22.03.2026, 01:05 ✶
Skrzywił się na dźwięk imienia Czarnego Pana, które zagościło na ustach Anthony'ego. Mimowolnie zaczął rozglądać się na boki, wodząc wzrokiem po kolejnych grupach gości, jakby podejrzewał, że samo wypowiedzenia tego słowa w miejscu publicznym sprawi, że w tłumie pojawi się jakiś czarnoksiężnik. Z drugiej strony, chyba nie mieli aż takiego pecha, aby przydarzył się im aż tak niefortunny zbieg wydarzeń.
— Nie powiedziałbym, że Dolina Godryka jest przez niego znienawidzona — odparł z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. — Zostawił Knieję Godryka i Polanę Ognisk po obchodach Beltane w takim stanie, że można śmiało uznać, że te okolice były dla niego aż nazbyt użyteczne. Jeśli już to Dolina okazała się idealną strefą do prowadzenia szeroko zakrojonej działalności czarnoksięskiej.
Nic tylko korzystać, dokończył bezgłośnie, kręcąc głową. Włamanie do magicznych zaświatów, sprowadzenie wielkiej wichury, wywołanie popłochu wśród ludzi, wywołanie Widm z przysłowiowego lasu... Dodać do tego jeszcze pożary, które przetoczyły się przez miasteczko, a można było odnieść wrażenie, że Czarnego Pana spotkały tu same spektakularne sukcesy. Nic dziwnego, że upodobał sobie to miejsce. Ostateczną wisienką na torcie podkreślającą wyjątkowość tego miejsca byłoby tylko to, gdyby Isobell Macmillan właśnie tutaj spróbowała zabić swoją uczennicę zamiast w kamiennym kręgu Stonehenge.
— Mhmm… A więc pretendujesz do ponownego uzyskania tego tytułu w ciągu... jednego półrocza? — Uniósł pytająco brew, posyłając czarodziejowi niemrawy uśmiech.
Erik w pełni doszedł do siebie po tym... incydencie... dopiero po kilku intensywniejszych kaszlnięciach i dopiero potem był w stanie poświęcić Shafiqowi całą swoją uwagę. Na słowa ''nie jestem specjalistą'' ledwo powstrzymał się przed wykonaniem teatralnego młynka oczami, chociaż zapisał sobie z tyłu głowy informację o tym, że Bertiemu przydarzyło się coś w tym stylu.
— Przypadek może i był podobny, ale nie taki sam — burknął, ignorując chłodne tony w głosie Shafiqa. — I jak mówiłem, znam zaufanych specjalistów. Po prostu jak do tej pory nie było jeszcze... tak źle. — Uciekł wzrokiem w bok. — Doprowadzę się do porządku. Wbrew pozorom nie jestem na tyle lekkomyślny, aby ignorować to w nieskończoność.
Chyba że nie zdąży tego zrobić i ciężar zrzuconych na jego barki obowiązków czy zmartwień przygniecie go do samej ziemi i sprawi, że jedynym logicznym wyborem stanie się oddanie w opiekę specjalistom z Lecznicy Dusz. To też było jakieś rozwiązanie, gdyby było z nim wyjątkowo źle, czyż nie?
— Nie powiedziałbym, że Dolina Godryka jest przez niego znienawidzona — odparł z wyraźną nutą sarkazmu w głosie. — Zostawił Knieję Godryka i Polanę Ognisk po obchodach Beltane w takim stanie, że można śmiało uznać, że te okolice były dla niego aż nazbyt użyteczne. Jeśli już to Dolina okazała się idealną strefą do prowadzenia szeroko zakrojonej działalności czarnoksięskiej.
Nic tylko korzystać, dokończył bezgłośnie, kręcąc głową. Włamanie do magicznych zaświatów, sprowadzenie wielkiej wichury, wywołanie popłochu wśród ludzi, wywołanie Widm z przysłowiowego lasu... Dodać do tego jeszcze pożary, które przetoczyły się przez miasteczko, a można było odnieść wrażenie, że Czarnego Pana spotkały tu same spektakularne sukcesy. Nic dziwnego, że upodobał sobie to miejsce. Ostateczną wisienką na torcie podkreślającą wyjątkowość tego miejsca byłoby tylko to, gdyby Isobell Macmillan właśnie tutaj spróbowała zabić swoją uczennicę zamiast w kamiennym kręgu Stonehenge.
— Mhmm… A więc pretendujesz do ponownego uzyskania tego tytułu w ciągu... jednego półrocza? — Uniósł pytająco brew, posyłając czarodziejowi niemrawy uśmiech.
Erik w pełni doszedł do siebie po tym... incydencie... dopiero po kilku intensywniejszych kaszlnięciach i dopiero potem był w stanie poświęcić Shafiqowi całą swoją uwagę. Na słowa ''nie jestem specjalistą'' ledwo powstrzymał się przed wykonaniem teatralnego młynka oczami, chociaż zapisał sobie z tyłu głowy informację o tym, że Bertiemu przydarzyło się coś w tym stylu.
— Przypadek może i był podobny, ale nie taki sam — burknął, ignorując chłodne tony w głosie Shafiqa. — I jak mówiłem, znam zaufanych specjalistów. Po prostu jak do tej pory nie było jeszcze... tak źle. — Uciekł wzrokiem w bok. — Doprowadzę się do porządku. Wbrew pozorom nie jestem na tyle lekkomyślny, aby ignorować to w nieskończoność.
Chyba że nie zdąży tego zrobić i ciężar zrzuconych na jego barki obowiązków czy zmartwień przygniecie go do samej ziemi i sprawi, że jedynym logicznym wyborem stanie się oddanie w opiekę specjalistom z Lecznicy Dusz. To też było jakieś rozwiązanie, gdyby było z nim wyjątkowo źle, czyż nie?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞