W momencie, kiedy przyleciała sowa z wiadomością od Rodolphusa, Nicholas przebywał w swojej dobudowanej oranżerii, przystosowanej do hodowli motyli. Nie była przesadnie duża, ale średnia objętościowo, żeby skrzydlate owady o pięknych skrzydłach, miały możliwość rozwijać się i pożywiać. Piękne okazy, żyjące dość krótko. Do swoich eksperymentów potrzebował ich znacznie więcej. Dlatego też zaczął w wolnym czasie pogłębiać wiedzę na ich temat oraz roślinności jaką potrzebowały do pożywiania się, oraz zamieszkiwania. A przede wszystkim do rozmnażania się.
Na krótką wiadomość, nie odpisywał. Nie było to konieczne, skoro wiedział, że wpadnie do niego, dowiedzieć osobiście, w jakim celu chce się z nim widzieć. Wychodząc z oranżerii, zamknął ją i zabezpieczył dodatkowo zaklęciami, aby nikogo nieproszonego tutaj nie przywiało, jak i żeby motyle nie uciekły.
Narzucił na siebie czarny płaszcz, zabezpieczył dom i po prostu teleportował się prosto do posiadłości Lestrange’a, zjawiając z trzaskiem w samym jego salonie. Punktualnie.
- Chciałeś się spotkać.Zakomunikował swoją obecność, odnajdując zimnym wzrokiem postać Rodolphusa. Mając nadzieję, że sprawa jest wystarczająco ważna, skoro wymagała również jego obecności.