No tak, rozszczepienie się. Theo mrugnął, a potem parsknął śmiechem, machając przy tym zbywająco ręką.
- Miłe, ze się o mnie martwisz, ale nie przejmuj się. Mogę ci gwarantować, że gdybym się teleportował to wciąż miałbym wszystkie ręce i nogi - uśmiechnął się do niej lekko. Coś w jego wyrazie twarzy mówiło też, że nawet gdyby mu rozszczepiło ręce i nogi, to znalazły jakiś sposób żeby się do tej miotły przyczepić i latać bez nich.
- Miejsce jak każde inne - wzruszył ramiona, ewidentnie nie zwracając uwagi na te same detale, które chodziły po głowie Brennie. Koledzy, których już z nimi nie było, najpewniej sprawili że poczuł się nad wyraz pewien, że nic mu się tutaj złego nie stanie. Może i wiało wątpliwą sławą, ale hej, już tyle tu przesiedział przecież. Jego ubranie wydawało mu się, no, zwyczajne, a a do tej pory też nikt nie próbował go zaczepiać... - A dziękuje, dzię... - kuję. Tam gdzieś na końcu kryła się reszta słowa. Szeroki, dziękczynny uśmiech też szybko nieco skurczył się, kiedy Nott powiódł spojrzeniem za wskazaniem Longbottom i jego wzrok natrafił na Atreusa, który właśnie odwrócił się przodem do sali i wbił w niego spojrzenie.
- Aha... - przytaknął trochę powoli, mrużąc oczy i wracając do Brenny. - Serio przyszłaś tutaj z nim? Kto taki jak ty, robi z kimś takim jak... - nie skończył, bo szklanki które przyniósł Bulstrode, szczęknęły o blat stolika. Wciąż w kapturze, zawisł nad nimi, chociaż było widać że jego uwaga bardziej koncentrowała się na Theo.
- No jakim? Lepszym? Masz szczęście Nott, że mnie nie kusiła kariera profesjonalnego gracza, bo ta twoja miotła już dawno została strącona i nikt więcej by cię nie zasponsorował.