Bingo C3
Kontakt nie pojawił się. Normalnie Brenna może by nad tym wzdychała. Tego wieczora była z tego zadowolona. Gdyby się pojawił i zobaczył tę scenę bójki, to pewnie by się ulotnił i jeszcze narobił im kłopotów.
Ale oznaczało to, że możliwości zostały wyczerpane, i gdy szło o ten cały, podejrzany handel (podobno) czarnomagicznymi księgami pozostawało im iść na chama czyli do mugolskiej księgarni na Charing Cross, przez którą mogły być szmuglowane. Brenna poprawiła kaptur i szalik, nie tyle dlatego, że martwiła się rozpoznaniem: tu już nikt się raczej na nich nie rzuci, bo rozpozna funkcjonariusza. Po prostu mieli zgarnąć Victorię (w zamierzeniu przekazać jej informacje, których jednak nie było), i Brenna miała dziwne wrażenie, że na twarzy ma już wystarczająco piękną paletę barw, żeby Lestrange wykazała tym ponadprzeciętne zainteresowanie. Zwłaszcza że nie chodziło przecież o makijaż. Bolało, ale nie był to ból, którego nie mogłaby znieść i jak sądziła, kość policzkowa nie została złamana, co można było uznać za uśmiech losu, bo przy takich ciosach łatwo było o poważne obrażenia. Prawdopodobnie powinna być o to wściekła, ale po prawdzie liczyła się z tym, że oberwie, kiedy pomiędzy mężczyzn wpadła.
– Poważnie, akurat jak czekaliśmy na informatora? – spytała z jakąś rezygnacją, gdy już znajdowali się w pobliżu przejścia na niemagiczny Londyn. Nie żeby Nott był tutaj niewinny, bo sam szarpnął Atreusa, ale ten naprawdę bardzo ewidentnie do bójki dążył i sam zaczął wbijać szpilki. Nie żeby to było zaskoczenie, okoliczności jednak nie sprzyjały i chyba nie mogło chodzić tylko o jakiś półfinałowy mecz przegrany w roku 1965.
Odpowiedział jej śmiech.
Wyprostowała się gwałtownie, sięgając po różdżkę, bo znała już ten złośliwy chichot, i rzeczywiście, zza rogu wypadła widmowa sylwetka, która przemknęła pomiędzy nimi, zrzucając Brennie z głowy kaptur i mierzwiąc włosy Atreusa. Coś zalśniło w powietrzu, a poltergeist znikł. Brenna uniosła szybko dłoń i zmarszczyła brwi, bo to była dalej jej dłoń, żadnej zamiany ciał, żadnej zmiany płci.
– Ten drań lubi rzucać klątwy… często zmieniają… człowieka – powiedziała ostrożnie, niepewna, czy tym razem się im upiekło, czy poltergeist rzucił coś niezauważalnego na pierwszy rzut oka. Zsunęła nawet szalik, by dotknąć własnej twarzy, ale wydawało się, że to dalej jej twarz.
Kontakt nie pojawił się. Normalnie Brenna może by nad tym wzdychała. Tego wieczora była z tego zadowolona. Gdyby się pojawił i zobaczył tę scenę bójki, to pewnie by się ulotnił i jeszcze narobił im kłopotów.
Ale oznaczało to, że możliwości zostały wyczerpane, i gdy szło o ten cały, podejrzany handel (podobno) czarnomagicznymi księgami pozostawało im iść na chama czyli do mugolskiej księgarni na Charing Cross, przez którą mogły być szmuglowane. Brenna poprawiła kaptur i szalik, nie tyle dlatego, że martwiła się rozpoznaniem: tu już nikt się raczej na nich nie rzuci, bo rozpozna funkcjonariusza. Po prostu mieli zgarnąć Victorię (w zamierzeniu przekazać jej informacje, których jednak nie było), i Brenna miała dziwne wrażenie, że na twarzy ma już wystarczająco piękną paletę barw, żeby Lestrange wykazała tym ponadprzeciętne zainteresowanie. Zwłaszcza że nie chodziło przecież o makijaż. Bolało, ale nie był to ból, którego nie mogłaby znieść i jak sądziła, kość policzkowa nie została złamana, co można było uznać za uśmiech losu, bo przy takich ciosach łatwo było o poważne obrażenia. Prawdopodobnie powinna być o to wściekła, ale po prawdzie liczyła się z tym, że oberwie, kiedy pomiędzy mężczyzn wpadła.
– Poważnie, akurat jak czekaliśmy na informatora? – spytała z jakąś rezygnacją, gdy już znajdowali się w pobliżu przejścia na niemagiczny Londyn. Nie żeby Nott był tutaj niewinny, bo sam szarpnął Atreusa, ale ten naprawdę bardzo ewidentnie do bójki dążył i sam zaczął wbijać szpilki. Nie żeby to było zaskoczenie, okoliczności jednak nie sprzyjały i chyba nie mogło chodzić tylko o jakiś półfinałowy mecz przegrany w roku 1965.
Odpowiedział jej śmiech.
Wyprostowała się gwałtownie, sięgając po różdżkę, bo znała już ten złośliwy chichot, i rzeczywiście, zza rogu wypadła widmowa sylwetka, która przemknęła pomiędzy nimi, zrzucając Brennie z głowy kaptur i mierzwiąc włosy Atreusa. Coś zalśniło w powietrzu, a poltergeist znikł. Brenna uniosła szybko dłoń i zmarszczyła brwi, bo to była dalej jej dłoń, żadnej zamiany ciał, żadnej zmiany płci.
– Ten drań lubi rzucać klątwy… często zmieniają… człowieka – powiedziała ostrożnie, niepewna, czy tym razem się im upiekło, czy poltergeist rzucił coś niezauważalnego na pierwszy rzut oka. Zsunęła nawet szalik, by dotknąć własnej twarzy, ale wydawało się, że to dalej jej twarz.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.