24.03.2026, 22:44 ✶
Hannibal słuchał tyrady kumpla, ale w jego głowie już kłębiły się myśli.
Duch, który za życia nie był szczęśliwy nie może odejść w zaświaty…
Jak musiał się czuć taki duch? Najpierw beznadziejne życie, a potem jeszcze wieczność do dupy, w łazience, i to takiej byle jakiej. Poczuł nawet odrobinę współczucia dla Jęczącej Marty.
Też bym chyba rozpieprzył jakiś klop ze złości, jakby na mnie trafiło.
- Słuchaj, myślisz, że… że dałoby się ją uwolnić? Nawet, jeżeli nie w zaświaty, to może tak, żeby mogła sobie latać po Hogwarcie, jak inne duchy? - zastanowił się, kiedy byli już na korytarzu, z dala od groźnych spojrzeń i poirytowanych syknięć pani z biblioteki. Oczywiście to musiałby pewnie być ktoś dobry w… co właściwie? Obronę przed czarną magią? Egzorcyzmy?
Cóż, Hannibal nie był prymusem w żadnej z tych dziedzin.
- Dziwi mnie, że nikt nie próbował jej pomóc w ramach zamykania tej sprawy wtedy, przed laty… to znaczy, nie wiem, nikt z Ministerstwa? Albo ze szkoły? Myślisz, że dyrekcji nie przeszkadza, że jedna łazienka ciągle nie działa?
Im dłużej o tym myślał, tym bardziej był zaintrygowany całą sprawą. Czy to możliwe - jak to możliwe, że zamieciono pod dywan los (dość ostateczny) jednej z uczennic?
Sami nie wiedzieli, kiedy stanęli pod drzwiami niesławnej łazienki.
- Umm… mamy jakąś strategię? Znasz się na egzorcyzmach, jakby co? - zapytał Hannibal, póki co zatrzymując się na tyle daleko, żeby żaden przechodzący nauczyciel (ani przepływający duch, ani postać na obrazie) nie posądził ich o próbę wdarcia się do damskiej łazienki, chociaż po prawdzie, nie wiedział, co miałoby być w tym złego, skoro powszechnie wiadomo było, że wszyscy unikali używania tej łazienki zgodnie z przeznaczeniem. Dopiero uzyskawszy odpowiedź rozejrzał się wokoło, sprawdzając, czy nikt ich nie obserwuje i na paluszkach wszedł do środka.
Wnętrze wyglądało, jak… najzwyklejsza szkolna łazienka (czego się spodziewał?), odrobinę niepokojąco pusta poza godzinami przerw. Powierzchnia porcelanowych umywalek była sucha i szorstka w ten dziwny sposób, w jaki są suche i szorstkie dawno nie używane urządzenia w łazience. Zapach też był nieco inny, mniej w nim było środków czystości, intensywnie używanego kibelka i nastoletniego potu a więcej kurzu i czegoś dziwnego, czego Selwyn nie potrafił określić. W kątach parapetów i na lustrach leżał kurz. Jedno z luster było pęknięte w rogu, a cienka warstwa pokrywającego je kurz - przetarta, jakby rękawem. Przez matowe, nieprzejrzyste szyby okienne wpadało rozproszone, wiosenne słońce, zalewając pomieszczenie rozproszonym blaskiem. Drzwi do kabin toaletowych były uchylone, poza jedną.
Hannibal zerknął na Jessiego. Co teraz?