22.03.2026, 13:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2026, 13:56 przez Brenna Longbottom.)
– I pewnie nawet brak ręki nie powstrzymałbym cię od udziału w meczu – dokończyła. Nie żeby tego w pewnym sensie nie rozumiała. Też wepchnęła się do pracy z powrotem o wiele za wcześnie po Spalonej Nocy, choć powinna zdecydowanie się odsunąć, i ze względu na stan fizyczny, i przede wszystkim psychiczny. Nott nie tylko poważnie traktował swoją pracę, ale też po prostu to kochał.
–No… tak? – odparła odruchowo, kiedy spytał, czy serio przyszła tu z Bulstrodem, w pierwszej chwili pytaniem zaskoczona. Kolejne stwierdzenie już jednak wszystko wyjaśniało, bo miała trochę wrażenie, że reakcje na zobaczenie jej w pobliżu Atreusa były zasadniczo trzy. Jedna, absolutna obojętność, bo niby czemu niektórych miałoby to obchodzić. Druga, „ale jak to, czy ktoś rzucił na niego klątwę, czemu miałby iść gdzieś właśnie z n i ą?”. I trzecia wreszcie, na ogół przejawiana przez jej najbliższych, choćby taką Mav czy takiego Vincenta „no chyba sobie żartujesz, Bren, to łamacz serc”. Brenna nie mogła być pewna, o którą z tych opcji chodziło u Notta, bo niby się przyjaźnili w szkole i widywali ostatnio parę razy i po niej. Równie dobrze mógł się o nią martwić, jak nie pojmować, co tu Atreus robił w jej obecności.
Nie zgubiła jednak uśmiechu, bo i po prawdzie, takie rzeczy nie raniły jej jakoś. Były słowa tnące dużo mocniej niż takie jak ten. To znaczy… nie zgubiła go w pierwszej chwili, bo kąciki ust trochę jej opadły, kiedy Atreus wparował z w sumie… całkiem normalnym dla siebie podejściem, ale zwykle wkurzającym ludzi.
– Niby od kogo lepszym? – spytał Theo, faktycznie najeżając się, może na tę deklarację, że niby to miał szczęście, a może na ton. - Jakbyś cokolwiek wiedział o profesjonalnej grze – prychnął, zanim zwrócił spojrzenie znowu w stronę Brenny. – Jesteście tu służbowo, tak?
– Żadnych policyjnych nalotów dzisiaj, przecież obiecałam – odparła, trochę wymijająco, bo właściwie to chodziło o sprawę po części służbową, ale nie zamierzała potwierdzić, że tak. Jeszcze by się okazało, że ktoś zwrócił na nich uwagę i sprawa się rypnie.
O ile już się nie rypnęła, bo ich informator się spóźniał.
–No… tak? – odparła odruchowo, kiedy spytał, czy serio przyszła tu z Bulstrodem, w pierwszej chwili pytaniem zaskoczona. Kolejne stwierdzenie już jednak wszystko wyjaśniało, bo miała trochę wrażenie, że reakcje na zobaczenie jej w pobliżu Atreusa były zasadniczo trzy. Jedna, absolutna obojętność, bo niby czemu niektórych miałoby to obchodzić. Druga, „ale jak to, czy ktoś rzucił na niego klątwę, czemu miałby iść gdzieś właśnie z n i ą?”. I trzecia wreszcie, na ogół przejawiana przez jej najbliższych, choćby taką Mav czy takiego Vincenta „no chyba sobie żartujesz, Bren, to łamacz serc”. Brenna nie mogła być pewna, o którą z tych opcji chodziło u Notta, bo niby się przyjaźnili w szkole i widywali ostatnio parę razy i po niej. Równie dobrze mógł się o nią martwić, jak nie pojmować, co tu Atreus robił w jej obecności.
Nie zgubiła jednak uśmiechu, bo i po prawdzie, takie rzeczy nie raniły jej jakoś. Były słowa tnące dużo mocniej niż takie jak ten. To znaczy… nie zgubiła go w pierwszej chwili, bo kąciki ust trochę jej opadły, kiedy Atreus wparował z w sumie… całkiem normalnym dla siebie podejściem, ale zwykle wkurzającym ludzi.
– Niby od kogo lepszym? – spytał Theo, faktycznie najeżając się, może na tę deklarację, że niby to miał szczęście, a może na ton. - Jakbyś cokolwiek wiedział o profesjonalnej grze – prychnął, zanim zwrócił spojrzenie znowu w stronę Brenny. – Jesteście tu służbowo, tak?
– Żadnych policyjnych nalotów dzisiaj, przecież obiecałam – odparła, trochę wymijająco, bo właściwie to chodziło o sprawę po części służbową, ale nie zamierzała potwierdzić, że tak. Jeszcze by się okazało, że ktoś zwrócił na nich uwagę i sprawa się rypnie.
O ile już się nie rypnęła, bo ich informator się spóźniał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.