26.03.2026, 09:00 ✶
Spokój Henryka został niezbyt brutalnie, ale doszczętnie zmącony przez Hannibala, który postanowił przypomnieć sobie o koledze. Możliwe, że gdyby tego nie zrobił, Lockhart taplałby się w wannie jeszcze przez godzinę. Chętnie by to robił. Chociaż w sumie pozostało mu kilka rozrywek na ten wieczór. Drink z palemką, potem kolacja i na niej kolejny. Rzeczywiście nie mógł przesiadywać tu przez wieczność. Nawet jeśli bardzo by chciał.
– Tak! Już wychodzę! – rzucił i z cierpiętniczym westchnięciem podniósł się z pozycji, w której leżał przez ostatnią godzinę.
Na szczęście powietrze w łazience tak zaparowało, że niemal wcale nie zmarzł, gdy wynurzył się z wody. Sięgnął po hotelowy ręcznik, mięciutki i świeżo wyprany. Przez chwilę bił się z myślą, by go sobie nie wziąć do Londynu, ale jednak nie były to mydełka w maleńkich tubkach, które dawał im hotel (je Henio oczywiście zamierzał zabrać). Kiedy natomiast się wytarł, opatulił się sięgającym niemal do ziemi szlafrokiem, jeszcze miększym niż ręcznik. Zawiązał ściśle pasek, rozczesał mokre włosy grzebieniem, nałożył klapki, wypuścił z wanny wodę i wreszcie wyszedł z łazienki.
Zobaczył, że Hannibal odrobinę się zirytował czekaniem. Henry jednak, co dziwne, nie poczuł wyrzutów sumienia. Bogate dzieciaki codziennie mogły zażywać takich kąpieli. Dla niego natomiast był to zasłużony odpoczynek.
– Oj, nie denerwuj się na mnie – poklepał kolegę po ramieniu. – Nie ma w życiu wielu okazji, by się wykąpać w takiej wannie. Wiesz, że można zabarwić tam sobie wodę? Na niebiesko, na różowo, na fioletowo... Te zapachy też są bajeczne. Jeśli kiedyś zaczną mi lepiej płacić, kupię sobie takie mydło. Cytrusowe z wonią morza. Ciekawe czy Potterowie coś takiego produkują?
Zwykle niezbyt rozgadany Henio teraz gadał... o niczym właściwie. O niczym ważnym. Stres opuścił jednak jego ciało, a tym samym umysł.
– Tak! Już wychodzę! – rzucił i z cierpiętniczym westchnięciem podniósł się z pozycji, w której leżał przez ostatnią godzinę.
Na szczęście powietrze w łazience tak zaparowało, że niemal wcale nie zmarzł, gdy wynurzył się z wody. Sięgnął po hotelowy ręcznik, mięciutki i świeżo wyprany. Przez chwilę bił się z myślą, by go sobie nie wziąć do Londynu, ale jednak nie były to mydełka w maleńkich tubkach, które dawał im hotel (je Henio oczywiście zamierzał zabrać). Kiedy natomiast się wytarł, opatulił się sięgającym niemal do ziemi szlafrokiem, jeszcze miększym niż ręcznik. Zawiązał ściśle pasek, rozczesał mokre włosy grzebieniem, nałożył klapki, wypuścił z wanny wodę i wreszcie wyszedł z łazienki.
Zobaczył, że Hannibal odrobinę się zirytował czekaniem. Henry jednak, co dziwne, nie poczuł wyrzutów sumienia. Bogate dzieciaki codziennie mogły zażywać takich kąpieli. Dla niego natomiast był to zasłużony odpoczynek.
– Oj, nie denerwuj się na mnie – poklepał kolegę po ramieniu. – Nie ma w życiu wielu okazji, by się wykąpać w takiej wannie. Wiesz, że można zabarwić tam sobie wodę? Na niebiesko, na różowo, na fioletowo... Te zapachy też są bajeczne. Jeśli kiedyś zaczną mi lepiej płacić, kupię sobie takie mydło. Cytrusowe z wonią morza. Ciekawe czy Potterowie coś takiego produkują?
Zwykle niezbyt rozgadany Henio teraz gadał... o niczym właściwie. O niczym ważnym. Stres opuścił jednak jego ciało, a tym samym umysł.