27.03.2026, 09:04 ✶
– Och tylko błagam Cię, nie używaj strona partia, bo nasi stulatkowie zjedzą Cię za przesiąknięcie mugolską myślą polityczną – nie mógł się nie zaśmiać, patrząc na wykrzesane ogniki w oczach sędziego, która z taką samą skutecznością mógł być nazwany młodym i ambitnym, jak narwanym młodzieńcem, choć sam Shafiq, gdyby chciał dopiec Crouchowi, użyłby słowa chłoptaś. Tak przecież komentowano wybór Malfoya na kanclerza skarbu, tak przecież i przed laty narzekano na fakt, że nie dał sobie odebrać steru w negocjacjach sfinalizowanych traktatem Międzynarodowej Unii Magicznej. Było w tym coś normalnego, skoro czarodzieje, którzy nie umierali w magicznych wypadkach czy klątwach dożywali spokojnie setki więcej niż to co nosił na karku obecnie Robert.
Szacunek u takich urzędników był szalenie trudny do osiągnięcia, a było zbyt wielu takich w sędziowskim gronie, którzy kurczowo trzymali się stołka.
Zawsze oczywiście można było ich jednak zmieść z planszy, nawet jeśli Shafiq nie był zwolennikiem zmiatania z planszy, bo każda rewolucja zjadała swoje dzieci, nie ważne czy była to rewolucja magiczna czy mugolska.
– Do kominków trzeba się dopchać, trzeba byłoby skontaktować się z kimś od Carrowa. Przez to, że część kominków została uszkodzona, produkcje nowych wiszą w niebycie. Ale... hmmm... może skontaktowałbyś się z Eden Malfoy? Ze wszystkich ludzi w Londynie, jakkolwiek chciałbym tę kobietę widzieć w swoim biurze, tak od lat działa w sektorze prywatnym i jak nikt zna się na sytuacji mieszkaniowej i możliwościach wciśnięcia mieszkań tymczasowych. Z drugiej strony Bristol, Manchester... to brzmi jak tańsze opcje. Dobrze skomunikowany kominek mógłby załatwić sprawę. Albo dwa - jeden do Ministerstwa, drugi prosto na Pokątną? – zasugerował. Nie wszyscy chcieliby przechodzić przez Ministerstwo, żeby dostać się do miejsca w którym nie tyle pracowali co po prostu żyli. – Transport publiczny. To byłoby coś... co oczywiście trzeba byłoby inaczej nazwać, wciąż jednak... bardzo funkcjonalne. – przez moment się rozmarzył, z rozrzewnieniem wspominając swój pierwszy raz gdy zobaczył wcale nie niebieski, a czerwony piętrowy autobus.
Szacunek u takich urzędników był szalenie trudny do osiągnięcia, a było zbyt wielu takich w sędziowskim gronie, którzy kurczowo trzymali się stołka.
Zawsze oczywiście można było ich jednak zmieść z planszy, nawet jeśli Shafiq nie był zwolennikiem zmiatania z planszy, bo każda rewolucja zjadała swoje dzieci, nie ważne czy była to rewolucja magiczna czy mugolska.
– Do kominków trzeba się dopchać, trzeba byłoby skontaktować się z kimś od Carrowa. Przez to, że część kominków została uszkodzona, produkcje nowych wiszą w niebycie. Ale... hmmm... może skontaktowałbyś się z Eden Malfoy? Ze wszystkich ludzi w Londynie, jakkolwiek chciałbym tę kobietę widzieć w swoim biurze, tak od lat działa w sektorze prywatnym i jak nikt zna się na sytuacji mieszkaniowej i możliwościach wciśnięcia mieszkań tymczasowych. Z drugiej strony Bristol, Manchester... to brzmi jak tańsze opcje. Dobrze skomunikowany kominek mógłby załatwić sprawę. Albo dwa - jeden do Ministerstwa, drugi prosto na Pokątną? – zasugerował. Nie wszyscy chcieliby przechodzić przez Ministerstwo, żeby dostać się do miejsca w którym nie tyle pracowali co po prostu żyli. – Transport publiczny. To byłoby coś... co oczywiście trzeba byłoby inaczej nazwać, wciąż jednak... bardzo funkcjonalne. – przez moment się rozmarzył, z rozrzewnieniem wspominając swój pierwszy raz gdy zobaczył wcale nie niebieski, a czerwony piętrowy autobus.