26.03.2026, 08:07 ✶
To, co stało się z butelką upewniło Henryka, że nie warto w ogóle wchodzić w szlam. Poniekąd znajdowali się teraz w pułapce. Całe szczęście stwór nie zwracał na nich uwagi przez długi czas. Zainteresowała go za to świetlna kula, którą chłopak przywołał. Dało mu to trochę czasu, by przeszukać barek.
Przyjrzał się zdjęciu i dziwnemu dopiskowi. Pocieszało go, że napisano liścik po angielsku. Przynajmniej nie trzeba było gimnastykować się nad zrozumieniem włoskiego. Henry nie zdążył jednak dokładnie przyjrzeć się zdjęciu, bo zaraz do jego dróg oddechowych dotarł paskudny wprost swąd. Najgorzej, że drapał on w gardło. Nie mieli dużo czasu.
Spojrzał na Leviathana zdziwiony. Gadać? Z tym piekielnym, nieziemskim pomiotem? Z błotnistą górą szlamu? Potem jednak przypomniał sobie odciski stóp. Czyli to była jakaś klątwa? Nie chciał wnikać. Zamiast tego więc przytaknął.
Najpierw rzucił zaklęcie, by wspomóc Leviathana w tworzeniu bariery. Nie mógł mówić bez możliwości oddychania. Powietrze stawało się coraz gęstsze, jakby to dziwne stworzenie samo parowało. Uwalniany przezeń zapach był nie do wytrzymania.
Potem Henry wstał. Spojrzał na istotę w miejsce, gdzie powinny być oczy. Był dziennikarzem, do jasnej cholery. Choć nie sądził, że już na początku kariery będzie musiał przeprowadzić wywiad z błotnistym monstrum.
– Nazywam się Henry. Są ze mną moi przyjaciele, Leviathan i Basil – przedstawił ich. Wiedział, że dobrze było, jak napastnik utożsamiał twarze z imionami. Trudniej było wtedy zabijać. – Leviathan to magiprzyrodnik i medyk. Ja się u niego przyuczam. Możemy ci pomóc. Tylko w tym celu musisz się zmienić. Wiem, że może to być trudne. Ale pomożemy ci tylko, jeśli nam pozwoliisz.
Pierwszy rzut: Kształtowanie II, wspomagam zaklęcie Leviathana.
Drugi rzut: Charyzma II + przewaga rodowa Trust me bro, namawiam potwora, żeby się przemienił
Przyjrzał się zdjęciu i dziwnemu dopiskowi. Pocieszało go, że napisano liścik po angielsku. Przynajmniej nie trzeba było gimnastykować się nad zrozumieniem włoskiego. Henry nie zdążył jednak dokładnie przyjrzeć się zdjęciu, bo zaraz do jego dróg oddechowych dotarł paskudny wprost swąd. Najgorzej, że drapał on w gardło. Nie mieli dużo czasu.
Spojrzał na Leviathana zdziwiony. Gadać? Z tym piekielnym, nieziemskim pomiotem? Z błotnistą górą szlamu? Potem jednak przypomniał sobie odciski stóp. Czyli to była jakaś klątwa? Nie chciał wnikać. Zamiast tego więc przytaknął.
Najpierw rzucił zaklęcie, by wspomóc Leviathana w tworzeniu bariery. Nie mógł mówić bez możliwości oddychania. Powietrze stawało się coraz gęstsze, jakby to dziwne stworzenie samo parowało. Uwalniany przezeń zapach był nie do wytrzymania.
Potem Henry wstał. Spojrzał na istotę w miejsce, gdzie powinny być oczy. Był dziennikarzem, do jasnej cholery. Choć nie sądził, że już na początku kariery będzie musiał przeprowadzić wywiad z błotnistym monstrum.
– Nazywam się Henry. Są ze mną moi przyjaciele, Leviathan i Basil – przedstawił ich. Wiedział, że dobrze było, jak napastnik utożsamiał twarze z imionami. Trudniej było wtedy zabijać. – Leviathan to magiprzyrodnik i medyk. Ja się u niego przyuczam. Możemy ci pomóc. Tylko w tym celu musisz się zmienić. Wiem, że może to być trudne. Ale pomożemy ci tylko, jeśli nam pozwoliisz.
Pierwszy rzut: Kształtowanie II, wspomagam zaklęcie Leviathana.
Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Drugi rzut: Charyzma II + przewaga rodowa Trust me bro, namawiam potwora, żeby się przemienił
Rzut N 1d100 - 100
Krytyczny sukces!
Krytyczny sukces!