Atreusa nie bardzo obchodziło, jakie ktoś mógł mieć reakcje na jego towarzystwo w czyimś otoczeniu, o ile oczywiście nie przychodziło mu obserwować ich w czasie rzeczywistym. Coś w twarzy Notta jasno sugerowało, że o wiele lepiej bawiłby się gdyby mógł sobie z Brenną porozmawiać sam, a dodatkowe towarzystwo psuło cały... nastrój, jakikolwiek on nie mógł być w tak zapyziałej dziurze jak Biały Wiwern.
- Od ciebie, a od kogo - mruknął. - Widziałem raz jak grasz. Dalej nie pilnujesz lewej strony, tak jak powinieneś. Ptaszki ćwierkają że drużynie się nudzi nadrabianie za ciebie i szukają kogoś bardziej kompetentnego na twoje miejsce - Atreus uśmiechnął się w ten obślizgły sposób kogoś, kto potrafił w ten przyjemny wyraz włożyć dosłownie zero pozytywnych emocji do rozmówcy, a jednocześnie było w tym jakieś dziwne zadowolenie. Bo przecież wiedział, że jego uwagi były podstawne, a nic tak z kolei nie bolało chłopaczków o wrażliwym ego, jak wytykanie im błędów. Na ten temat wiedział aż ta dużo.
Theo przez moment patrzył na Atreusa, a potem spojrzał na Brennę. Bulstrode z resztą poszedł za jego przykładem, uśmiechając się nawet szczerze na krótką chwile. Wiedział co się stanie; widział jak aura mężczyzny wzburza się gwałtownie, w miarę jak odrzucał w głowie kolejne argumenty przeciwko.
- James Odell wydaje się niesamowitym wyborem. Podobno kontrakt już w drodze...
- Zamknij się wreszcie - Nott poderwał się z miejsca, łapiąc Atreusa za fraki.
- Zabieraj łapska, albo przetrę tobą stół przy pani - Bulstrode uniósł na moment ręce, niby w to poddańczym geście, głową kiwając w stronę Brenny. Mogli sobie gadać o Quidditchu do tego momentu, ale zdawał sobie sprawę że akurat on był tutaj najmniejszym ich problemem.
- Tylko spróbuj...
Miał spróbować, proszę bardzo. Jak na zawołanie, złapał Notta za fraki i zaczął sie z nim siłować, żeby przewrócić go na stolik i faktycznie go po nim przeciurać.
Sukces!