13.03.2023, 18:46 ✶
Jego siostra odzywała się tylko wtedy gdy uważała to za słuszne zaś Cas starał się odezwać w ogóle i nie wstydzić się przy tym jak stado nieśmiałków. Odnosił wrażenie, że to Victoria wpędza go w to zakłopotanie bowiem z całego towarzystwa akurat ją znał najmniej. Co prawda przyjaźnił się z innym Lestrange, z Williamem jednak nazwisko nie zobowiązywało do znajomości wszystkich przedstawicieli drzewa genealogicznego. Tak więc polał alkoholu każdemu kto tylko wyraził chęć i zajął grzecznie swoje miejsce, wodząc wzrokiem od nadającej jak katarynka Brenny do odpowiadającej jej Victorii. Uśmiechał się słysząc wymianę ich zdań i ochoczo podniósł kieliszek ku górze kiedy wznosili toast.
- Za wymarzone zawody. - dodał jeszcze bowiem każdy z tu zebranych doskonale wiedział kim chciał być w przyszłości... która nadchodziła teraz. Uśmiechnął się do Cynthii i niechcący też popatrzył przez chwilę na Victorię bowiem siedziała tuż obok. Zdając sobie sprawę, że zerknął na nią o dwie sekundy za długo oblał się czerwienią zakłopotania i od razu uciekł wzrokiem bo bezpiecznej kochanej Brenny.
- Czyli mamy przy stole przyszłą brygadzistkę, uzdrowicielkę... i drugą uzdrowicielkę i... Theseus, a ty? Bo ja to wiadomo, łamanie klątw i czarów zaawansowanych. - odzywał się dzięki temu pokrzepiającemu spojrzeniu siostry. Nie potrzebował od niej zbyt wielu słów aby zrozumieć przekaz. Mimo wszystko istniała między nimi ta bliźniacza więź o której rzadko się mówiło.
- A propos starych urzędników... zeszłego tygodnia jechałem Błędnym Rycerzem. Prowadził osiemdziesięcioletni dziadek z okularami o denkach grubszych od tych Jęczącej Marty. Ja się zastanawiam czy oni w ogóle chcą odchodzić na emeryturę czy wolą pracować tak jak profesor Binns. To cud, że pasażerowie przeżyli. - dodał swoją ciekawostkę tuż po tym gdy po jego języku rozlał się słodkawy i intensywny smak alkoholu. Teraz mogą robić co chcą, byli absolwentami Hogwartu. Gdyby tak wypili więcej trunków to mogliby iść i świat podbijać byleby zapamiętać ten ostatni weekend szkoły.
- Za wymarzone zawody. - dodał jeszcze bowiem każdy z tu zebranych doskonale wiedział kim chciał być w przyszłości... która nadchodziła teraz. Uśmiechnął się do Cynthii i niechcący też popatrzył przez chwilę na Victorię bowiem siedziała tuż obok. Zdając sobie sprawę, że zerknął na nią o dwie sekundy za długo oblał się czerwienią zakłopotania i od razu uciekł wzrokiem bo bezpiecznej kochanej Brenny.
- Czyli mamy przy stole przyszłą brygadzistkę, uzdrowicielkę... i drugą uzdrowicielkę i... Theseus, a ty? Bo ja to wiadomo, łamanie klątw i czarów zaawansowanych. - odzywał się dzięki temu pokrzepiającemu spojrzeniu siostry. Nie potrzebował od niej zbyt wielu słów aby zrozumieć przekaz. Mimo wszystko istniała między nimi ta bliźniacza więź o której rzadko się mówiło.
- A propos starych urzędników... zeszłego tygodnia jechałem Błędnym Rycerzem. Prowadził osiemdziesięcioletni dziadek z okularami o denkach grubszych od tych Jęczącej Marty. Ja się zastanawiam czy oni w ogóle chcą odchodzić na emeryturę czy wolą pracować tak jak profesor Binns. To cud, że pasażerowie przeżyli. - dodał swoją ciekawostkę tuż po tym gdy po jego języku rozlał się słodkawy i intensywny smak alkoholu. Teraz mogą robić co chcą, byli absolwentami Hogwartu. Gdyby tak wypili więcej trunków to mogliby iść i świat podbijać byleby zapamiętać ten ostatni weekend szkoły.