24.03.2026, 18:09 ✶
- Plotki, które nie mogą nam zaszkodzić, puszczamy mimo uszu - nie spojrzał na nią. Czy jej ufał? Nie, nie ufał nikomu. Lecz czy to, co mówił, było nieprawdą? Również nie do końca. To, że na weselu Blacków doszło do kilku skandali, nie było tajemnicą i huczała swego czasu na ten temat cała magiczna socjeta. A że Lestrange mimo silnego powiązania z Blackami musieli pokazać, że są lepsi... To była tylko kwestia czasu, nim ten powód wypłynie. Rodolphus wzruszył ramionami. - Zresztą czy jeżeli coś jest w dużej części prawdą, to wciąż można nazwać to plotką?
Zapytał nieco filozoficznie, jednocześnie tymi słowami kończąc wywód na ten temat. Jako osoba z rodu wiedział doskonale, że nawet jeżeli plotki nie puści Astoria, to puści ją kto inny. A tego typu plotki nie zaszkodzą jego rodzinie. Uderzą w Blacków, do których młody Lestrange miał żal z dwóch powodów. Jednym z nich była Bellatrix, drugim: Perseusz.
- Dlatego nie lubię bali. Ciężko jest odróżnić prawdę od zbyt wybujałej wyobraźni - wyczuł delikatny gest i nie zaprotestował. Zdążył już poznać Astorię na tyle, by wiedzieć że była to kobieta ciekawska, wrażliwa na piękno. A co było piękniejsze i bardziej tajemnicze niż czarne róże w ogrodach Maida Vale? Podeszli bliżej ławki, przy której wyrosła czarna jak noc róża. - Niestety muszę cię rozczarować. Wiem niewiele więcej, niż inni. Róże pojawiły się nagle, tuż przed Spaloną Nocą. Nie zostały wysiane celowo, dostaliśmy ostrzeżenie od zarządczyni ogrodów, która należy do rodziny, że mamy trzymać się od nich z daleka.
Powiedział, ześlizgując wzrok na różę, której czarne płatki odbijały światło księżyca w kuszący sposób.
- Niedawno zapytałaś mnie, czy zawsze robię to, co należy. Jak myślisz: robię? - zapytał, chcąc spojrzeć na sylwetkę kobiety, lecz zamiast tego jego wzrok przykuła gra świateł na jeziorku. Rodolphus zmarszczył brwi. Wpatrywał się w jezioro z nieodgadnionym wyrazem twarzy, opuszczając dłonie wzdłuż tułowia. Astoria mogła odczytać to na wiele różnych sposobów: zaproszenie do zbadania róży, może nawet pozwolenie na zerwanie jej. I chociaż żadna z tych odpowiedzi nie była właściwa, to odczyt jego gestów zależał tylko od Avery. On sam zrobił krok w stronę jeziora i nachylił się lekko. Spokojna dotąd tafla wody zmąciła się nieznacznie, a jego oczom ukazała się babka Victorii, Primrose, Daphne i najmłodszej, Olivii. Była jednak młoda, bardzo młoda: unosiła doń, jakby w ostrzeżeniu. Rodolphus nabrał powietrza w płuca, a gdy spróbował się cofnąć: poczuł wilgoć na dłoni. Odruchowo spojrzał na rękę, lecz nic tam nie zobaczył. Gdy jego wzrok z powrotem osiadł na tafli jeziora, nie dostrzegł już postaci - a pojedynczy, czarny płatek, który zaraz się rozpadł. - Lepiej jej nie dotykaj.
Być może powiedział to za późno. Nie widział Astorii, odwrócił się więc w jej kierunku.
- Maida Vale skrywa okrutne tajemnice, których nie chcesz poznać
Zapytał nieco filozoficznie, jednocześnie tymi słowami kończąc wywód na ten temat. Jako osoba z rodu wiedział doskonale, że nawet jeżeli plotki nie puści Astoria, to puści ją kto inny. A tego typu plotki nie zaszkodzą jego rodzinie. Uderzą w Blacków, do których młody Lestrange miał żal z dwóch powodów. Jednym z nich była Bellatrix, drugim: Perseusz.
- Dlatego nie lubię bali. Ciężko jest odróżnić prawdę od zbyt wybujałej wyobraźni - wyczuł delikatny gest i nie zaprotestował. Zdążył już poznać Astorię na tyle, by wiedzieć że była to kobieta ciekawska, wrażliwa na piękno. A co było piękniejsze i bardziej tajemnicze niż czarne róże w ogrodach Maida Vale? Podeszli bliżej ławki, przy której wyrosła czarna jak noc róża. - Niestety muszę cię rozczarować. Wiem niewiele więcej, niż inni. Róże pojawiły się nagle, tuż przed Spaloną Nocą. Nie zostały wysiane celowo, dostaliśmy ostrzeżenie od zarządczyni ogrodów, która należy do rodziny, że mamy trzymać się od nich z daleka.
Powiedział, ześlizgując wzrok na różę, której czarne płatki odbijały światło księżyca w kuszący sposób.
- Niedawno zapytałaś mnie, czy zawsze robię to, co należy. Jak myślisz: robię? - zapytał, chcąc spojrzeć na sylwetkę kobiety, lecz zamiast tego jego wzrok przykuła gra świateł na jeziorku. Rodolphus zmarszczył brwi. Wpatrywał się w jezioro z nieodgadnionym wyrazem twarzy, opuszczając dłonie wzdłuż tułowia. Astoria mogła odczytać to na wiele różnych sposobów: zaproszenie do zbadania róży, może nawet pozwolenie na zerwanie jej. I chociaż żadna z tych odpowiedzi nie była właściwa, to odczyt jego gestów zależał tylko od Avery. On sam zrobił krok w stronę jeziora i nachylił się lekko. Spokojna dotąd tafla wody zmąciła się nieznacznie, a jego oczom ukazała się babka Victorii, Primrose, Daphne i najmłodszej, Olivii. Była jednak młoda, bardzo młoda: unosiła doń, jakby w ostrzeżeniu. Rodolphus nabrał powietrza w płuca, a gdy spróbował się cofnąć: poczuł wilgoć na dłoni. Odruchowo spojrzał na rękę, lecz nic tam nie zobaczył. Gdy jego wzrok z powrotem osiadł na tafli jeziora, nie dostrzegł już postaci - a pojedynczy, czarny płatek, który zaraz się rozpadł. - Lepiej jej nie dotykaj.
Być może powiedział to za późno. Nie widział Astorii, odwrócił się więc w jej kierunku.
- Maida Vale skrywa okrutne tajemnice, których nie chcesz poznać