Miała się tak nie marszczyć – więc w odruchu zmarszczyła się jeszcze mocniej, odmawiając odzywania się więcej niż to absolutnie potrzebne. Wszystko dlatego, że mówienie wymagało wzięcia oddechu, a to wiązało się z wdychaniem tego powalającego wręcz smrodu, który musiał się już unosić nawet na piętro. A potem zamiast przewrócić oczami, albo kopnąć kuzyna za głupie gadanie, po prostu wbiła w niego zajebiście oceniające spojrzenie, gdy się tak produkował.
L'Odorre od Mademoiselle Smrodeur, na Merlina, chyba go Matka opuściła, albo uderzył się za mocno w głowę. Bo chyba gazy pierdzipuszka nie wywoływały efektu podobnego do naćpania jakimiś specyfikami tak zwanymi odlotowymi?
Kusiło zapytać, czy coś pił, ale nawet by nie poczuła przez ten „najnowszy krzyk mody”, niech go szlag.
A chwilę później jej zaklęcie ewidentnie zadziałało i to, Victoria była o tym przekonana, nawet mocniej niż normalnie powinno na człowieku. Uniosła w zaskoczeniu jedną brew, gdy Aidan pokrył się warstwą mydła i zaklęcie zaraz go… wyszorowało, choć bez efektów wizualnych w postaci wielkiej szczoty podobnej do szczotki do szufelek, jeżdżącej po jego ciele (ale jakiż to byłby widok…!) – i to tak dogłębnie, że reszta zdania Parkinsona utknęła w bańkach, jakie poleciały z jego ust.
I wtedy właśnie, na widok jego miny, czarnowłosa się rozpogodziła, czując, że już mu się przynajmniej trochę odpłaciła pięknym za nadobne. Ból głowy za ból głowy – równowarta wymiana, jak w alchemii. A dodatkowym bonusem było to, że ten obezwładniający smród zaczął się ulatniać. Znikać. I zastąpił go zapach różanego mydła, czy czegoś w tym rodzaju. Lestrange była z siebie bardziej niż zadowolona.
Victoria też odkaszlnęła i to bynajmniej nie dlatego, że miała w gardle mydło – brała syrop przepisany jej przez uzdrowicielkę przez co kaszlała więcej, żeby oczyścić płuca z pyłu, który w nich osiadł. A potem jeszcze odchrząknęła i uśmiechnęła się do Aidana.
– Od razu lepiej – stwierdziła, nieprzejęta niezadowoleniem kuzyna, a potem zupełnie niewinnie uniosła dłoń, żeby palcem przebić jedną z baniek, która uleciała z ust Aidana i leciała sobie w górę. Puf. – Dodać do tych róż jeszcze trochę piżma i kilka innych nut i byłoby idealnie. Ale teraz pachniesz jakbyś świeżo wyszedł z wanny, może być – a potem poklepała go po ramieniu. – No dobra, to co zrobiłeś małemu biednemu puszkowi, że tak cuchnąłeś? – tak, nie zaprosiła go na górę, bo i tak miała wrażenie, że będzie musiała zrobić dla Aidana jakiś specyfik, na wszelki wypadek, jakby to się powtórzyło.