22.03.2026, 12:54 ✶
Już od godziny siedział we wspólnym saloniku apartamentu hotelowego, który zrządzeniem (rozchichotanego zapewne) losu dzielił z Henrym. Kiedy Lockhart zapowiedział, że idzie się wykąpać, Hannibal odpowiedział beztrosko ”No jasne!”, naiwnie nieświadomy tego, jakiego potwora narodzin właśnie stał się świadkiem.
Pierwsze pół godziny nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Wypełniały je typowe łazienkowe odgłosy, szelest ubrań, szum wody, plusk zanurzającego się w wannie ciała.
Potem nastała cisza.
Hannibal w międzyczasie przeszedł się po apartamencie, przejrzał menu kurortowej restauracji, zdecydował, co chce zjeść na kolację. prostym zaklęciem wyprasował wiszące na wieszakach w szafie przewiewne spodnie i koszule. Wyciągnął ze swojej walizki kosmetyczkę pełną drogich i wymyślnych specyfików. Hotel zapewniał co prawda kule do kąpieli i podstawowe kosmetyki, ale Hannibal nie zamierzał nałożyć na twarz czegoś niesprawdzonego i ryzykować podrażnień, albo co gorsza, pryszczy. Z nudów przeczytał nawet pierwsze kilka stron książki pozostawionej przez Henry’ego na stoliku kawowym.
Przydałoby się wykąpać przed kolacją, po spacerze czuł się trochę spocony i chociaż było to nic w porównaniu z tym, w jakim stanie czasem wychodził z pracy, wciąż zazdrościł pławiącemu się zapewne w imponujących rozmiarów hotelowej wannie koledze. Była większa, niż jego własna - Hannibal pomyślał, że spokojnie mogła pomieścić dwie osoby.
Łazienka jednak była ciągle zajęta. Selwyn poczuł, że jego cierpliwość się wyczerpuje.
- Henry! Żyjesz tam?! - zawołał nie podnosząc się z kanapy. Może Lockhart, nienawykły do luksusów i oversize’owych wanien się utopił?
Pierwsze pół godziny nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Wypełniały je typowe łazienkowe odgłosy, szelest ubrań, szum wody, plusk zanurzającego się w wannie ciała.
Potem nastała cisza.
Hannibal w międzyczasie przeszedł się po apartamencie, przejrzał menu kurortowej restauracji, zdecydował, co chce zjeść na kolację. prostym zaklęciem wyprasował wiszące na wieszakach w szafie przewiewne spodnie i koszule. Wyciągnął ze swojej walizki kosmetyczkę pełną drogich i wymyślnych specyfików. Hotel zapewniał co prawda kule do kąpieli i podstawowe kosmetyki, ale Hannibal nie zamierzał nałożyć na twarz czegoś niesprawdzonego i ryzykować podrażnień, albo co gorsza, pryszczy. Z nudów przeczytał nawet pierwsze kilka stron książki pozostawionej przez Henry’ego na stoliku kawowym.
Przydałoby się wykąpać przed kolacją, po spacerze czuł się trochę spocony i chociaż było to nic w porównaniu z tym, w jakim stanie czasem wychodził z pracy, wciąż zazdrościł pławiącemu się zapewne w imponujących rozmiarów hotelowej wannie koledze. Była większa, niż jego własna - Hannibal pomyślał, że spokojnie mogła pomieścić dwie osoby.
Łazienka jednak była ciągle zajęta. Selwyn poczuł, że jego cierpliwość się wyczerpuje.
- Henry! Żyjesz tam?! - zawołał nie podnosząc się z kanapy. Może Lockhart, nienawykły do luksusów i oversize’owych wanien się utopił?