22.03.2026, 00:01 ✶
Czy Helloise często bywała w Ministerstwie Magii? Skądże. Częstość wizyt nie mogła być zbyt duża. Ona Ministerstwem się nie interesowała, Ministerstwo nią... trochę częściej, lecz ten okazjonalny mandat, gdy ją z raz do roku ktoś przyuważył na nielegalnej teleportacji, dało się opłacić korespondencyjnie.
Jej wizyta tutaj była wyjątkiem, rzadkością, gestem wynikającym ze skrajnej bezradności i braku lepszych pomysłów. Nikt nie mógł przewidzieć, że tego dnia się tu pojawi — ona sama zdecydowała dopiero rano, spontanicznie. Jakie więc były szanse, że trafi do Ministerstwa Magii tego samego dnia i o tej samej porze, co Leviathan? Mało tego: trafi z nim do tej samej celi (bo dokładnie tym było dla niej owo pomieszczenie techniczne).
Gdy niespodziewanie usłyszała więc w ciemnościach, jak znajomy głos zwraca się do niej łagodnie… przestraszyła się. Dreszcz przeszedł po jej plecach. Stała dłuższy moment niema i nieruchoma, jak zamurowana.
Helloise nie była przecież głupia — umiała dostrzec, jak nieprawdopodobna była ta sytuacja. Niemożliwe. Uwzięli się na nią, uwzięli. Stres i nierealność tych okoliczności zagłuszyły zdrowy rozsądek. Nie potrafiła uwierzyć w zbieg okoliczności. Czy to jakiś okrutny poltergeist miał zabawić się jej kosztem ku uciesze pracowników Ministerstwa?
— Nie krzyczę — odpowiedziała głucho, wysilając wzrok, aby spojrzeć przez ciemności. Na próżno.
Pozbawiona różdżki czuła się obrzydliwie bezbronna. Zdenerwowała ją domniemana zniewaga. Była pełna niepokoju i podejrzliwości wobec przyjaznego głosu, który miał namieszać jej w głowie — głosu perfidnie dobranego idealnie tak, aby ją najskuteczniej zmanipulować i zmiękczyć. Przejrzała to.
Zrobiła krok przed siebie, kolejny. Próbowała stawiać stopy możliwie cicho, aby trudniej było ją zlokalizować. Szła ostrożnie, więc gdy trafiła na swojej drodze na jakąś ławkę, nie zderzyła się z nią boleśnie, a jedynie poczuła przeszkodę. Czarownica przesunęła dłonią po deskach ławy, próbując ją obejść.
— Jesteś…? — zaczęła, lecz nie wiedziała, jak skończyć. Jesteś prawdziwy? Jesteś Leviathanem? Oczywiście, że odpowie tak. Najważniejsze było jednak, że odpowie, co uświadomiła sobie po krótkiej chwili ciszy. Jeśli diabeł się odezwie, czarownica będzie wiedziała, gdzie się on znajduje, i nie będzie mógł jej zaskoczyć. — Jesteś tutaj, bo przyszedłeś do ojca? — skończyła w końcu głosem zdradzającym podejrzane napięcie.
Jej wizyta tutaj była wyjątkiem, rzadkością, gestem wynikającym ze skrajnej bezradności i braku lepszych pomysłów. Nikt nie mógł przewidzieć, że tego dnia się tu pojawi — ona sama zdecydowała dopiero rano, spontanicznie. Jakie więc były szanse, że trafi do Ministerstwa Magii tego samego dnia i o tej samej porze, co Leviathan? Mało tego: trafi z nim do tej samej celi (bo dokładnie tym było dla niej owo pomieszczenie techniczne).
Gdy niespodziewanie usłyszała więc w ciemnościach, jak znajomy głos zwraca się do niej łagodnie… przestraszyła się. Dreszcz przeszedł po jej plecach. Stała dłuższy moment niema i nieruchoma, jak zamurowana.
Helloise nie była przecież głupia — umiała dostrzec, jak nieprawdopodobna była ta sytuacja. Niemożliwe. Uwzięli się na nią, uwzięli. Stres i nierealność tych okoliczności zagłuszyły zdrowy rozsądek. Nie potrafiła uwierzyć w zbieg okoliczności. Czy to jakiś okrutny poltergeist miał zabawić się jej kosztem ku uciesze pracowników Ministerstwa?
— Nie krzyczę — odpowiedziała głucho, wysilając wzrok, aby spojrzeć przez ciemności. Na próżno.
Pozbawiona różdżki czuła się obrzydliwie bezbronna. Zdenerwowała ją domniemana zniewaga. Była pełna niepokoju i podejrzliwości wobec przyjaznego głosu, który miał namieszać jej w głowie — głosu perfidnie dobranego idealnie tak, aby ją najskuteczniej zmanipulować i zmiękczyć. Przejrzała to.
Zrobiła krok przed siebie, kolejny. Próbowała stawiać stopy możliwie cicho, aby trudniej było ją zlokalizować. Szła ostrożnie, więc gdy trafiła na swojej drodze na jakąś ławkę, nie zderzyła się z nią boleśnie, a jedynie poczuła przeszkodę. Czarownica przesunęła dłonią po deskach ławy, próbując ją obejść.
— Jesteś…? — zaczęła, lecz nie wiedziała, jak skończyć. Jesteś prawdziwy? Jesteś Leviathanem? Oczywiście, że odpowie tak. Najważniejsze było jednak, że odpowie, co uświadomiła sobie po krótkiej chwili ciszy. Jeśli diabeł się odezwie, czarownica będzie wiedziała, gdzie się on znajduje, i nie będzie mógł jej zaskoczyć. — Jesteś tutaj, bo przyszedłeś do ojca? — skończyła w końcu głosem zdradzającym podejrzane napięcie.
dotknij trawy