24.03.2026, 19:33 ✶
Podstawowym problemem, jaki chodził po głowie Helloise, było:
— Dlaczego nie zjemy na dworze?
W oczekiwaniu na początek kolacji przysiadła na krześle obok matki i zadawała jej to pytanie trzeci raz, jakby nie potrafiła przyjąć odpowiedzi, która pozostawała cierpliwie niezmienna:
— Tak jest wygodniej dla wszystkich.
— Powinniśmy jeść na zewnątrz… póki się da. Zaraz zima. — Helloise wymamrotała wygłoszony już wcześniej argument, patrząc nieruchomo w oko smoczej płaskorzeźby.
Nic. Siedziała chwilę w milczeniu. Nie powtórzyła już więcej pytania, tylko westchnęła ciężko i wstała, żeby posnuć się pod ścianą ku oknom wyglądającym na jezioro. Czarownica patrzyła w niebo, między chmury, gdzie czasem można było dojrzeć skrzydlate cienie.
Była zmęczona. Nie spała w nocy, ponieważ wędrowała przez Dolinę, aby złożyć dary na zgliszczach domów. Palce wciąż miała wybarwione na czerwono od mikstury, w której rytualnie zanurzała ofiary; czerwone były również kwiaty wplecione w jej warkocz, czerwone były hafty na szerokich rękawach beżowej szaty i czerwone były piekące z niewyspania oczy, które co chwilę przecierała dłonią. Czuła się pusto. Tego w teorii oczekiwała, gdy szła do Kowenu — chciała się w świątecznej modlitwie odciąć od tego, jak intensywne były ostatnie dwa tygodnie. To oczyszczenie, którego doświadczała, było jednak nieprzyjemne i głuche, bo i nie wynikało z żadnego mistycznego religijnego uniesienia, a ze źle przesypianych nocy, nadużywania opium i strachu przed widmami. Helloise była po prostu śnięta, mimo że wierzyła, że jej stan to konieczna część procesu boskiego oczyszczenia. Wypatrywała już z nadzieją poranka następnego dnia, kiedy miała mocne postanowienie stanąć na nogi pokrzepiona wymodloną łaską.
Żałowała, że nie zjedzą na zewnątrz. Może później, kiedy główne dania znikną ze stołu i uroczysta kolacja przestanie być aż tak uroczysta.
Odwrócona tyłem do sali kobieta spróbowała wsłuchać się w tok którejś z prowadzonych za nią rozmów, skubiąc w zamyśleniu zębami strupek na wardze. Była ciekawa, o czym rozmawiają. Próbowała zgadnąć, kto mógł być w Londynie podczas Spalonej Nocy — po czarnej stronie barykady.
— Dlaczego nie zjemy na dworze?
W oczekiwaniu na początek kolacji przysiadła na krześle obok matki i zadawała jej to pytanie trzeci raz, jakby nie potrafiła przyjąć odpowiedzi, która pozostawała cierpliwie niezmienna:
— Tak jest wygodniej dla wszystkich.
— Powinniśmy jeść na zewnątrz… póki się da. Zaraz zima. — Helloise wymamrotała wygłoszony już wcześniej argument, patrząc nieruchomo w oko smoczej płaskorzeźby.
Nic. Siedziała chwilę w milczeniu. Nie powtórzyła już więcej pytania, tylko westchnęła ciężko i wstała, żeby posnuć się pod ścianą ku oknom wyglądającym na jezioro. Czarownica patrzyła w niebo, między chmury, gdzie czasem można było dojrzeć skrzydlate cienie.
Była zmęczona. Nie spała w nocy, ponieważ wędrowała przez Dolinę, aby złożyć dary na zgliszczach domów. Palce wciąż miała wybarwione na czerwono od mikstury, w której rytualnie zanurzała ofiary; czerwone były również kwiaty wplecione w jej warkocz, czerwone były hafty na szerokich rękawach beżowej szaty i czerwone były piekące z niewyspania oczy, które co chwilę przecierała dłonią. Czuła się pusto. Tego w teorii oczekiwała, gdy szła do Kowenu — chciała się w świątecznej modlitwie odciąć od tego, jak intensywne były ostatnie dwa tygodnie. To oczyszczenie, którego doświadczała, było jednak nieprzyjemne i głuche, bo i nie wynikało z żadnego mistycznego religijnego uniesienia, a ze źle przesypianych nocy, nadużywania opium i strachu przed widmami. Helloise była po prostu śnięta, mimo że wierzyła, że jej stan to konieczna część procesu boskiego oczyszczenia. Wypatrywała już z nadzieją poranka następnego dnia, kiedy miała mocne postanowienie stanąć na nogi pokrzepiona wymodloną łaską.
Żałowała, że nie zjedzą na zewnątrz. Może później, kiedy główne dania znikną ze stołu i uroczysta kolacja przestanie być aż tak uroczysta.
Odwrócona tyłem do sali kobieta spróbowała wsłuchać się w tok którejś z prowadzonych za nią rozmów, skubiąc w zamyśleniu zębami strupek na wardze. Była ciekawa, o czym rozmawiają. Próbowała zgadnąć, kto mógł być w Londynie podczas Spalonej Nocy — po czarnej stronie barykady.
dotknij trawy