28.03.2026, 23:29 ✶
Na słowa Victorii mina mu trochę zrzedła i jeszcze raz obejrzał się po sobie, jakby też chciał się upewnić, czy nie stał się nagle filigranową blondynką. Albo bardzo wysoką blondynką, obojętne jaką, chyba nie kusiła go ani jedna, ani druga wersja. I to wcale nie dlatego, że jakoś tak wychodziło, że dziewczyny, które uważał za szczególnie ładne, były raczej ciemnowłose i nawet jak niskie, nie wydawały się mieć w sobie wiele słabości: o, taka Bella, platoniczna, ale wciąż jego muza od dobrych dwóch lat, nawet Millie Moody, choć niby delikatna, na pewno umiała komuś porządnie walnąć i wreszcie Victoria.
Dodajmy do tego, że Cressida Avery pozostawiła w nim pewien uraz do tego nazwiska oraz do jej imponującej, blond fryzury, po której zwykle dało się ją wypatrzeć z daleka…
…zwykle.
– Mam nieodparte wrażenie, Victorio, że w twoim życiu jest miejsce na wszystko poza nudą – ocenił Christopher, z jakimś takim zamyśleniem. Może dlatego, że on po prawdzie do niedawna nudził się niemal wszystkim, i powab dla niego miały już głównie własne projekty. Prawdopodobnie po części dlatego zaproponował maskaradę na weselu Blacków czy zgodził się wsiąść na ten latający dywan, trochę by rozproszyć tę nudę, uciec, znaleźć cokolwiek innego.
Mimo to nie czuł ani odrobiny zazdrości. Chyba nie chciał pozbywać się nudy w zamian za poltergeista, mieszającego mu w głowie. Po prawdzie wystarczyło mu, że jego mieszkanie było zrujnowane. Niby żadnej nudy, a naprawdę tylko go to irytowało.
– Nie przesłuchiwałem się zbyt uważnie, ale coś takiego obiło mi się o uszy. Nie żebym brał to na poważnie, biorąc pod uwagę, że podobno Atreus postanowił mnie pobić z powodu mojej domniemanej narzeczonej, ukrytej córki Morpheusa – zakpił lekko Rosier, z dość nietypowym dla siebie dystansem. Może trochę zaczynał mądrzeć. A może po prostu w jej towarzystwie zachowywał się odrobinę inaczej niż zwykle. – Chcielibyśmy zorganizować pokaz na przełomie listopada i grudnia, pokazując niektóre projekty z kolekcji jesiennej i na zimową, ale sama rozumiesz… sytuacja obecnie jest napięta. Z wielu różnych względów – powiedział ostrożnie, bo już weszli do środka budynku i wolał uważać na słowa.
Domu Mody Rosierów w końcu z jakichś powodów nie tknęły płomienie. Nie było więc co się rozwodzić o tym, że nie wiedzieli, jak mocno pogorszy się sytuacja, że pojawiły się problemy z dostawami, że wielu klientów straciło domy, a niejeden pracownik znalazł się w trudnej sytuacji.
Asystentka pojawiła się akurat w samą porę, by Rosier odwrócił się i wręczył jej klatkę… i nie zauważył tej sekundy, w którym nastąpiło dramatycznej ujawnienie Cressidy Avery. Zdębiał na jej głos, rzucił asystentce zirytowane spojrzenie (jak mogli ją tu w ogóle wpuścić!)
– Oczywiście, że nie – obruszył się Christopher. – To nie twoja sprawa, zresztą.
– Już jesteście razem?! Gdy ledwo co zerwaliśmy? – syczała kobieta, niezbyt głośno, ale jadowitym głosem.
– Jeszcze nie jesteśmy, a zerwaliśmy całe miesiące temu! – odparł Christopher, a potem z pewną konsternacją próbował spojrzeć na własne usta (niemożliwe do wykonania, rzecz jasna), jakby trochę zaskoczony tym, co powiedział.
Dodajmy do tego, że Cressida Avery pozostawiła w nim pewien uraz do tego nazwiska oraz do jej imponującej, blond fryzury, po której zwykle dało się ją wypatrzeć z daleka…
…zwykle.
– Mam nieodparte wrażenie, Victorio, że w twoim życiu jest miejsce na wszystko poza nudą – ocenił Christopher, z jakimś takim zamyśleniem. Może dlatego, że on po prawdzie do niedawna nudził się niemal wszystkim, i powab dla niego miały już głównie własne projekty. Prawdopodobnie po części dlatego zaproponował maskaradę na weselu Blacków czy zgodził się wsiąść na ten latający dywan, trochę by rozproszyć tę nudę, uciec, znaleźć cokolwiek innego.
Mimo to nie czuł ani odrobiny zazdrości. Chyba nie chciał pozbywać się nudy w zamian za poltergeista, mieszającego mu w głowie. Po prawdzie wystarczyło mu, że jego mieszkanie było zrujnowane. Niby żadnej nudy, a naprawdę tylko go to irytowało.
– Nie przesłuchiwałem się zbyt uważnie, ale coś takiego obiło mi się o uszy. Nie żebym brał to na poważnie, biorąc pod uwagę, że podobno Atreus postanowił mnie pobić z powodu mojej domniemanej narzeczonej, ukrytej córki Morpheusa – zakpił lekko Rosier, z dość nietypowym dla siebie dystansem. Może trochę zaczynał mądrzeć. A może po prostu w jej towarzystwie zachowywał się odrobinę inaczej niż zwykle. – Chcielibyśmy zorganizować pokaz na przełomie listopada i grudnia, pokazując niektóre projekty z kolekcji jesiennej i na zimową, ale sama rozumiesz… sytuacja obecnie jest napięta. Z wielu różnych względów – powiedział ostrożnie, bo już weszli do środka budynku i wolał uważać na słowa.
Domu Mody Rosierów w końcu z jakichś powodów nie tknęły płomienie. Nie było więc co się rozwodzić o tym, że nie wiedzieli, jak mocno pogorszy się sytuacja, że pojawiły się problemy z dostawami, że wielu klientów straciło domy, a niejeden pracownik znalazł się w trudnej sytuacji.
Asystentka pojawiła się akurat w samą porę, by Rosier odwrócił się i wręczył jej klatkę… i nie zauważył tej sekundy, w którym nastąpiło dramatycznej ujawnienie Cressidy Avery. Zdębiał na jej głos, rzucił asystentce zirytowane spojrzenie (jak mogli ją tu w ogóle wpuścić!)
– Oczywiście, że nie – obruszył się Christopher. – To nie twoja sprawa, zresztą.
– Już jesteście razem?! Gdy ledwo co zerwaliśmy? – syczała kobieta, niezbyt głośno, ale jadowitym głosem.
– Jeszcze nie jesteśmy, a zerwaliśmy całe miesiące temu! – odparł Christopher, a potem z pewną konsternacją próbował spojrzeć na własne usta (niemożliwe do wykonania, rzecz jasna), jakby trochę zaskoczony tym, co powiedział.