23.03.2026, 15:34 ✶
– Nic mi nie jest – uspokoiła Notta, a potem po prostu naciągnęła szalik z powrotem na twarz, i po to, by ukryć obrażenia, i po to, by nie zwracać na siebie jakoś uwagi: bo samą bójkę to te parę osób dostrzegło i wydawali się rozczarowani, że walka nie potoczyła się dalej. Mogła go nie zdejmować, to pewnie bolałoby trochę mniej. Policzek bolał, warga piekła i podejrzewała, że jeśli jutro w pracy nie chciała zwracać uwagi i dostać wielu niewygodnych pytań, będzie musiała albo zamaskować te ślady umiejętnością Potterów, albo poprosić Basiliusa o wsparcie.
To pierwsze miało tę wadę, że nic nie wyleczy naprawdę i będzie bolało, a to drugie, że Prewett rzuci jej to spojrzenie, którego jak nic uczyli na ostatnim roku uzdrowicielstwa. Cedric też takie potrafił rzucać, więc pójście do niego byłoby równie problematyczne…
Zesztywniała trochę, kiedy Atreus praktycznie ją przesunął, prawie pewna, że zaraz będą bić się dalej, i to tym razem już totalnie we troje, bitwa do zapamiętania chyba przez cały Nokturn. Ale nie, nie próbował rozbić krzesła na głowie Theo: no cóż, na pewno cieszyła się, że tego nie zrobił, chociaż chyba nie wykazywała takiej wdzięczności, na jaką liczył.
– Hej, teleportuj się, proszę. Nie chodź sam po ulicach – rzuciła, gdy ten ruszał ku drzwiom, bo może i coś tam wypił, ale z tego co pamiętała, translokacja to był jego konik, a ulice Nokturnu… dla samotnej osoby nie doświadczonej w magii bojowej na pewno były niebezpieczne. Przez ułamek sekundy nawet miała odruch po prostu ruszenia za nim, ale ostatecznie tylko rozejrzała się po barze, stwierdziła, że ich „kontaktu” tu dalej nie ma, a nawet jak przyjdzie, to nie ma szans na spokojną rozmowę. Zwrócili na siebie uwagę.
Wysupłała z kieszeni dwie monety. Nie jakiś majątek, majątek mógłby zwracać uwagę i prowokować. Ot akurat tyle, by powiedzmy było za potłuczoną butelkę.
– Lepiej stąd spadajmy – powiedziała po prostu, bo jeśli nawet mieli rozmawiać, to raczej nie było dobre miejsce.
To pierwsze miało tę wadę, że nic nie wyleczy naprawdę i będzie bolało, a to drugie, że Prewett rzuci jej to spojrzenie, którego jak nic uczyli na ostatnim roku uzdrowicielstwa. Cedric też takie potrafił rzucać, więc pójście do niego byłoby równie problematyczne…
Zesztywniała trochę, kiedy Atreus praktycznie ją przesunął, prawie pewna, że zaraz będą bić się dalej, i to tym razem już totalnie we troje, bitwa do zapamiętania chyba przez cały Nokturn. Ale nie, nie próbował rozbić krzesła na głowie Theo: no cóż, na pewno cieszyła się, że tego nie zrobił, chociaż chyba nie wykazywała takiej wdzięczności, na jaką liczył.
– Hej, teleportuj się, proszę. Nie chodź sam po ulicach – rzuciła, gdy ten ruszał ku drzwiom, bo może i coś tam wypił, ale z tego co pamiętała, translokacja to był jego konik, a ulice Nokturnu… dla samotnej osoby nie doświadczonej w magii bojowej na pewno były niebezpieczne. Przez ułamek sekundy nawet miała odruch po prostu ruszenia za nim, ale ostatecznie tylko rozejrzała się po barze, stwierdziła, że ich „kontaktu” tu dalej nie ma, a nawet jak przyjdzie, to nie ma szans na spokojną rozmowę. Zwrócili na siebie uwagę.
Wysupłała z kieszeni dwie monety. Nie jakiś majątek, majątek mógłby zwracać uwagę i prowokować. Ot akurat tyle, by powiedzmy było za potłuczoną butelkę.
– Lepiej stąd spadajmy – powiedziała po prostu, bo jeśli nawet mieli rozmawiać, to raczej nie było dobre miejsce.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.