Wood słyszała już od Brenny że sabat może okazać się niebezpieczny. Nie otrzymała szczegółowych informacji, wiedziała jednak, że ma uważać i pozostawać czujna - nie miała z tym najmniejszeog problemu. Musiała zaangażować się mocno w pilnowanie porządku, w końcu na tym polegała jej praca. Wiedziała jednak, że chodzi też o coś więcej. Słyszała różne rzeczy, na temat działających organizacji, może niezbyt szczegółowe, ale wiedziała, że są tacy ludzie, którzy pilnują, aby bezbronnym nie stała się krzywda.
Przyleciała na Aleję Horyzontalną na miotle. Brenna poprosiła ją o to, cóż - idealnie trafiła, bo Heather nie wybierała innego środka transportu, o ile nie musiała. Nie wiedziała do czego jej potrzebowała jej partnerka i mentorka, jednak bez zbędnych pytań zjawiła się w miejscu spotkania. Jeśli chodzi o Brennę - to naprawdę jej ufała i wierzyła, że nie wzywałaby jej tutaj, gdyby faktycznie nie musiała.
- Dobre geny, to ważna sprawa. - Rzekła jeszcze do Longbottom. Sama Wood bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę, dzięki fortunie rodziców nie musiała się przejmować pieniędzmi, mało kto znajdował się w takim luksusowym położeniu.
Słuchała tego, co miała do powiedzenia Brenna. Rozjaśniło jej to sytuację, już wiedziała do czego jest jej potrzebna. Dlatego miała pojawić się tutaj z miotłą - bez problemu powinna sobie poradzić z transportem zakupów.
- Nie latasz? - Odparła nieco zdziwiona, miała wrażenie, że Brenna zna się na wszystkim, a tu takie zaskoczenie!
Przeniosła spojrzenie na Erika, słuchała uważnie tego, co mówił, starała się zapamiętać każdy szczegół. Nie chciała zrobić coś nie tak. - Jasne, czyli to Ty w tej rodzinie zaprzyjaźniłeś się z miotłą? - Musiało tak być, skoro on został wyznaczony do tego, aby przenieść ze sobą zakupy. - Tak w powietrzu może być ruch, ale dzięki temu łatwiej będzie zmieszać się z tłumem. - Widziała w tym również pozytywy, w końcu nikt nie zwróci na nich uwagi, jak będą lecieć z jakimiś rzeczami, bo większość czarodziejów robiła to samo. - Po pół, brzmi dobrze. - Longbottom miał rację w tym, że było to również bezpieczne rozwiązanie.
Heather nie wnikała w szczegóły zamówienia, nie interesowały jej. Miała to tylko dostarczyć na miejsce. Weszła więc do środka za rodzeństwem Longbottom i czekała, aż ci odbiorą to ważne zamówienie.