29.03.2026, 00:21 ✶
Niezłe zabezpieczenie, pomyślał Sebastian, słuchając tłumaczeń Caroline podczas ich wspólnej podróży przez leśny labirynt. Czar działał podobnie do tradycyjnych zaklęć zwodzących, które odpychały mugoli od miejsc opanowanych przez czarodziejów. Tutaj jednak zastosowano te zaklęcia na znacznie mniejszą skalę. Kto wie, może efekty tych czarów nie tylko kazały pozostać tutejszym badaczom w ciągłym ruchu, ale też odpędzały Widma? To by było... pocieszające.
Kapłan mimowolnie zwolnił, gdy w zasięgu jego wzroku znalazł się ogromny dąb. Nigdy wcześniej nie widział go tak bliska. Podczas tragicznych majowych obchodów odprawiał egzorcyzmy w Londynie, a gdy później skierowano go do tych lasów na ekspedycję Laurenta, miał zbyt wiele na głowie, by spróbować poświęcić drzewu należytą uwagę. Wtedy musiał myśleć o swoich towarzyszach, o wizjach Limbo przeciekających przez lokalną wyrwę w rzeczywistości, a także o Niewymownych, których głównym celem zdawało się wówczas przepędzenie ich z tej okolicy. Teraz nic nie przeszkadzało mu w podziwianiu drzewa jego pełnej okazałości, a widok ten...
...napawał go jeszcze większym niepokojem niż świadomość, że między drzewami mogły właśnie przemykać całe stada Widm. Odwrócony dąb nie pasował do tej scenerii. Nawet gdyby panna Aberoth nie podzieliła się z nim swoimi opowieściami, to i tak pokusiłby się o stwierdzenie, że jest z nim coś nie tak. W obecnej formie drzewo samo w sobie było symbolem odwróconego porządku świata. Tak samo wywróconego, jak codzienność czarodziejów i czarownic w Wielkiej Brytanii od wielu miesięcy.
Korzenie powinny wrastać w ziemię, a nie sięgać ku niebu, skomentował bezgłośnie. Miejsce korzeni było pod powierzchnią, a koron drzew wysoko nad ich głowami. Tak samo, jak miejsce znaczącej większości duchów było w Limbo, a żyjących ludzi po tej stronie Zasłony. A jednak nawet to sacrum zostało zaburzone. Energia Limbo została wyciągnięta ze swojego naturalnego środowiska i pozostawała zamknięta w ciałach Zimnych. Sebastian wypuścił głośno powietrze przez usta. To nie był czas, aby po raz kolejny lamentować nad brakiem odpowiedzialności ze strony obrońców Polany Ognisk.
— Nie zazdroszczę wam warunków, w jakich pracujecie — przyznał w końcu Macmillan, poprawiając tobołek zwisający mu na ramieniu i stawiając ostrożny krok w stronę wielkiego drzewa. — To drzewo wydaje się być... Jedyne słowo, jakie ciśnie mi się na usta, to ''bezbożne''.
Nie wiedział, jak interpretować obecność dębu w takiej formie w centrum polany. Czy była to wiadomość od Matki? A może jedynie dowód na to, jak bardzo działania Śmierciożerców i Czarnego Pana wypaczyły to miejsce? Sebastian nie miał wątpliwości, że wykorzystano potencjał magiczny tego miejsca w nikczemny sposób. Kowen nie wybierał miejsc swoich obrzędów na chybił trafił. Jeśli zjawiali się w jakimś miejscu, to mieli ku temu cel. A czarnoksiężnicy to wykorzystali.
— Czy powinienem unikać kogoś konkretnego? — zapytał, również zniżając ton głosu, rozglądając się na prawo i lewo, wodząc wzrokiem po namiotach badawczych. — Jakiegoś badacza lub... ochroniarza?
Inni Niewymowni na pewno mieli na nich oko, a Sebastian niezbyt im ufał. Skoro ich działania doprowadziły do tego, że kobieta z ich własnych szeregów zdecydowała się szukać wsparcia poza strukturami Departamentu Tajemnic, to ewidentnie świadczyło to o tym, że robią coś nie tak. Czy była to jedynie kwestia braku wiedzy i Niewymowni w obliczu spraw Zaświatów byli niczym dzieci bawiące się zapałkami? Niewykluczone. Były to jednak dzieci, którym mimo wszystko dalej pozwalano się nimi bawić, toteż Macmillan nie chciał zwrócić na siebie przedwcześnie ich uwagi.
— Rozejrzę się i spotkamy się w środku.
Instynkt podpowiadał mu, by udać się prosto pod drzewo. To wydawało się najprostszym rozwiązaniem. Z drugiej strony, dąb był dla niego jedną wielką zagadką, a obecni na miejscu badacze mieli okazję zapoznać się już wcześniej z tym terenem. Lepiej było mieć, jak najdokładniejszy obraz całej sytuacji, nim zdecyduje się na konfrontację. Z tym drzewem. Jak egzorcysta pomyślał, tak też zrobił i po znalezieniu się między badaczami spróbował rozpytać ich o kwestie zebranych próbek: czy udało im się pobrać materiał bezpośrednio z dębu, jak reagował na magię, magiczne mikstury i inne przetestowany formy oddziaływań zewnętrznych.
@Eutierria
Kapłan mimowolnie zwolnił, gdy w zasięgu jego wzroku znalazł się ogromny dąb. Nigdy wcześniej nie widział go tak bliska. Podczas tragicznych majowych obchodów odprawiał egzorcyzmy w Londynie, a gdy później skierowano go do tych lasów na ekspedycję Laurenta, miał zbyt wiele na głowie, by spróbować poświęcić drzewu należytą uwagę. Wtedy musiał myśleć o swoich towarzyszach, o wizjach Limbo przeciekających przez lokalną wyrwę w rzeczywistości, a także o Niewymownych, których głównym celem zdawało się wówczas przepędzenie ich z tej okolicy. Teraz nic nie przeszkadzało mu w podziwianiu drzewa jego pełnej okazałości, a widok ten...
...napawał go jeszcze większym niepokojem niż świadomość, że między drzewami mogły właśnie przemykać całe stada Widm. Odwrócony dąb nie pasował do tej scenerii. Nawet gdyby panna Aberoth nie podzieliła się z nim swoimi opowieściami, to i tak pokusiłby się o stwierdzenie, że jest z nim coś nie tak. W obecnej formie drzewo samo w sobie było symbolem odwróconego porządku świata. Tak samo wywróconego, jak codzienność czarodziejów i czarownic w Wielkiej Brytanii od wielu miesięcy.
Korzenie powinny wrastać w ziemię, a nie sięgać ku niebu, skomentował bezgłośnie. Miejsce korzeni było pod powierzchnią, a koron drzew wysoko nad ich głowami. Tak samo, jak miejsce znaczącej większości duchów było w Limbo, a żyjących ludzi po tej stronie Zasłony. A jednak nawet to sacrum zostało zaburzone. Energia Limbo została wyciągnięta ze swojego naturalnego środowiska i pozostawała zamknięta w ciałach Zimnych. Sebastian wypuścił głośno powietrze przez usta. To nie był czas, aby po raz kolejny lamentować nad brakiem odpowiedzialności ze strony obrońców Polany Ognisk.
— Nie zazdroszczę wam warunków, w jakich pracujecie — przyznał w końcu Macmillan, poprawiając tobołek zwisający mu na ramieniu i stawiając ostrożny krok w stronę wielkiego drzewa. — To drzewo wydaje się być... Jedyne słowo, jakie ciśnie mi się na usta, to ''bezbożne''.
Nie wiedział, jak interpretować obecność dębu w takiej formie w centrum polany. Czy była to wiadomość od Matki? A może jedynie dowód na to, jak bardzo działania Śmierciożerców i Czarnego Pana wypaczyły to miejsce? Sebastian nie miał wątpliwości, że wykorzystano potencjał magiczny tego miejsca w nikczemny sposób. Kowen nie wybierał miejsc swoich obrzędów na chybił trafił. Jeśli zjawiali się w jakimś miejscu, to mieli ku temu cel. A czarnoksiężnicy to wykorzystali.
— Czy powinienem unikać kogoś konkretnego? — zapytał, również zniżając ton głosu, rozglądając się na prawo i lewo, wodząc wzrokiem po namiotach badawczych. — Jakiegoś badacza lub... ochroniarza?
Inni Niewymowni na pewno mieli na nich oko, a Sebastian niezbyt im ufał. Skoro ich działania doprowadziły do tego, że kobieta z ich własnych szeregów zdecydowała się szukać wsparcia poza strukturami Departamentu Tajemnic, to ewidentnie świadczyło to o tym, że robią coś nie tak. Czy była to jedynie kwestia braku wiedzy i Niewymowni w obliczu spraw Zaświatów byli niczym dzieci bawiące się zapałkami? Niewykluczone. Były to jednak dzieci, którym mimo wszystko dalej pozwalano się nimi bawić, toteż Macmillan nie chciał zwrócić na siebie przedwcześnie ich uwagi.
— Rozejrzę się i spotkamy się w środku.
Instynkt podpowiadał mu, by udać się prosto pod drzewo. To wydawało się najprostszym rozwiązaniem. Z drugiej strony, dąb był dla niego jedną wielką zagadką, a obecni na miejscu badacze mieli okazję zapoznać się już wcześniej z tym terenem. Lepiej było mieć, jak najdokładniejszy obraz całej sytuacji, nim zdecyduje się na konfrontację. Z tym drzewem. Jak egzorcysta pomyślał, tak też zrobił i po znalezieniu się między badaczami spróbował rozpytać ich o kwestie zebranych próbek: czy udało im się pobrać materiał bezpośrednio z dębu, jak reagował na magię, magiczne mikstury i inne przetestowany formy oddziaływań zewnętrznych.
@Eutierria