28.03.2026, 10:17 ✶
Mogło chodzić trochę o to, że Irytek rezydował w szkole. Zrodził się być może z psikusów uczniowskich, które choć podszyte często złymi chęciami i czasem wcale nie aż tak nieszkodliwe, rzadko miały naprawdę poważne skutki. Poza tym nauczyciele nie tolerowaliby zapewne obecności aż tak niebezpiecznego poltergeista, a w Hogwarcie mieli większe możliwości niż tu, gdzie złośliwa istota grasowała po magicznych ulicach, trudna do namierzenia. Christopher chyba jednak nie zdawał sobie do końca sprawy z tego, co tej stwór mógł zrobić.
– Czyli jednak nie odkręca lamp? Co na przykład komuś zrobił? – spytał, a potem na jej uśmiech odpowiedział po prostu krótkim uśmiechem. Nie przyszło mu nawet do głowy, jak duże znaczenie mogły mieć rzucone ot tak słowa w uszach Victorii, bo w pewnym sensie przychodziły mu naturalnie. Nie lubił może zachwycać się kimś stale, czy w myślach, czy w słowach, ale też nigdy nie widział niczego złego w komplementach czy ujawnianiu, co się myśli, a wręcz przeciwnie. Nie krył się i specjalnie z tym, że jest zainteresowany, a czemu miałby interesować się kimś, kto mu się nie podobał? Zobowiązań nie miał, ostatni raz umówił się z kimś w sierpniu, raz na początku miesiąca na wesele Blacków, a pod koniec dał się wyciągnąć pewnej dziewczynie na przygodę na latającym dywanie, i mógł ten lot śmiało zaliczyć do najgorszych doświadczeń swojego życia.
Agrykańskie targi, wrzaski, ryki i „ten ku”, tak dogodnie urwany w pół słowa, co mógł się domyśleć, jak brzmiało brzmieć. Rzucił jej tym razem spojrzenie na wpół rozbawione, na wpół pełne odrobiny niedowierzania.
– Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie próbujesz mnie nabrać, ale to chyba zbyt absurdalne, żebyś to wymyśliła? Próbowałaś kontaktować się z poprzednimi właścicielami? – Zakneblowanie, związanie i wciśnięcie gdzieś poltergeista? To musiała być jakaś naprawdę bardzo potężna magia. – Obiło mi się o uszy coś o jakichś adoratorach wysyłających listy, ale chyba nic o jakichś potępieńczych krzykach. Ale przyznaję, że większość plotek, jakie dobiegły moich uszu, kończy się na weselu Blacków. Spędziłem sporo czasu szykując się do pokazu… który przez tę całą Spaloną Noc w najlepszym wypadku został odwleczony – stwierdził i westchnął, z pewnym żalem. Chyba wszyscy zastanawiali się czy teraz zagości spokój, czy podczas Samhain można spodziewać się czegoś jeszcze gorszego. Christopher nie znał się na duchach i nie był specjalistą od teologii, ale ogółem ten jesienny sabat miał trochę mroczną reputację i ciężko było nie obawiać się, czy ktoś tego nie wykorzysta. A jeśli tak, to nie było żadnych szans, by coś zorganizować w listopadzie.
Weszli do środka.
– Zawołaj Katty, proszę – rzucił Rosier do jednej z pracownic, mając na myśli swoją asystentkę, bo ktoś musiał przejąć tego ptaka. I ruszył w głąb Domu Mody, z Victorią u boku…
Poziom przypału, na kogo wpadamy
1 – matka Christophera
2 – ciotka Christopera od zmienionej wersji Baśni
3 – matka Victorii
4 – Cressida Avery
5 – panie numer 1, 2 i 3 razem
– Czyli jednak nie odkręca lamp? Co na przykład komuś zrobił? – spytał, a potem na jej uśmiech odpowiedział po prostu krótkim uśmiechem. Nie przyszło mu nawet do głowy, jak duże znaczenie mogły mieć rzucone ot tak słowa w uszach Victorii, bo w pewnym sensie przychodziły mu naturalnie. Nie lubił może zachwycać się kimś stale, czy w myślach, czy w słowach, ale też nigdy nie widział niczego złego w komplementach czy ujawnianiu, co się myśli, a wręcz przeciwnie. Nie krył się i specjalnie z tym, że jest zainteresowany, a czemu miałby interesować się kimś, kto mu się nie podobał? Zobowiązań nie miał, ostatni raz umówił się z kimś w sierpniu, raz na początku miesiąca na wesele Blacków, a pod koniec dał się wyciągnąć pewnej dziewczynie na przygodę na latającym dywanie, i mógł ten lot śmiało zaliczyć do najgorszych doświadczeń swojego życia.
Agrykańskie targi, wrzaski, ryki i „ten ku”, tak dogodnie urwany w pół słowa, co mógł się domyśleć, jak brzmiało brzmieć. Rzucił jej tym razem spojrzenie na wpół rozbawione, na wpół pełne odrobiny niedowierzania.
– Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie próbujesz mnie nabrać, ale to chyba zbyt absurdalne, żebyś to wymyśliła? Próbowałaś kontaktować się z poprzednimi właścicielami? – Zakneblowanie, związanie i wciśnięcie gdzieś poltergeista? To musiała być jakaś naprawdę bardzo potężna magia. – Obiło mi się o uszy coś o jakichś adoratorach wysyłających listy, ale chyba nic o jakichś potępieńczych krzykach. Ale przyznaję, że większość plotek, jakie dobiegły moich uszu, kończy się na weselu Blacków. Spędziłem sporo czasu szykując się do pokazu… który przez tę całą Spaloną Noc w najlepszym wypadku został odwleczony – stwierdził i westchnął, z pewnym żalem. Chyba wszyscy zastanawiali się czy teraz zagości spokój, czy podczas Samhain można spodziewać się czegoś jeszcze gorszego. Christopher nie znał się na duchach i nie był specjalistą od teologii, ale ogółem ten jesienny sabat miał trochę mroczną reputację i ciężko było nie obawiać się, czy ktoś tego nie wykorzysta. A jeśli tak, to nie było żadnych szans, by coś zorganizować w listopadzie.
Weszli do środka.
– Zawołaj Katty, proszę – rzucił Rosier do jednej z pracownic, mając na myśli swoją asystentkę, bo ktoś musiał przejąć tego ptaka. I ruszył w głąb Domu Mody, z Victorią u boku…
Poziom przypału, na kogo wpadamy
1 – matka Christophera
2 – ciotka Christopera od zmienionej wersji Baśni
3 – matka Victorii
4 – Cressida Avery
5 – panie numer 1, 2 i 3 razem
Rzut 1d5 - 4