymieszane z przechowywanymi tam składnikami i same ze sobą… – czy musiała kończyć…? Christopherowi nie brakowało wyobraźni, wiec założyła, ze to, co mu właśnie opisała, wystarczyło, by dopowiedział sobie resztę o tym, jak skończyły ich alchemiczne tajemnice: nie istniały.
– No dobrze… Sprawdzę czy ktoś tu czegoś nie rzucał – mruknęła i w końcu wydobyła swoją różdżkę, chcąc rzucić zaklęcie rozpraszające magię.
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Sukces!