Czasem coś tak banalnego jak spacer wystarczyło, aby odsunąć od siebie myśli o tym, co było niewygodne, co wgryzało się bardzo głęboko. Niby nic wielkiego, ale jednak bardzo łatwo można było uznać to za normalność. Przywyknąć do tego, że tak wygląda ich życie, jakby byli całkiem zwyczajnymi ludźmi w zwyczajnym świecie. Można była zapomnieć o tym, że moment w czasie i przestrzeni, w którym żyli wcale nie należał do najprostszych. Miasto o tym przypominało, nie dało się nie zauważyć drobnych, jak i mniej drobnych śladów przypominających o minionych wydarzeniach, podczas których los znowu skrzyżował ze sobą ich drogi. Ludzie, którzy ich mijali wydawali się zachowywać jak dawniej, każdy się gdzieś spieszył, jakby miesiąc temu wcale nie doszło do wielkiej tragedii. Być może była w tym jakaś metoda, warto było skupiać się na tym, co było tu i teraz.
Nie było też niczym nowym, że nawet w takiej prostej rozmowie o braku zasad próbowała znaleźć swój punkt odniesienia, zawsze to robiła, rozkładała wszystko na czynniki pierwsze, analizowała. Nawet jeśli było to coś, czego nie powinno się robić, taka już była jej natura, aby nawet w chaosie szukać porządku. Nie powinno to być szczególnie zadziwiające, wiedziała, że Benjy jej to wybaczy, chociaż zupełnie nie zgadzało się to z jego światopoglądem. Naprawdę próbowała podejść do tego bardzo elastycznie, ale chyba nie do końca potrafiła.
Na zadane przez nią pytanie, skrócił dystans między nimi, i się zatrzymał, przez co ona przystanęła. Zadarła głowę wysoko do góry, aby na niego spojrzeć. Zupełnie ignorowali to, że nie byli tutaj sami, mijające ich osoby musiały się dostosować, trudno, nie wydawało jej się, aby ktoś pozwolił sobie ich zdeptać. Benjy nie był osobą z którą chciało się zadzierać, co do tego nie miała nawet odrobiny wątpliwości.
Zawsze chciała wiedzieć wszystko, co mogło być nieco niezdrowe, bo czasem bez tej wiedzy można było spać spokojniej, jednak uważała, że lepsze jest poznanie najbardziej drastycznej prawdy niż błogie pozostawanie w nieświadomości, właśnie dlatego postanowiła go zaczepić, chociaż nie spodziewała się, że uzyska jakąś bardzo drastyczną odpowiedź. Wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę, kiedy się odezwał starała się nie drgnąć, chociaż spodziewała się podobnej odpowiedzi. Teraz, kiedy wszystko już sobie wyjaśnili łatwo było jej uwierzyć w to, że faktycznie już bardzo dawno sporo się między nimi działo, chociaż starała się tego nie zauważać, bo tak było łatwiej.
- To musi być bardzo irytujące dla kogoś, kto lubuje się w chaosie. - Uśmiechnęła się, doskonale wiedziała, jak może się czuć, bo ona miała to samo. W jego przypadku była skłonna zaakceptować wszystko to, co u innych ją denerwowało, na co nie mogła przystać w żadnych innych okolicznościach. Przywykła do tego, że przy nim nie wszystko musi być tak idealne jakby tego chciała, a lubiła kiedy jej świat był rysowany niczym od linijki.
- Wydaje mi się, że teraz rozumiem. - Nie umknęło jej jego mrugnięcie, nie zdążyła się jednak odezwać bo ponownie ruszył przed siebie, a więc i ona musiała zacząć iść, żeby nie zostać w tyle, ani, żeby nie musiał jej za sobą ciągnąć.
Lubili sprawdzać swoje granice, zaczepiać się tak bardzo, aż któreś w końcu trafiło kontrolę. Z perspektywy czasu to było całkiem zabawne w jaki sposób się przy sobie zachowywali, niby byli dla siebie zupełnie obojętni, a było wręcz przeciwnie. Nie mogli przed tym uciec, tak się po prostu działo.
- Jeśli mamy być ze sobą szczerzy, to jest to moment, w którym powinnam się przyznać, że również miewałam podobne przemyślenia, chociaż w tamtej chwili starałam je sobie bardzo mocno wyperswadować. - Łatwo było jej wrócić do tamtego czasu w ich historii, w której obwiniała się o to, że w ogóle zastanawia się nad tym, jakby to było gdyby, bo wiedziała, że nie ma prawa do takich myśli. Były bardzo intensywne i niezdrowe, zwłaszcza, że większość czasu próbowali sobie dogryzać. Nie powinna była myśleć w ten sposób o swoim wrogu, a jednak zdarzało jej się to robić, zbyt często. Nie dało się ignorować tego przyciągania, które w końcu musiało znaleźć ujście.
- Skoro tak mówisz, to nie zamierzam z tym dyskutować, w końcu to Ty jesteś specjalistą, ja tylko próbuję zrozumieć jak działa ten mechanizm. - Nie miała zamiaru dalej tego analizować. Była w tym, co mówił jakaś prawda, której nie miała szansy dostrzec wcześniej. Skoro u niego działało to przez lata... to cóż chyba potwierdzało, to co mówił. To musiało mieć jakiś większy sens. Brak planu, brak ograniczeń, brak rozczarowań.
Nadal szli przed siebie, tak właściwie to nie miała pojęcia dokąd ich nogi poniosą, to nie było istotne, grunt, że mogli przemierzać uliczki Londynu razem, to było całkiem przyjemną rozrywką, którą naprawdę doceniała. Jeszcze kilka dni temu wcale nie mogła mieć pewności, że będą mieli szansę pozwolić sobie na coś tak normalnego jak wspólny spacer. Dopiero po naprawdę nieprzyjemnych doświadczeniach doceniało się takie chwile. Ścisnęła mocniej jego dłoń, jakby chciała się upewnić, że nadal są tutaj razem, nie przestała przy tym iść dalej.
- Wiesz, że w dużej mierze to zasługa towarzystwa, wystarczy mieć przy sobie odpowiednią osobę, a można zacząć inaczej patrzeć na świat, nieco modyfikować przyzwyczajenia. - Nie miała zamiaru umniejszać jego roli w tej całej nowej dla niej spontaniczności i improwizacji. Gdyby nie on, pewnie nadal jedyne o czym by myślała to kolejne tomiska ksiąg, które czekały, aż je przeczyta.
Wcześniej nie wspominał jej nic o tej całej pogadance z Corneliusem, powinna jednak założyć, że jakaś miała miejsce. Niestety dla niej otaczający ją mężczyźni zawsze mieli coś do powiedzenia na każdy temat, a że wszyscy się ze sobą przyjaźnili, to cóż - prosiło się o to, żeby wejść w jakąś konfrontację. Wiadomo, że faceci plotkowali więcej od kobiet, chociaż usilnie próbowali udowodnić, że było zupełnie inaczej.
- Być może trochę, no odrobinę je złamałam? - Zmarszczyła nos i zmrużyła oczy. Doskonale pamiętała tamtą noc, pamiętała złożona obietnicę, tyle, że sytuacja była dość mocno żywiołowa, więc nie do końca mogła mieć pewność, co jeszcze może się wydarzyć podczas tamtej nocy, a że działo się wiele, jej pomoc mogła się komuś przydać, to postanowiła jednak nie siedzieć w ministerstwie z założonymi rękoma, szczególnie, że mogła wesprzeć Corio w jego działaniach, raczej nie potrafiłaby tak po prostu siedzieć w kostnicy, kiedy wszyscy inni angażowali się w ratowanie ludzi. Dał jej wybór, pozwolił pójść ze sobą, dzięki czemu też czuła się względnie bezpieczna, bo wiedziała, że jej szef potrafił sobie radzić w najtrudniejszych sytuacjach.
- Przy Corneliusie byłam bezpieczna, może nawet bardziej niż w ministerstwie, zwłaszcza, że jeden z naszych w między czasie postanowił potraktować go zaklęciem, nigdy nie możesz być pewny z kim pracujesz, a akurat jemu ufam jak nikomu innemu, to wydawało się być bardziej właściwym posunięciem. - Ten argument wydawał jej się być całkiem logiczny, jasne nie powinno dochodzić do aktów agresji w ministerstwie, pożary miały go nie pochłonąć, nie zmieniało to jednak faktu, że wolała spędzić tę noc przy kimś komu faktycznie ufała. Wtedy wydawało jej się to rozsądne, nie postrzegała tego, jako złamania danego słowa, chociaż teraz widziała, że można było odebrać to w taki sposób.
- Pewnie tylko na to czekał, on zawsze widzi więcej, do tego potrafi doskonale ułożyć sytuację tak, żeby wyszło na jego, ale to wiesz, nie podłożyłbyś mu się, gdybyś nie miał na to ochoty. - Nie miała co do tego wątpliwości, bo przecież znali się jeszcze dłużej niż ona i Lestrange. Pomimo tego, że nie widywali się zbyt często w ostatnich latach, to pewnych rzeczy się nie zapominało. - Umie to robić, jak nikt inny, ma lata doświadczenia. - Potrafiła sobie nawet wyobrazić wyraz jego twarzy, kiedy próbował osiągnąć swój cel, na pewno się przy tym doskonale bawił.
- Nie wątpię, mam czasem wrażenie, że on czerpie przyjemność z udowadniania innym racji. - Do tego potrafił drążyć temat do wyczerpania, nie bał się zadawać bardzo konkretnych pytań, które prosiły się o jednoznaczne odpowiedzi. Miała szczęście, że nigdy nie maglował jej w podobny sposób, bo wiedziała, że bardzo łatwo by pękła. Na szczęście ona została oszczędzona tym razem, zresztą można było z niej sporo wyczytać po samym wyrazie twarzy i zachowaniu, nie łatwo było jej ukrywać to, że ten okres niepewności był dla niej dosyć trudny. Naprawdę łudziła się, że będzie w stanie udawać, że nic się nie stało w momencie, w którym nadejdzie koniec, było jednak zupełnie inaczej, rozsypała się na części i wcale nie próbowała tego ukrywać. To nie miało sensu.
Na szczęście udało im się dojść do tego, że to zawsze miało być coś więcej niż tylko chwilowe pojawienie się w swoich życiach, nie musieli już dłużej udawać, że byli sobie obojętni. Zostali małżeństwem, które właśnie spacerowało razem po Pokątnej, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, zaakceptowali to, co ich łączyło bez względu na możliwe konsekwencje, przyniosło jej to ogromny spokój, i poczucie, że w końcu wszystko jest na właściwym miejscu. Naprawdę była szczęśliwa mimo tego, że ich życie nie do końca miało być ułożone i przewidywalne, wiedziała na co się pisze i była zadowolona z takiego obrotu sprawy.
- Podejrzewam, że istniała szansa, że Ty staniesz się podwieczorkiem, to miłe, że stwierdzili, że wystarczy jak zostaniesz na obiedzie. - Wolała go sobie nie wyobrażać w tej chwili na jakichś bagnach między aligatorami, chociaż mogło to być całkiem zabawne, no na pewno w tym momencie, w przeszłości zdecydowanie mniej.
- Oczywiście, musiał być niepocieszony, że nie przyznałeś mu racji. Pewnie liczył na to, że usłyszy te słowa. - Kącik ust uniósł jej się w uśmiechu, bo wcale nie dziwiła ją postawa Benjy'ego. Oczywiście, że powiedział swojemu przyjacielpwi, że bredzi, nie przyznałby mu racji, trudno było się pogodzić z czymś, co mogło wydawać się bardzo odległe od typowych dla siebie zachowań. Corio naprawdę umiał trafiać w sedno, jak nikt inny, nie można było mu tego odmówić.
- Zgadzam się, zasłużyliśmy jak nikt inny. - Ich droga była bardzo wyboista, pełna różnych tragedii, w końcu wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku, szkoda byłoby z tego nie skorzystać. Zasługiwali na krótki odpoczynek, gdzieś daleko stąd, gdzie nie będą się musieli niczym przejmować. Nie miała nic przeciwko temu, aby zrobili to według jego zasad, to znaczy zasad bez zasad. To mogło być całkiem zabawne, najwyżej będzie nieodpowiednio przygotowana do podróży, ale przecież to też nie było nic wielkiego, jakoś sobie poradzi, mając Benjy'ego przy boku nie mogło być inaczej, akurat co do tego nie miała wątpliwości, on potrafił przecież poradzić sobie ze wszystkim.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control