23.03.2026, 20:37 ✶
Jego okrzyk wzbudził w niej w pierwszej chwili pewne pobłażliwe rozczarowanie. Uczucie to jednak szybko utonęło w odczuciu odrazy jaką wywołał obraz i zachowanie znajdującego się przed nią zwierzęcia. Jej twarz, utrzymując wyraz uprzejmej przygany, nie drgnęła nawet o milimetr, gdy krępy mężczyzna naruszył jej przestrzeń. Jedynie materiał jej koszuli napiął się gwałtownie pod ciężarem obcych, ozdobionych sygnetami palców. Ceolsige nie cofnęła się. Nie miała w zwyczaju łatwo ustępować lub umykać przed starciem. Zwłaszcza przed kimś, kogo obecność tutaj była równie pożądana, co fetor rozkładu w upalne popołudnie.
Powolnym, niemal leniwym ruchem, przeniosła wzrok z twarzy mężczyzny na jego dłoń zaciskającą się na jej ramieniu. Przez chwilę mierzyła to miejsce wzrokiem. Jej twarz nie zmieniła przy tym wyrazu, ale w spojrzeniu kryły się jej odczucia. Jakby oglądała szczególnie odrażający okaz rzadkiego, lecz pospolitego szkodnika. Dopiero gdy jej spojrzenie wróciło do jego oczu, w jej zielonych tęczówkach błysnęło coś ostrego, co rzadko wróżyło polubowne zakończenie transakcji.
— Mówisz do mnie w języku, którego nie mam zamiaru rozumieć, chociaż twoje intencje są aż nadto czytelne — powiedziała spokojnym, melodyjnym głosem, który w kontraście do jego krzyków brzmiał niemal nienaturalnie. - To elegancka koszula, więc zabierz te paluchy puki to spotkanie ma szanse zakończyć się w cywilizowany sposób. - Ostatecznie nie miało znaczenia co mówi. Chodziło głównie o podtrzymanie rozmowy i sprawienie wrażenia, że wie coś czego oni nie wiedzą. W międzyczasie ukradkiem spróbowała dostrzec potencjalnych świadków tego co mogłoby się tu wydarzyć.
Prawa dłoń, jakby od niechcenia, wsunęła się do głębokiej kieszeni spódnicy. Palce zacisnęły się na sztywnej, czternastocalowej różdżce z berberysu. Poczuła znajomy opór magicznego przedmiotu, który zdawał się niemal pulsować w odpowiedzi na jej irytację.
— Szukamy tej samej osoby, ty i ja — kontynuowała, nie zmieniając tonu, choć jej uwaga na ułamek sekundy powędrowała wyżej, ku krawędzi dachu. Wyglądała i oceniała potencjał. Ciężka dachówka, rynna, antena. Oceniałą na podstawie swojej znajomości śrub i kołków. Cokolwiek co nadałoby się do zrzucenia kawałka dachu prosto na głowę prymitywa. — Donna Anna zniknęła, a ja nie mam czasu na użeranie się z kimś, kto zamiast pytać, woli ujadać. Skoro tu jesteś to niestety muszę sprawdzić co podejrzewasz. - Jej ton głosu był miękki i opanowany. Mówiła jak ktoś kto jest przekonany, że obie strony mogą się porozumieć. A przynajmniej miała nadzieję, że wzrastające w niej odczucia wobec tych mętów nie przebijają się zbyt wyraźnie na powierzchnię.
Gdyby tylko nie było świadków.
Delikatny, niemal niezauważalny ruch nadgarstka ukrytego w fałdach materiału posłał krótkie, bezgłośne pchnięcie w stronę okapu. Ceolsige nie mrugnęła nawet, starając się sprowokować magią "nieszczęśliwy wypadek". Nie dbała przy tym o możliwie naturalny ruch pocisku. Interesowało ją możliwie brutalnie trafienie, pokładając zaufanie w mugolskiej ignorancji.
Rzucam na charyzmę ◉◉◉◉○: zachowuje zimną krew i staram się sprawiać wrażenie osoby, która nie szuka walki i jest tam gdzie powinna być starając się współpracować.
Przewagi: Kłamstwo I, Odwaga I
Zawady: Wysoka stawka I - wewnętrzna duma domaga się dania im nauczki
Rzucam na translokacja ◉◉○○○: staram się szarpnąć i oderwać możliwie luźno wyglądający fragment dachu (dachówka, rynna, antena) prosto w głowę mugolskiego prymitywa, który mnie trzyma. Nie przejmuje się przy tym nadmiernie naturalność tego ruchu dbając przede wszystkim o skuteczność uderzenia.
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II - wiele pułapek mocuje się do ścian lub zaczepia na uchwytach, które tyko nominalnie podtrzymują pułapkę
Powolnym, niemal leniwym ruchem, przeniosła wzrok z twarzy mężczyzny na jego dłoń zaciskającą się na jej ramieniu. Przez chwilę mierzyła to miejsce wzrokiem. Jej twarz nie zmieniła przy tym wyrazu, ale w spojrzeniu kryły się jej odczucia. Jakby oglądała szczególnie odrażający okaz rzadkiego, lecz pospolitego szkodnika. Dopiero gdy jej spojrzenie wróciło do jego oczu, w jej zielonych tęczówkach błysnęło coś ostrego, co rzadko wróżyło polubowne zakończenie transakcji.
— Mówisz do mnie w języku, którego nie mam zamiaru rozumieć, chociaż twoje intencje są aż nadto czytelne — powiedziała spokojnym, melodyjnym głosem, który w kontraście do jego krzyków brzmiał niemal nienaturalnie. - To elegancka koszula, więc zabierz te paluchy puki to spotkanie ma szanse zakończyć się w cywilizowany sposób. - Ostatecznie nie miało znaczenia co mówi. Chodziło głównie o podtrzymanie rozmowy i sprawienie wrażenia, że wie coś czego oni nie wiedzą. W międzyczasie ukradkiem spróbowała dostrzec potencjalnych świadków tego co mogłoby się tu wydarzyć.
Prawa dłoń, jakby od niechcenia, wsunęła się do głębokiej kieszeni spódnicy. Palce zacisnęły się na sztywnej, czternastocalowej różdżce z berberysu. Poczuła znajomy opór magicznego przedmiotu, który zdawał się niemal pulsować w odpowiedzi na jej irytację.
— Szukamy tej samej osoby, ty i ja — kontynuowała, nie zmieniając tonu, choć jej uwaga na ułamek sekundy powędrowała wyżej, ku krawędzi dachu. Wyglądała i oceniała potencjał. Ciężka dachówka, rynna, antena. Oceniałą na podstawie swojej znajomości śrub i kołków. Cokolwiek co nadałoby się do zrzucenia kawałka dachu prosto na głowę prymitywa. — Donna Anna zniknęła, a ja nie mam czasu na użeranie się z kimś, kto zamiast pytać, woli ujadać. Skoro tu jesteś to niestety muszę sprawdzić co podejrzewasz. - Jej ton głosu był miękki i opanowany. Mówiła jak ktoś kto jest przekonany, że obie strony mogą się porozumieć. A przynajmniej miała nadzieję, że wzrastające w niej odczucia wobec tych mętów nie przebijają się zbyt wyraźnie na powierzchnię.
Gdyby tylko nie było świadków.
Delikatny, niemal niezauważalny ruch nadgarstka ukrytego w fałdach materiału posłał krótkie, bezgłośne pchnięcie w stronę okapu. Ceolsige nie mrugnęła nawet, starając się sprowokować magią "nieszczęśliwy wypadek". Nie dbała przy tym o możliwie naturalny ruch pocisku. Interesowało ją możliwie brutalnie trafienie, pokładając zaufanie w mugolskiej ignorancji.
Rzucam na charyzmę ◉◉◉◉○: zachowuje zimną krew i staram się sprawiać wrażenie osoby, która nie szuka walki i jest tam gdzie powinna być starając się współpracować.
Przewagi: Kłamstwo I, Odwaga I
Zawady: Wysoka stawka I - wewnętrzna duma domaga się dania im nauczki
Rzut PO 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
Rzucam na translokacja ◉◉○○○: staram się szarpnąć i oderwać możliwie luźno wyglądający fragment dachu (dachówka, rynna, antena) prosto w głowę mugolskiego prymitywa, który mnie trzyma. Nie przejmuje się przy tym nadmiernie naturalność tego ruchu dbając przede wszystkim o skuteczność uderzenia.
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II - wiele pułapek mocuje się do ścian lub zaczepia na uchwytach, które tyko nominalnie podtrzymują pułapkę
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!