Skora do autentyczności i niezmiennie szczera w swoich słowach i działaniach, Loretta, była tym towarzystwem, które wprawiało Nikolaia Dolohova w nastrój nostalgicznej wręcz dominacji. Niczym jego własna, pewna siebie, aczkolwiek nie pozbawiona dziewczęcej skromności. Z tym charakterystycznym płomieniem w lśniących brązem orzecha tęczówkach, pozostawała receptą na udany wieczór.
Lubił, gdy sprawiała mu te drobne przyjemności, będąc świadomą jego zawad i upośledzeń. Zapatrzona w niego kochanka, przed którą nie musiał ukrywać swojej, ciemnej niczym otchłań wypełniona lepką smołą, duszy. Czasami miał wręcz wrażenie, że pragnęła kąpać się w tej trującej cieczy, podziwiając jak gęsta czerń spływa zwolna między jej palcami; nieprzejęta tym, że ślady po takiej zabawie mogą na niej pozostać na stałe. Wżarte w tkanki, palące toksycznym swądem, niczym nieuleczalna choroba zakaźna. Nikolai, jako osoba znacznie lepiej doświadczona przez życie, być może powinien przewidzieć, jak wpłynie na tę młodą, piękną istotę, która jeszcze nie zdążyła sprzedać całej swej duszy diabłu. Kimże jednak był, aby jej czegokolwiek zabraniać? Czyż nie czerpał przyjemności z obserwowania tego rozpalającego się ogniem pożądania w jej oczach? Tej duszy, która pod jego wpływem rozpadała się na kawałki? Trawienie resztek przyzwoitości Loretty było spektaklem, który rozgrywał z ogromną wręcz rozkoszą, jakby było posiłkiem dla całego zła, piętrzącego się w miejscu, w którym powinno znajdować się jego serce.
Być może to on był tym demonem, który pochłonie resztki światła z jej duszy? Pożre jej serce, a okute chłodem, puste ciało, przywłaszczy sobie na stałe. Jej słowa, jej postawa, jej cholerna pewność siebie, gdy zdradzała, że jest świadoma tego, z kim ma do czynienia, działały na umysł drapieżcy, niczym zanęta, obietnica, że wolno mu było wszystko.
Wargi wygiął niebezpieczny uśmiech, chwilę przed tym, jak Dolohov wziął w posiadanie usta panny Lestrange, a za ich pośrednictwem również omamił jej umysł. Czuł jak mięknie pod jego wpływem, poddaje się jego żądzy i, jakimś cudem, pragnie więcej. Była to zabawa, która miała nigdy go nie znużyć, karmiąc jego zepsuty umysł, sprawiając, że ciało przeszywało pragnienie, tak dobrze znane. Głód. Pożądanie. Obietnica spełnienia.
Odsunął się, poniekąd po to aby poczuć jak bardzo chciała aby tego nie robił. Jego jasne spojrzenie przesunęło po sylwetce Loretty, która wciąż dopalając papierosa, pozwalała nacieszyć się jego oczom tym, co przedstawiała w swojej pełnej krasie. Otoczona tańczącym światłem płomieni ognia, docierających zza jej pleców, wyglądała pięknie. W następnej chwili przyjął ją na kolana, chwytając jej biodra w swoje stanowcze dłonie. Pozwolił ująć swój podbródek w drobne palce, niczym okiełznana bestia - wciąż niebezpieczna, jednak przychylna działaniom filigranowej kobiety, która była na tyle odważna i skrajnie nierozsądna, aby się zbliżyć.
Gdy tylko zdecydowała się znów zniwelować dystans między nimi, Nikolai odpowiedział na jej pocałunek z intensywnością zdradzającą cały głód, który w nim rozbudziła. Stanowczym ruchem zacieśnił uścisk na jej biodrach i przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie. Jedna z jego dłoni, przesunęła się po plecach Loretty, zatrzymując się na jej karku, który niechybnie złapała w pełnym pragnienia uścisku. Druga zsunęła się z biodra na jej pośladek, chwytając go w objęcia palców. Gdy tym razem znów oderwał się od jej warg, zrobił to tylko po to, aby niemalże natychmiast wtopić się w zagłębienie szyi kobiety. Zuchwale, oczekując tego zachłannego łyka powietrza z jej strony, zdradzającego, że nawet jej oddech pozostawał w jego posiadaniu. Całując delikatną skórę, kciukiem dłoni, którą trzymał na jej karku, naparł na kąt jej żuchwy, zmuszając ją aby uniosła głowę ku górze, pozwalając mu w ten sposób rozgościć się ze swoim gorącym oddechem i głodnymi wargami dokładnie tam, gdzie sobie tego życzył.