• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie

[Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie
Czarodziej
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#2
22.03.2026, 18:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.03.2026, 22:22 przez Ceolsige Burke.)  
Jesień tego roku była zaskakująco obfita. Obfita w wydarzenia i obfita w działania nawet jak na standardy Ceolsige. Dlatego też kiedy padło nonszalanckie pytanie Urd Ceolsige nie zwróciła zupełnie uwagi jak bardzo nonszalancja była kontrolowana przez kobietę. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że czas trochę wyhamować potok zajęć, łowów i okazji. Nim jednak zdążył on opracować maskę i rolę zdała sobie sprawę, że jej usta mimowolnie ułożyły się w zawadiacki uśmiech. W uszach zawibrował jej własny głos wyrażający zgodę na przyjemność, której wyglądała od czasu pojawienia się koronkowego motyla.

Mimo swojego zwyczajowego stylu bycia pełnego eleganckiej kurtuazji dało się u niej dostrzec pewne wycofanie. Pewną nieobecność objawiającą się w chwilach zawieszenia i delikatnie spóźnionych powitalnych skinieniach lub uśmiechach.

Na tę okazję Ceolsige wydobyła z szafy szatę, które już dłuższy czas nie oglądała blasku wieczornych gal. Stylizacja, którą miała od kilku lat nadawała się idealnie na taką właśnie okazję mimo, że zakupiona była z zupełnie innych pobudek. Wykonana z delikatnej czarnej wełny o splocie tak drobnym, że w dotyku przypominała miękką chłodną skórę węża.
Kiedy kroczyły korytarzami The Globe, szata pracowała razem z nią. Dół sukni falował płynnie, wprawiany w ruch jej dość szerokim, mimo obcasów, krokiem. Pomiędzy uderzeniami butów o posadzkę unosił się niski szelest materiału, a ukryte w załamaniach pasma śliwkowego fioletu i chabrowy haft migotały, sprawiając wrażenie, jakby ubiór odmieniał się w ruchu, by zastygnąć w jednolitej czerni, gdy tylko Ceolsige się zatrzymywała.
Fale łączyły się na talii w opinający materiał, przepasany błękitna szeroką szarfą, której srebrzysto białe końce spływały miękko po lewym biodrze. Czarny materiał szaty, ściągnięty srebrnymi wstążkami okalał tors, aż po szeroki chabrowy haft na linii obojczyków, z którego szata przechodziła w perłowy wysoki kołnierz wspinający się po długiej szyi aż do linii szczęki. Mała srebrna broszka z trzema błękitnymi topazami przyciągała wzrok do linii krtani, która materiał zdawał się opinać niemal dusząco ciasno.

Dumna, elegancka twarz przyozdobiona w naturalny, kurtuazyjny uśmiech wydawała się jednak bardziej surowa niż zwykle. Dwa delikatne, drobne warkocze, przeplecione lodowato błękitną wstążką okalały jej czoło i sięgały na kark gdzie łączyły się w jeden zimowy kłos spoczywający na łanach luźno spływających na plecy blond włosów. Fryzura, pleciona przez jej matkę przydawała twarzy pewnej jaśniejszej nienaturalności. Jakby była wyjęta z ram starego obrazu lub zdjęta z posągu.


Wyglądu dopełniały rękawy. Zaczynając się sztywno na barkach, ku nadgarstkom stawały się coraz lżejsze, aż przechodziły w niemal eteryczną, półprzezroczystą mgłę. Gdy Ceolsige uniosła dłoń, by podać bilet lub poprawić rąbek spódnicy, czarny materiał rozwiewał się wokół jej rąk niczym dym z wygaszonego kominka, nadając jej ruchom nienaturalnej, niemal onirycznej płynności.

Stylizacja oraz poza w tym samym stopniu hipnotyzowała spojrzenia co budowała wrażenie dystansu jakim Ceolsige chciała się oddzielić od postronnych osób. Tylko jedna para oczu miała dla siebie przeznaczony obraz jej miękkiego, zapraszającego uśmiechu w towarzystwie radosnego błysku na tarczy błękitnych tęczówek.

Gdy już zasiadły, Ceolsige osiadła w aksamitnym fotelu z wyuczoną gracją. Szerokie fałdy dołu sukni rozłożyły się wokół jej nóg, gasząc światło docierające ze sceny. Tylko jasno srebrne błyski w końcówkach szarfy zaznaczały krawędź konturów jej tali. Prawie jak krawędź księżyca niknąca w mrocznych falach morza. Rękawy spoczęły na podłokietnikach, zbijając się w ciemne, niemal czarne chmury materiału. W półmroku loży delikatne refleksy światła tańczyły na lśniący materiale jej perłowego kołnierza w towarzystwie błękitnych przebłysków broszki. Jakby topazy z ametystem łączyła delikatna, świetlna nić. Jak latarnia i statek ku niej zmierzający.

Kiedy Urd nachyliła się do niej, a zapach deszczu i kadzidła uderzył w nozdrza paserki, Ceolsige nie drgnęła gwałtownie. Pozwoliła, by szept owinął się wokół niej równie ciasno, co perłowy kołnierz. Dopiero po chwili powoli odwróciła głowę w stronę towarzyszki. Jej ruch był oszczędny, niemal leniwy. Nie odsunęła się – wręcz przeciwnie, pozwoliła, by ich ramiona dzieliła ledwie kurtuazyjna przestrzeń. Wciąż jednak dbała o to, by sztywność materiału szaty nie zdradziła lekkiego drżenia mięśni.

– Zaspaną? – powtórzyła szeptem tak niskim, że niemal wibrującym w piersi, nie odrywając wzroku od ametystu na broszce Urd. – Może jedynie przesycona tempem, w jakim Londyn upomina się o swoje ptaki, Urd. - Tu, w loży, z dala od postronnych uszu jej głos niósł w sobie nieco więcej zmęczenia niż chciała okazać. Uniosła dłoń, a mglisty rękaw sukni musnął krawędź oparcia fotela Urd, zostawiając po sobie jedynie powidok czarnego dymu. Przesunęła dłonią po podłokietniku, zaledwie o opuszek palca mijając dłoń Urd, po czym powróciła wzrokiem ku scenie, choć jej uwaga wciąż pozostawała skupiona na woni soli i chłodnego powietrza, która tak natarczywie osiadała na jej skórze i teraz mieszała się z intensywnym zapachem jej własnych perfum - duszny aromat irysa zmieszany z gorzką nutą starego papieru i kroplą sandałowca.

Przestrzeń między nimi coraz donośnie wypełniała się taktami pierwszego utworu. Melodyjne, spokojne dźwięki, delikatny półmrok sceny, oraz przyjemny zapach znajomych perfum działał bardzo kojąco. Włosy Ceolsige delikatnie zafalowały kiedy poruszyła głową zataczając niewielkie, rytmiczne okręgi w takt muzyki. Pozwoliła sobie tylko na chwilę poddać się nastrojowi. Mimowolnie zmrużyła oczy. Nawet nie zauważyła kiedy jej głowa nabrała błogiej ciężkości, a myśli odbiegły w nieznana stronę podążając za kojącą muzyką w nieodległą nieświadomość.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (1534), Pan Losu (83), Urd Nordgesim (1560)




Wiadomości w tym wątku
[Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie - przez Urd Nordgesim - 18.03.2026, 23:03
RE: [Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie - przez Ceolsige Burke - 22.03.2026, 18:40
RE: [Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie - przez Urd Nordgesim - 01.04.2026, 12:33
RE: [Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie - przez Ceolsige Burke - 06.04.2026, 22:03
RE: [Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie - przez Urd Nordgesim - 13.04.2026, 22:08
RE: [Jesień 72 11.10 The Globe | Ceolsige & Urd]Płynie czas, liczę dni co minęły daremnie - przez Pan Losu - 13.04.2026, 22:08

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa