23.03.2026, 10:50 ✶
– Jestem pracownikiem Ministerstwa i osobą wyszkoloną do walki – sprostowała Brenna łagodnie, bo te słowa w połączeniu z gestem opuszczenia głowy naprawdę wiele mówiły. Brenna potrafiła wyobrazić sobie Monę stającą w obronie innych. Ale nie umiała wyobrazić jej sobie podnoszącej różdżkę po to, by ruszyć do walki. Nienawidziłaby tego. – Podnieść głowę, proszę, inaczej wyjdzie nierówno. Hm… nie… ale może powinien poklęczeć trochę na grochu w ramach pokuty? – zasugerowała zaraz, tym razem już lżejszym tonem. Jej palce poruszały się, gdy zaplatała włosy Mony. Nie była jakoś ogromnie utalentowaną fryzjerką, ale czarodziejskie specyfiki i fakt, że ruda, gęsta czupryna Rowle była piękna sama w sobie, bardzo dużo ułatwiały.
Brenna życzyła Monie jak najlepiej. Wiedziała, że ta kochała Icarusa. Więc chciała, żeby to wszystko trwało.
Ale czasem miała ochotę go kopnąć za to, jak ten posłuchał kiedyś ojca!
– Nie uciekł. Tak, to rzeczywiście dobry znak – powiedziała, kąciki ust drgnęły jej lekko, ale zaraz znów spoważniała, bo to dla Mony był poważny temat. Nie, to w ogóle był poważny temat. Co jeśli Prewett złamie jej serce po raz drugi? – Mogę tylko powiedzieć, że gdyby uciekł w takiej sytuacji, byłby niereformowalnym idiotą, ale niestety, dziewczynom czasem zdarza się zakochiwać w idiotach – stwierdziła z westchnieniem. – Skarbie, jeśli w ogóle go spłoszysz czymkolwiek, to znaczy, że nie jest ciebie wart. I to on powinien w tej chwili się starać, nie odwrotnie…
…po tym numerze sprzed lat.
Może powinna napisać do Icarusa, żeby nie był idiotą.
Ale naprawdę nie chciała namieszać w sytuacji.
– Tak, miałam okazję na nią wpaść. Urocza dziewczyna – przyznała, chociaż trzeba było przyznać, że zamiłowanie Mathildy do węża mogło trochę dziwić, i to mimo tego, że sama potrafiła zmieniać kształty i stawać się wężem.
Przesunęła dłonią po włosach Mony. Poprawiła kosmyk, chwytając go w uwięź spinki. To o czym mówiła nie było aż taką nowością, jak mogło się wydawać: Jonathan ledwo co o tym wspomniał. I Brennę dręczyła myśl…
…dlaczego przyszedł do Mony? Czy to mógł być ktoś, kto ją znał?
Niech umierają, pomyślała. Sama opatrzyła rany mężczyzny w takiej chwili. Ale czy zrobiłaby to znowu? Nie wiedziała.
– Cywil ma obowiązek udzielić pomocy w sytuacji, w której nie zagraża to jego niebezpieczeństwu. Udzielanie pomocy uzbrojonemu mordercy, bo nie dostajesz szat śmierciożercy na ładne oczy, i który w dodatku dopiero co podpalał Londyn, traktowałabym jako sytuację bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia, w której każdy o zdrowych zmysłach by uciekał. Zwłaszcza że nie jesteś medykiem i nie mogłaś wiedzieć, czy nie udaje – wyrecytowała. – Zakładam też, że sama byłaś zmęczona i pewnie zatruta dymem. A jeżeli chodzi o moje osobiste zdanie, mogę tylko powiedzieć, że gdybyś mu pomogła, mógłby wstać i pójść zabić swoich sąsiadów. Jak mogłabym cię za to potępiać, Mona? Chociaż na twoim miejscu nie opowiadałabym o tym wszystkim. Ludzie… ludzie teraz się boją.
Brenna życzyła Monie jak najlepiej. Wiedziała, że ta kochała Icarusa. Więc chciała, żeby to wszystko trwało.
Ale czasem miała ochotę go kopnąć za to, jak ten posłuchał kiedyś ojca!
– Nie uciekł. Tak, to rzeczywiście dobry znak – powiedziała, kąciki ust drgnęły jej lekko, ale zaraz znów spoważniała, bo to dla Mony był poważny temat. Nie, to w ogóle był poważny temat. Co jeśli Prewett złamie jej serce po raz drugi? – Mogę tylko powiedzieć, że gdyby uciekł w takiej sytuacji, byłby niereformowalnym idiotą, ale niestety, dziewczynom czasem zdarza się zakochiwać w idiotach – stwierdziła z westchnieniem. – Skarbie, jeśli w ogóle go spłoszysz czymkolwiek, to znaczy, że nie jest ciebie wart. I to on powinien w tej chwili się starać, nie odwrotnie…
…po tym numerze sprzed lat.
Może powinna napisać do Icarusa, żeby nie był idiotą.
Ale naprawdę nie chciała namieszać w sytuacji.
– Tak, miałam okazję na nią wpaść. Urocza dziewczyna – przyznała, chociaż trzeba było przyznać, że zamiłowanie Mathildy do węża mogło trochę dziwić, i to mimo tego, że sama potrafiła zmieniać kształty i stawać się wężem.
Przesunęła dłonią po włosach Mony. Poprawiła kosmyk, chwytając go w uwięź spinki. To o czym mówiła nie było aż taką nowością, jak mogło się wydawać: Jonathan ledwo co o tym wspomniał. I Brennę dręczyła myśl…
…dlaczego przyszedł do Mony? Czy to mógł być ktoś, kto ją znał?
Niech umierają, pomyślała. Sama opatrzyła rany mężczyzny w takiej chwili. Ale czy zrobiłaby to znowu? Nie wiedziała.
– Cywil ma obowiązek udzielić pomocy w sytuacji, w której nie zagraża to jego niebezpieczeństwu. Udzielanie pomocy uzbrojonemu mordercy, bo nie dostajesz szat śmierciożercy na ładne oczy, i który w dodatku dopiero co podpalał Londyn, traktowałabym jako sytuację bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia, w której każdy o zdrowych zmysłach by uciekał. Zwłaszcza że nie jesteś medykiem i nie mogłaś wiedzieć, czy nie udaje – wyrecytowała. – Zakładam też, że sama byłaś zmęczona i pewnie zatruta dymem. A jeżeli chodzi o moje osobiste zdanie, mogę tylko powiedzieć, że gdybyś mu pomogła, mógłby wstać i pójść zabić swoich sąsiadów. Jak mogłabym cię za to potępiać, Mona? Chociaż na twoim miejscu nie opowiadałabym o tym wszystkim. Ludzie… ludzie teraz się boją.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.