Nie był do końca przekonany, czy to dobry pomysł, aby wracać w rodzinne strony. Przy tej kolacji jednak kuzyn pokazał mu coś, co widocznie miało być symbolem pojednania. Tylko, czy za taki gest można uznać ofiarowanie obrazu zmarłego ojca? Francisa Mulcibera?
"Będziesz przygotowany następnym razem…" – usłyszał od babki. Przy czym wzrok przeniósł na nią. Więcej okazji do spotkań rodzinnych? Zamiast do kamienicy, kierować się tutaj. Do Mulciber Manor? Na taką zmianę nie był gotowy. Nie teraz, kiedy rany straty bliskiej mu osoby były świeże. Będzie wracał, ale tylko żeby odwiedzić grób brata.
Scarlett. Na niej widocznie zależało babce. Westchnął, chowając ręce do kieszeni spodni. Wzrokiem podążając gdzieś w dal pomieszczenia.
- Rozmawiałem z nią na ten temat parę razy. Nie ukrywam, że bezpieczniejsza byłaby w Szkocji z Sophie lub ze mną w Norwegii. Scarlett chce tutaj zostać. Nie będę jej usilnie przekonywał do zmiany zdania, jeżeli obiecasz mi zapewnienie jej tutaj bezpieczeństwa, pod moją nieobecność. A także…Spojrzał poważniej na babkę.
- Znikomego kontaktu z Lorien. Nie chcę, aby miała jakikolwiek wpływ na moją córkę.
Dodał, nie ukrywając przy tym, jak bardzo nie podobała mu się obecność szwagierki w tym domu. Jak bardzo nie podobało mu się to, że mogłyby mieć ze sobą częstszy kontakt. Zarzucił kompromis. Los jego dzieci nie był mu obojętny. Zwłaszcza, że jeszcze żadne z nich nie zostało oddane małżeństwu.
Selina Mulciber. Widział ją przy stole i słyszał. Była z nimi ciałem, ale nie duchem i umysłem. Wyłączona z rozmów, zajmująca się sobą. Cygańskie korzenie zatruły ich główną gałąź dziedziców. Tyle ile odpowiedziała mu babka, wpatrując się wraz z nią w obraz Seliny, wystarczało mu wiedzieć, w jakim jest stanie. Choroby umysłowe, były o dziwo jakby, dziedziczne w ich rodzie.
- Rozumiem. Tyle wystarczy mi wiedzieć.Odpowiedział, nie ciągnąc dalej tego tematu. Nie był wart dalszego rozmyślania i dyskutowania nad chorobą kobiety. Richard pamiętał co podobnego działo się z jego matką. Lecz niezbyt do końca, gdyż Ethel zmarła, kiedy z Robertem byli jeszcze w Hogwarcie.
Charlotte. Wrażliwe dziewczę, które być może inaczej wyobrażało sobie tę dzisiejszą kolację.
- Na tyle dobrze, ile sama mi o sobie mówi i o problemach.
Nie kłamał. Mógł nie wszystko wiedzieć o jednej z najmłodszych kuzynek w ich rodzie. Pomagał jej, kiedy tego potrzebowała. Doglądał jej samodzielnego rozwoju biznesu, kiedy Robert nie mógł.
- Potrzebujesz coś wiedzieć na jej temat?
Zapytał, zakładając, że z jakiegoś powodu babka nie pytała by go o nią bez powodu.