Był taki jeden konkretny moment w życiu Victorii Lestrange, który sprawił, że zaczęła sabaty i ogólnie kwestię wiary traktować bardziej na poważnie – Beltane. Zobaczyła, doświadczyła i uwierzyła, smakując to wszystkimi dostępnymi jej zmysłami. Nie zamierzała nikogo przekonywać do swoich wizji, udowadniać, że Pani Księżyca jest rzeczywista, że dusze rzeczywiście trafiają po śmierci do Limbo. Widziała to, wierzyła w to… I nie mogło jej zabraknąć w Mabon.
To nie były szczególnie głośne święta, nie w obecnych warunkach – i gdyby nie sytuacja, jaką mieli w Anglii, gdyby nie mnóstwo nadgodzin, które robiła od dwóch tygodni, biorąc pod uwagę jej nowo odnalezioną religijność, sama zrobiłaby coś, co mogłaby ofiarować bogini. Tak byłoby najbardziej sprawiedliwie, ale niestety Lestrange tego czasu nie miała. Pomiędzy załatwianiem rzeczy dla sióstr, a pracą i wynoszeniem cudem ocalałych książek ze zniszczonego domu znalazła tylko odrobinę czasu, by zajrzeć w Dolinie do znanej sobie zielarki i rzemieślniczki, której większość zapasów przepadła w ogniu, tak jak i część dobytku, ale Victoria zaoferowała jej sowitą zapłatę za wianek, który mogłaby złożyć na ołtarzu podczas Mabon – i kobieta taki dla niej zrobiła. Pieniądze zawsze się przydadzą, zwłaszcza, że Lestrange płaciła za to znacznie więcej, niż zapewne wieniec był wart. Ale dlaczego miałaby w ten sposób nie wspomóc kogoś, kto tych pieniędzy potrzebował?
Po krótkim nabożeństwie Victoria zbliżyła się do ołtarza, gdzie ukłoniła się i złożyła swój wieniec.
// Przewaga: bogacz, wieniec zakupiony u rzemieślnika
// Ponawiam rzut, skoro wyszło tak bardzo źle
Miała wrażenie, że kilka gałązek wieńca się ułamało, zauważywszy to, Victoria szybko postanowiła poprawić kompozycję, by nie składać w darze czegoś, co nie spełniało jej kryteriów estetycznych. Kilka ruchów i – to musiała przyznać – teraz wieniec prezentował się o wiele lepiej.
Po chwili zapaliła jeszcze świecę, modląc się w intencji swojej rodziny: zwłaszcza sióstr i rodziców, którzy wszystko stracili w ogniu – i nawet jeśli i ją to dotyczyło w pewnym stopniu, to nie myślała tutaj o sobie. Prosiła o siłę i odwagę dla Prim, Daphne i Olivii, o to, by znalazły spokój i szczęście.
Odeszła w końcu od ołtarza, skłoniła się kilku mijanym kapłanom, i choć odnajdywała tu pewien spokój, miała jeszcze trochę rzeczy do zrobienia, więc niedługo później teleportowała się z terenu kowenu.