23.03.2026, 23:10 ✶
Zatrzymałem się razem z nią, trochę siłą rzeczy, trochę dlatego, że i tak od samego początku naszego spaceru szedłem bardziej obok niej niż przed siebie. Spojrzałem na faceta, który o mało co się w nią nie wbił, odwzajemniwszy to jego spojrzenie zupełnie bez wysiłku i namysłu, zarejestrowałem go gdzieś na obrzeżach, instynktownie, jak wszystko, co mogło być potencjalnym problemem - wystarczyło, zaraz potem zniknął, rozmył się w tłumie i hałasie, zniknął z naszej osi świata równie szybko, jak się pojawił, najwidoczniej rewidując decyzję, kiedy dotarło do niego, na jaki typ pary spacerowiczów trafił. Parsknąłbym, gdyby nie to, że coś zupełnie innego siedziało mi w głowie, nie był wart nawet pół myśli.
- Patszę się, bo mogę. - Mruknąłem najpierw, odruchowo, trochę z przyzwyczajenia, trochę żeby kupić sobie te dwie, trzy sekundy więcej. - I nie mów, sze to dziwne, bo to akulat lobię dość legulalnie. - Przypomniałem, z cieniem uśmiechu, który bardziej czuć było w moim głosie niż widać na twarzy - nie zaprzeczyłem, nawet nie próbowałem tego robić, oboje wiedzieliśmy, że miała rację - patrzyłem się, i faktycznie… Rzeczywiście się zawiesiłem. Nie dlatego, że „coś było nie tak”, właśnie odwrotnie, wszystko było podejrzanie w porządku, a ja nie do końca wiedziałem, co z tym zrobić. Miałem zdecydowanie za dużo ciszy w głowie, jak na standardy dawnego mnie - tego sprzed kilkunastu tygodni - było aż za bardzo w porządku. Zerknąłem na nasze dłonie, splecione, a potem z powrotem na jej twarz, słońce znowu wyszło zza chmur i przez moment musiałem lekko zmrużyć oczy. Mieliłem wypowiedź w głowie, tylko tym razem nie było to nic, co dało się rzucić od ręki w formie żartu albo półzdania, próbowałem więc ułożyć zdanie tak, żeby brzmiało mniej… Jak ja. Niespecjalnie mi to wychodziło, chociaż to było absurdalnie zwyczajne - stać tak na środku ulicy i zastanawiać się nad czymś, co normalni ludzie pewnie załatwiają bez większej filozofii. - Podobno wolno. - Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka, jakbym próbował kupić sobie jeszcze sekundę. Na moment odwróciłem wzrok, przelotnie, na witrynę jednego ze sklepów, na szkło, złoto i kilkanaście pierścionków wyłożonych na ciemnym materiale - nie zatrzymałem się na nich długo, ale wystarczająco, żeby to było czytelne.
- Więc - odchrząknąłem lekko - zanim znowu zaczniesz analizowaś, czy zalas mi się coś nie odklei przy chodzeniu… - Westchnąłem cicho przez nos i przesunąłem kciukiem po jej dłoni, już nie tak zaczepnie jak wcześniej, tylko wolniej, bardziej… Przytomnie. - Pomyślałem o czymś i telas mnie to… Uwiela. - Zacząłem, krzywiąc się odrobinę, ale tym razem nie miało to nic wspólnego z bokiem. - Pomyślałem właśnie - podjąłem, trochę bardziej powoli niż zwykle, jednak tym razem nie dla celowej teatralności, tylko w zamyśleniu - sze to wszystko było… - Urwałem na moment, szukając słowa, które by nie brzmiało głupio. - Szybkie. - Krótki uśmiech przemknął mi przez twarz. - W sensie, nie naszekam. - Dodałem od razu, z lekką chrypką w głosie, chociaż to była oczywistość, której nie trzeba było tłumaczyć. - Laszej… Nadlabiam zaległości. Lobię bilans. Jak zwał, tak zwał. - Spojrzałem na jej rękę w mojej, na obrączkę, która była już czymś naturalnym, jakby była tam od zawsze, a nie od… No, wcale nie tak dawna. - I wiesz co? To jest tlochę szałosne. - Dodałem spokojnie, bez prób rozbrojenia tego żartem - Niewaszne, jak balso mam gdzieś konwenanse. Są szeszy, któle… - Ponownie urwałem na moment, szukając właściwego słowa, bez niepewności, raczej z namysłem. - Któle się po plostu lobi. Dla kogoś. Zwłaszcza dla własnej dlugiej połówki. - Ścisnąłem lekko jej dłoń, jakby to miało mi pomóc utrzymać się przy tym wątku, zamiast skręcić w coś lżejszego. - I nie chodzi nawet o to, sze ty tego potszebujesz. - Spojrzałem na nią uważniej. - Wiem, że nie. Masz to wszystko głęboko gdzieś, tak samo jak ja. - Kącik ust drgnął mi tym razem odrobinę wyżej. - Ale powinienem to wziąś pod uwagę tak czy inaczej. - Krótka cisza, zupełnie niepasująca do ruchliwej ulicy wokół, zapadła na moment. - Zachowałem się tak, jakbym zakładał, sze „i tak się obejdzie”. - Kciukiem znowu zahaczyłem o jej obrączkę, tym razem wolniej. - Więc - mruknąłem, unosząc lekko spojrzenie, już z tym cieniem znajomej przekory - powiedz mi… - Zatrzymałem na niej wzrok, uważnie, bez uciekania. - Na pewno nie chciałabyś pielścionka do kompletu? - Przechyliłem lekko głowę, przypatrując się jej reakcji uważniej niż wszystkiemu dookoła od dobrych kilku minut, przesunąłem spojrzeniem po twarzy Prue, zatrzymałem się na moment na jej oczach, potem niżej - na ustach, na znajomej linii szczęki, którą znałem już na pamięć, a i tak czasem łapałem się na tym, że przyglądałem się jej, jakbym widział ją pierwszy raz. Przesunąłem ciężar ciała, ignorując znajome ciągnięcie, tym razem świadomie.
- Patszę się, bo mogę. - Mruknąłem najpierw, odruchowo, trochę z przyzwyczajenia, trochę żeby kupić sobie te dwie, trzy sekundy więcej. - I nie mów, sze to dziwne, bo to akulat lobię dość legulalnie. - Przypomniałem, z cieniem uśmiechu, który bardziej czuć było w moim głosie niż widać na twarzy - nie zaprzeczyłem, nawet nie próbowałem tego robić, oboje wiedzieliśmy, że miała rację - patrzyłem się, i faktycznie… Rzeczywiście się zawiesiłem. Nie dlatego, że „coś było nie tak”, właśnie odwrotnie, wszystko było podejrzanie w porządku, a ja nie do końca wiedziałem, co z tym zrobić. Miałem zdecydowanie za dużo ciszy w głowie, jak na standardy dawnego mnie - tego sprzed kilkunastu tygodni - było aż za bardzo w porządku. Zerknąłem na nasze dłonie, splecione, a potem z powrotem na jej twarz, słońce znowu wyszło zza chmur i przez moment musiałem lekko zmrużyć oczy. Mieliłem wypowiedź w głowie, tylko tym razem nie było to nic, co dało się rzucić od ręki w formie żartu albo półzdania, próbowałem więc ułożyć zdanie tak, żeby brzmiało mniej… Jak ja. Niespecjalnie mi to wychodziło, chociaż to było absurdalnie zwyczajne - stać tak na środku ulicy i zastanawiać się nad czymś, co normalni ludzie pewnie załatwiają bez większej filozofii. - Podobno wolno. - Przesunąłem językiem po wewnętrznej stronie policzka, jakbym próbował kupić sobie jeszcze sekundę. Na moment odwróciłem wzrok, przelotnie, na witrynę jednego ze sklepów, na szkło, złoto i kilkanaście pierścionków wyłożonych na ciemnym materiale - nie zatrzymałem się na nich długo, ale wystarczająco, żeby to było czytelne.
- Więc - odchrząknąłem lekko - zanim znowu zaczniesz analizowaś, czy zalas mi się coś nie odklei przy chodzeniu… - Westchnąłem cicho przez nos i przesunąłem kciukiem po jej dłoni, już nie tak zaczepnie jak wcześniej, tylko wolniej, bardziej… Przytomnie. - Pomyślałem o czymś i telas mnie to… Uwiela. - Zacząłem, krzywiąc się odrobinę, ale tym razem nie miało to nic wspólnego z bokiem. - Pomyślałem właśnie - podjąłem, trochę bardziej powoli niż zwykle, jednak tym razem nie dla celowej teatralności, tylko w zamyśleniu - sze to wszystko było… - Urwałem na moment, szukając słowa, które by nie brzmiało głupio. - Szybkie. - Krótki uśmiech przemknął mi przez twarz. - W sensie, nie naszekam. - Dodałem od razu, z lekką chrypką w głosie, chociaż to była oczywistość, której nie trzeba było tłumaczyć. - Laszej… Nadlabiam zaległości. Lobię bilans. Jak zwał, tak zwał. - Spojrzałem na jej rękę w mojej, na obrączkę, która była już czymś naturalnym, jakby była tam od zawsze, a nie od… No, wcale nie tak dawna. - I wiesz co? To jest tlochę szałosne. - Dodałem spokojnie, bez prób rozbrojenia tego żartem - Niewaszne, jak balso mam gdzieś konwenanse. Są szeszy, któle… - Ponownie urwałem na moment, szukając właściwego słowa, bez niepewności, raczej z namysłem. - Któle się po plostu lobi. Dla kogoś. Zwłaszcza dla własnej dlugiej połówki. - Ścisnąłem lekko jej dłoń, jakby to miało mi pomóc utrzymać się przy tym wątku, zamiast skręcić w coś lżejszego. - I nie chodzi nawet o to, sze ty tego potszebujesz. - Spojrzałem na nią uważniej. - Wiem, że nie. Masz to wszystko głęboko gdzieś, tak samo jak ja. - Kącik ust drgnął mi tym razem odrobinę wyżej. - Ale powinienem to wziąś pod uwagę tak czy inaczej. - Krótka cisza, zupełnie niepasująca do ruchliwej ulicy wokół, zapadła na moment. - Zachowałem się tak, jakbym zakładał, sze „i tak się obejdzie”. - Kciukiem znowu zahaczyłem o jej obrączkę, tym razem wolniej. - Więc - mruknąłem, unosząc lekko spojrzenie, już z tym cieniem znajomej przekory - powiedz mi… - Zatrzymałem na niej wzrok, uważnie, bez uciekania. - Na pewno nie chciałabyś pielścionka do kompletu? - Przechyliłem lekko głowę, przypatrując się jej reakcji uważniej niż wszystkiemu dookoła od dobrych kilku minut, przesunąłem spojrzeniem po twarzy Prue, zatrzymałem się na moment na jej oczach, potem niżej - na ustach, na znajomej linii szczęki, którą znałem już na pamięć, a i tak czasem łapałem się na tym, że przyglądałem się jej, jakbym widział ją pierwszy raz. Przesunąłem ciężar ciała, ignorując znajome ciągnięcie, tym razem świadomie.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)