Do niektórych miejsc trzeba było się dostosować, zrozumieć je. Nokturn był jednym z nich. Warto było jednak poświęcić nieco czasu, aby poznać jego możliwości, szczególnie kiedy miało się dość jasno sprecyzowane zainteresowania. Pokątna przyjmowała wszystkich, wystarczyło sypnąć groszem, a można było tam kupić to, co mieniło się na witrynach sklepików. Nokturn wymagał czegoś więcej, odpowiedniego podejścia, czy dobrze trafionej oferty, nie wszystko można było tu kupić za gotówkę, to było bardzo interesujące w tym miejscu. Trzeba było nieco się nagimnastykować, aby dostać to, czego się chciało, wyjść z odpowiednią propozycją, która nie zawsze wiązała się tylko i wyłącznie z zawartością sakiewki. Czasem trzeba było trochę pokombinować, ale gra była warta świeczki, bo czarodzieje, którzy wybrali to miejsce do prowadzenia swoich przybytków posiadali zasoby, jakich nie można było znaleźć nigdzie indziej, trzeba było tylko odrobinę się postarać, aby znaleźli chęć podzielenia się tym, co mogli zaoferować. Nikt nie wypytywał, nie spoglądał krzywo, kiedy padały pytania o przedmioty, którymi nie powinni interesować się czarodzieje. Nikogo nie obchodziło to, co zamierzało się z tym zrobić.
Nie istniała tu potrzeba tłumaczenia się, czy strach przed tym, że ktoś mógłby dowiedzieć się czegoś, czego nie powinien. Każdy miał swoje sekrety, tajemnice, co wiązało się z tym, że nie próbował dociekać tego, jak wyglądało to u innych. Być może właśnie dzięki temu czuła się tutaj dobrze, nikt jej nie oceniał, nie oczekiwał odpowiedzi, mogła interesować się wszystkim i niczym, nikogo to nie obchodziło. Do tego można było tu znaleźć specjalistów od każdej dziedziny, nie teoretyków, raczej tych, którzy na co dzień musieli sobie radzić z różnymi odłamami magii, a to od takich osób można było nauczyć się najwięcej. Usługa za usługę, uważała to za całkiem niezły sposób negocjacji, wystarczyło tylko mieć coś do zaoferowania, na szczęście nigdy nie miała z tym problemu.
- Kilka? - Powtórzyła za nim, nie odrywając nadal od mężczyzny swojego spojrzenia. To brzmiało jak zachęta do tego, żeby odwiedzić każde z nich, skoro uważał, że były fajniejsze od tego miejsca... to pewnie tak było. - Zabierz mnie chociaż w jedno z nich, będę miała jakieś porównanie. - Chętnie by to sprawdziła, w dalekiej lub mniej dalekiej przyszłości. - Fakt, uroku też mu nie można odmówić. - Nie wydawało jej się, aby sporo osób by się z nimi zgodziło, jednak jej zdaniem mało kto był w stanie naprawdę docenić to otoczenie. Nokturn był surowy, nikt usilnie nie próbował kolorować tego miejsca, ubarwiać go, udawać, że coś było inne niż naprawdę. Można było wiedzieć, czego się po nim spodziewać, czyli tak właściwie, że można się było spodziewać dosłownie wszystkiego.
- Nawet nie musiałam jakoś specjalnie się starać. - Dodała, bo faktycznie uważała, że ludzie o jego profesji robili naprawdę wspaniałą robotę dostarczając tutaj te wszystkie skarby. - Tak właściwie to nigdy nie masz pewności, że towar trafi w odpowiednie ręce, z drugiej strony kto właściwie ma prawo oceniać to, czy były odpowiednie. - Podzieliła się jeszcze tym, co przeszło jej przez myśl. Wiadomo, że niektórzy ludzie korzystali z tego, co zostało sprowadzone po to, aby czynić zło, nie bez powodu kręcili się tu w większości czarnoksiężnicy, ale jakby się dłużej na tym zastanowiła to sama mogła zostać uznana za jednego z nich, nie wypadało więc oceniać, intencje były różne, każdy miał swoją moralność.
Nie wiedziała, czy uzna jej pomysł za dobry, ale postanowiła się nim podzielić. Dość szybko padła liczba, powinna się spodziewać tego, że nie będzie się nad tym zastanawiał, tylko niemalże od razu wyrzuci ją z siebie. Mogli więc ponownie ruszyć się z miejsca. Nie mieli konkretnego celu, pomysł, który padł nie miał żadnych konkretnych założeń, więc mogli wejść dosłownie wszędzie, co doskonale wpasowywało się w tę jej zabawę. - Dziewięć brzmi dobrze. - Powiedziałaby tak samo zapewne o każdej liczbie, ale mniejsza o to. Szła przed siebie, nadal trzymając go za dłoń. - Raz. - Odliczyła, kiedy minęli drzwi niewielkiego sklepiku, który znajdował się zaledwie po kilku krokach. Następnie szła dalej, kolejne drzwi - kolejna liczba. Każdą z nich mówiła w głos, gdy mijali kolejne sklepiki, mniejsze, lub większe, powoli zbliżali się do celu ich wędrówki, chociaż póki co sama nie wiedziała, co nim będzie. Nie, żeby się tym jakoś szczególnie przejmowała, wiedziała, że gdzie by nie weszli tam na pewno uda im się znaleźć coś ciekawego.
- Dziewięć. - Przystanęła, kiedy znaleźli się przed czymś co było zbiorem stoisk znajdujących się przy niewielkiej uliczce. - Niby to nie ma drzwi do tego miejsca, ale wydaje mi się, że powinniśmy wziąć je pod uwagę. - W końcu można było je uznać za coś na kształt sklepu, zresztą dawało więcej możliwości, bo było pełne różnych czarodziejów, co mogło spowodować, że ich zakupy będą ciekawsze.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control