13.03.2023, 17:30 ✶
Nie wierzyła własnemu szczęściu, gdy w trakcie gry zorientowała się, że bez najmniejszych problemów udało jej się pokonać przeciwnika w tej przeklętej grze, która nieraz napsuła jej nerwów. Zerknęła z niedowierzaniem to na gargulki, to na swojego przeciwnika - on również powątpiewał w prawdziwość tego wyniku.
- Widziałeś?! - Posłała krótkie spojrzenie swojemu towarzyszowi, upewniając się, że dokładnie wszystko obserwował. Jej głos był pełen ekscytacji, zupełnie jakby wygrała miliony albo termomix. - Jesteśmy niepokonani! - dodała, wyciągając dłoń w kierunku blondyna, żeby zwycięstwo uczcić przybiciem piątki. Zwieńczeniem wygranej miało być rozdanie kotylionów i to przez samą Sarę. Dani zachowywała się odpowiednio poważnie do tego wydarzenia, choć szeroki uśmiech zdawał się nie schodzić z jej twarzy.
- My... - nie jesteśmy parą chciała dodać jakby odruchowo, prostując domysły blondynki. Tym razem postanowiła ugryźć się w język i nie psuć atmosfery zwycięstwa najfajniejszego duetu z całego Beltane. Zamiast tego posłała uroczej blondynce jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów. - Dziękujemy! To ogromny zaszczyt, móc nosić te kotyliony. Prawda, Sami? - zerknęła z zadowoleniem na swojego towarzysza. Gdyby tylko wcześniej wiedziała, że obecność przynosi jej szczęście, na pewno nie raz by z tego skorzystała.
- Ja się skuszę na jedną filiżankę. To co, toast za zwycięstwo? - gdy tylko Sara podała jej napełnioną filiżankę, uniosła ją w geście toastu, by po chwili upić kilka łyków. Wtedy też do stoiska Sary podeszła inna para - Dani szybko rozpoznała swojego znajomego.
- Gio! - pomachała w jego kierunku. Dobry humor zdawał się jej nie opuszczać. - Wygraliśmy! Nie, żebym podpuszczała, ale nie dacie rady być lepszymi od nas. Sammy to chodzący amulet szczęścia. - szturchnęła lekko w bok swojego kolegę.
!herbata korzenna
!opowiesc
- Widziałeś?! - Posłała krótkie spojrzenie swojemu towarzyszowi, upewniając się, że dokładnie wszystko obserwował. Jej głos był pełen ekscytacji, zupełnie jakby wygrała miliony albo termomix. - Jesteśmy niepokonani! - dodała, wyciągając dłoń w kierunku blondyna, żeby zwycięstwo uczcić przybiciem piątki. Zwieńczeniem wygranej miało być rozdanie kotylionów i to przez samą Sarę. Dani zachowywała się odpowiednio poważnie do tego wydarzenia, choć szeroki uśmiech zdawał się nie schodzić z jej twarzy.
- My... - nie jesteśmy parą chciała dodać jakby odruchowo, prostując domysły blondynki. Tym razem postanowiła ugryźć się w język i nie psuć atmosfery zwycięstwa najfajniejszego duetu z całego Beltane. Zamiast tego posłała uroczej blondynce jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów. - Dziękujemy! To ogromny zaszczyt, móc nosić te kotyliony. Prawda, Sami? - zerknęła z zadowoleniem na swojego towarzysza. Gdyby tylko wcześniej wiedziała, że obecność przynosi jej szczęście, na pewno nie raz by z tego skorzystała.
- Ja się skuszę na jedną filiżankę. To co, toast za zwycięstwo? - gdy tylko Sara podała jej napełnioną filiżankę, uniosła ją w geście toastu, by po chwili upić kilka łyków. Wtedy też do stoiska Sary podeszła inna para - Dani szybko rozpoznała swojego znajomego.
- Gio! - pomachała w jego kierunku. Dobry humor zdawał się jej nie opuszczać. - Wygraliśmy! Nie, żebym podpuszczała, ale nie dacie rady być lepszymi od nas. Sammy to chodzący amulet szczęścia. - szturchnęła lekko w bok swojego kolegę.
!herbata korzenna
!opowiesc