- Od rodzeństwa - wyjaśniła grzecznie (a ja proszę o niedopytywanie bo nikt nigdy nie ustalił dokładnie jakie ja mam to rodzeństwo i ile). Wydawało jej się to wystarczającym argumentem za tym, że nie stała z tyłu jakaś interesowność. - Czytałam sobie o nich gdzieś. W sensie bo to takie nietutejsze te jajka, bardziej zza żelaznej kurtyny do nas przychodzą. Pewnie ktoś zrobił zakup, a że no... nie każdy sobie teraz może na to pozwolić, to może próbuje się tego tym szybciej pozbyć - wzruszyła ramionami, bo prawa ekonomii i handlu to jednak nie była jej broszka i mogła zwyczajnie się w jakiś sposób tutaj przeliczyć.
Woody zaczął przekopywać gazetki, szukając odpowiedniego rocznika i numeru, a ona nie chciała mu w tym aż tak przeszkadzać. Wierzyła w wujka niemal bezgranicznie, jeśli chodziło o zrozumienie, jak działają ciągi liczbowe i który numer występuje po jakim, dlatego sama złapała parę książek, które ktoś zostawił na jednym ze stołów, i postanowiła odstawić je na miejsce. Wsuwała woluminy delikatnie i z troską, wracając nieco uważniejszym spojrzeniem do Tarpa, kiedy dało się usłyszeć dźwięk drącego papieru.
W pierwszej chwili zmartwiła się, że podarł jakąś książkę. Na całe jednak szczęście (głównie dla niego, bo nie łamał właśnie jej serca) nie ucierpiał ani żaden tomik, ani też gazeta. Zamiast tego był obraz, zawinięty w szary papier, teraz naruszony.
- Nie jestem pewna. Znaczy chyba musi być? Ale nie przypominam sobie żeby Millie mówiła o robieniu czegoś takiego, ani też żeby ktokolwiek mówił że coś takiego ma i to tu zostawać - stanęła obok Clemensa, przyglądając się całości i nie oponując kiedy postanowił rozpakować pakunek. W sumie sama była ciekawa co też obraz krył w sobie.
- Ładny las, może jakiś tutejszy? - kucnęła sobie przed obrazem i wyciągnęła rękę. Chciała sprawdzić fakturę farby gdzieś na granicy cienia, czy to może nie wydruk bo podobno takie sztuczki były coraz bardziej popularne, ale kiedy tylko dotknęła płótna, coś się zmieniło. Skręciło ją, w ten charakterystyczny sposób kiedy na ciało człowieka działała magia translokacyjna i zanim się obejrzała... był las.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.