26.03.2026, 22:57 ✶
Jonathan był przekonany, że nie potrzebował już do wyleczenia swoich urazów niczego więcej. Bo czego mógłby tak naprawdę potrzebować kiedy dotyk Anthony'ego skutecznie sprawiał, że zapominał o jakimkolwiek dyskomforcie chyba że tym o który sam by poprosił.
Chwilę wcześniej Anthony się go spytał, czy był cały. I tak. Teraz gdy był z nim zdecydowanie czuł się cały na tak wiele różnych sposobów z czego każdy jeden z nich wynikał faktu, że byli właśnie razem. Cały i szczęśliwy. Cały i zakochany. Cały i pełny uwielbienia wobec świata, bo miłość jego życia okazała się również miłością jak z jego marzeń.
– Nie musisz mi się tłumaczyć mój drogi – powiedział zeskakując ze stołu na wciąż miękkie nogi. Narzucił na siebie czarny szlafrok. – Doceniam, że wreszcie wzorem prawdziwego dżentelmena najpierw mnie rozebrałeś, a dopiero później planujesz wziąć na kolację – powiedział rozbawiony całując drugiego czarodzieja w policzek. Potem jednak zmarszczył brwi.
– Wszystko w porządku? – spytał, odgarniając z czoła Tony'ego kosmyki włosów, które zawędrowały tam w wyniku ich sesji niekonwencjonalne medycyny przeciwbólowej. – Wyglądasz na zmęczonego. Jeśli chcesz to możemy tutaj zostać. Dla mnie to nie problem.
Udali się do sypialni, a Jonathan zgodnie z sugestiś swojego uzdrowiciela, położył się na brzuchu, pozwalając, aby sprawne dłonie ukochanego nałożyły maść na posiniaczone ramiona. Przez chwilę jakiś chochlik w umyśle Selwyna podpuszczał go, aby opowiadać więcej o swoim męstwie, czy też wspomnieć, że czyjś były dał się złapać w pułapkę w przeciwieństwie do niego, ale w tym momencie Anthony poruszył inny temat.
– Mów proszę – odpowiedział niemal od razu, ignorując to jak jego mięśnie chwilowo się napięły w reakcji na to pytanie.
Chwilę wcześniej Anthony się go spytał, czy był cały. I tak. Teraz gdy był z nim zdecydowanie czuł się cały na tak wiele różnych sposobów z czego każdy jeden z nich wynikał faktu, że byli właśnie razem. Cały i szczęśliwy. Cały i zakochany. Cały i pełny uwielbienia wobec świata, bo miłość jego życia okazała się również miłością jak z jego marzeń.
– Nie musisz mi się tłumaczyć mój drogi – powiedział zeskakując ze stołu na wciąż miękkie nogi. Narzucił na siebie czarny szlafrok. – Doceniam, że wreszcie wzorem prawdziwego dżentelmena najpierw mnie rozebrałeś, a dopiero później planujesz wziąć na kolację – powiedział rozbawiony całując drugiego czarodzieja w policzek. Potem jednak zmarszczył brwi.
– Wszystko w porządku? – spytał, odgarniając z czoła Tony'ego kosmyki włosów, które zawędrowały tam w wyniku ich sesji niekonwencjonalne medycyny przeciwbólowej. – Wyglądasz na zmęczonego. Jeśli chcesz to możemy tutaj zostać. Dla mnie to nie problem.
Udali się do sypialni, a Jonathan zgodnie z sugestiś swojego uzdrowiciela, położył się na brzuchu, pozwalając, aby sprawne dłonie ukochanego nałożyły maść na posiniaczone ramiona. Przez chwilę jakiś chochlik w umyśle Selwyna podpuszczał go, aby opowiadać więcej o swoim męstwie, czy też wspomnieć, że czyjś były dał się złapać w pułapkę w przeciwieństwie do niego, ale w tym momencie Anthony poruszył inny temat.
– Mów proszę – odpowiedział niemal od razu, ignorując to jak jego mięśnie chwilowo się napięły w reakcji na to pytanie.